1)
Jakież wielkie emocje w mediach i na blogach z powodu wykluczenia z PiSu dwóch pań. Nikt nie zastanawia się dlaczego Jarosław i jego przyboczni tak uczynili, lecz wszyscy starają się udowodnić po raz tysięczny chorobę psychiczną prezesa i wnioskują o jego "demokratyczne" zniszczenie. Bardzo mnie to bawi, bo w tej sprawie nasi demokraci made in Poland przyjmują po raz kolejny optykę widzenia polityka z Biłgoraja. Otóż Kaczyński postąpił jak dyrektor firmy. Zwolnił dwie pracownice, bo strategia się zmieniła i w/w panie z zasługami już są zbędnym balastem i dostarczycielem konfliktów. Tak się czyni w kapitalistycznym, brutalnym świecie i nikt nie podważa decyzji zarządu, a u nas media tkwiące w socjalistycznej mentalności występują jako związek zawodowy do obrony Rostkowskiej i Jakubiak przed złym pracodawcą PiSem. Tymczasem nic się nie stało. Kogoś zwalniają, znaczy, że będą przyjmować jak mówili bezrobotni przed wojną. Nie ma ludzi niezastąpionych, a w każdym razie jest ich ilość śladowa, a w polityce tym bardziej. Zapomniałem wspomnieć o prawdopodobnych przyczynach wylotu z partii naszych bohaterek dnia. Podobno od jakiegoś czasu zakładają partię, która ma być alternatywą dla PO, której czas zmierza ku końcowi o czym alarmują nawet dworskie media za kumatymi ekonomistami. Ktoś sobie wyobraża rząd ze Schetyną, Rostkowską i Jakubiak? Nie? A prezes sobie wyobraził i zadziałał nie jak Łukaszenko czy Castro lecz jak szef firmy, który dostrzegł pracownice wyższego szczebla pracujące na boku dla konkurencji.
2)
Kluzik-Rostkowska trzy razy odmówiła Jarosławowi w istotnych sprawach: viceszefostwo partii, vicemarszałkowanie w sejmie i prezydentura Warszawy. Mogło to wzmocnić Kaczyńskiego. Podobnie kiedyś w 2005 r. Komorowski i spółka wypięli się na prezesa aby go osłabić i nie weszli z nim do rządu. W obu wypadkach można odnieść wrażenie, że ośrodek decyzyjny dla Komorowskiego i Kluzik-Rostkowskiej był gdzieś indziej. Może nawet obie pracownice Kaczyńskich były V kolumną wśród bliźniaków i tak naprawdę pracowały dla lepszych płatników podobnie jak Kaczmarek czy Kornatowski z Netzelem? Oczywiście można to nazwać spiskową teorią lecz gdyby miała okazać się prawdziwą to Jarosław miałby tym bardziej podstawy do swojej reakcji. A uśmiechy Komorowskiego, JKR czy EJ mogą być dobrą miną do złej gry.
PiS nigdy nie miało realnej zdolności koalicyjnej, bo stworzyli go Kaczyńscy, a dopóki żyje choć jeden z braci ustawiacze Polskiej polityki nie pozwolą na żadne takie koalicje. Obawiam się, że Kluzik-Rostkowska była ukrytą piątą kolumną, chodzącą za Kaczyńskim krok w krok i stąd nigdy nie była atakowana przez media. Dzięki niej można było wyprzedzać ruchy prezesa i nawet kontrolować go gdyby jakimś cudem został prezydentem, co oczywiście zostało udaremnione. Nad Lechem "czuwali" Kaczmarek z Kornatowskim (może i Jakubiak?), a nad Jarkiem pieczę mogła sprawować lubiana powszechnie Joasia i jej prawdopodobni mocodawcy. Historia polityki i biznesu zna tysiące przypadków tzw. podwójnych agentów i możliwe, że uśmiechająca się pod nosem Joanna pełniła taką funkcję. Nie ona jedna. Tak jak Lech dał się nabrać na Krauzego i jego ludzi, tak i Jarosław mógł się nabrać na Rostkowską. W końcu wg. tajnych służb Kaczyńscy zawsze byli największymi wrogami interesów ich możnych szefów i naddyrektorów. Kto wie ile wtyk ma PiS we własnym gronie? Wygląda na to, że razwiedka 20 lat po upadku Polski Ludowej ma się dobrze.
4)
Dzięki tym, którzy przypominają o cudownej wolności słowa. Czasem wydaje mi się, że niektórzy rozumują o tejże wolności, że jest to rodzaj potencjometra w adapterze, który głośniej lub ciszej reguluje głos z płyty. Problemem większości jest, że płyty do słuchania z ich manipulowaną zawartością podają im ci sami od lat wytwórcy. Ci wytwórcy od 20 lat nadają longplay "Anty Kaczyński" i tysiące medialno-blogerskich didżejów kręcą lub posuwają te swoje potencjometry głośniej lub ciszej. Tylko, że płyta jest wciąż ta sama i potencjometrem nie zmienimy naszego myślenia. Niektórzy są niewolnikami tego longplaya. 90% "dziennikarzy" puszcza tylko tę płytę w obawie przed zmianą i karą ze strony producentów. Teraz głośniej puszczany jest duet kobiecy ale za chwilę zniknie z medialno-blogerskiej listy przebojów. Jedno pozostanie w naszej muzyce niezmienne - longplay "Anty Kaczyński". I to świadczy o ubogiej ofercie naszego rynku muzycznego i monopolu jednej wytwórni płytowej. Czyżby Polacy byli głuchym narodem?


Komentarze
Pokaż komentarze (8)