7 obserwujących
159 notek
165k odsłon
652 odsłony

Rząd wydaje na potęgę w walce z koronawirusem

Wykop Skomentuj17

Trwająca obecnie pandemia, która wymusza na nas wszystkich maksymalne ograniczenie aktywności i zostawanie w domach będzie skutkować głębokim kryzysem gospodarczym. Z jego skutkami, rząd Mateusza Morawieckiego zamierza walczyć kosztownymi programami, które zwiększą dług publiczny. To dobrze.  

Kryzysy ekonomiczne są niebezpieczne, bo wpędzają gospodarki w spiralę, z której trudno im się wydostać. Uziemieni ludzie obawiają się o swoją przyszłość więc nie mogą i nie chcą wydawać pieniędzy. Firmy notują spadek przychodów i są zmuszone ciąć wynagrodzenia, zwalniać załogi, lub zupełnie zawieszać albo likwidować działalność. To sprawia, że gospodarstwa domowe mają jeszcze mniej pieniędzy, które mogą wydawać na dobra i usługi, przychody przedsiębiorstw spadają i koło się nakręca.

Poprzednie kryzysy gospodarcze, szczególnie Wielka Depresja lat '30 XX wieki nauczyła nas, że to błędne koło relacji między przedsiębiorstwami i gospodarstwami domowymi może być przerwane w zasadzie tylko przez interwencję z zewnątrz. Z braku innych podmiotów, potrzebny nam do tej roli rząd. Państwo pożycza pieniądze (choćby od uciekających z giełdy inwestorów) i "pompuje je" w gospodarkę. Dzięki temu ludzie mają więcej pieniędzy na zakupy, firmy na wynagrodzenia i błędne koło zostaje przerwane.

image

Tego typu interwencja rządu fachowo nazywa się stymulacją fiskalną. Najbardziej skuteczna jest, gdy w gospodarce mamy do czynienia z niewykorzystanymi mocami produkcyjnymi, czyli obrazowo mówiąc, z pustymi fabrykami. Wówczas dodatkowe pieniądze, które pojawiają się w gospodarce mogą zostać łatwo zrównoważone przez uruchomienie tych niewykorzystanych mocy. Otwarte przedsiębiorstwa mogą znów zacząć działalność (lub jej nie przerywać), zatrudniać ludzi (lub ich nie zwalniać) i gospodarka wraca na wcześniejsze tory (lub z nich nie spada).

Wydawać by się mogło, że obecny kryzys jest inny niż wszystkie i powyższe rozważania nie mają do niego zastosowania. Przecież problemem nie jest popyt, czyli pracownicy, którzy nie wydają pieniędzy, ale podaż, czyli zamknięcie firm z uwagi na zagrożenie epidemiologiczne. To jednak nie do końca prawda. Wciąż mamy podaż wielu dóbr takich, jak powierzchnie biurowe, handlowe i magazynowe, kredyty, czy w końcu pracownicy. Dla firm jest to wydatek, na którego pokrycie potrzebna jest gotówka.

Tą gotówkę w Polsce dostarcza państwo. Poza standardowymi relacjami na linii przedsiębiorstwa-pracownicy problemem są jeszcze relacje między firmami, czyli łańcuchy dostaw i płatności. Utrzymanie tych łańcuchów jest bardzo ważne, żebyśmy po okresie zamrożenia gospodarki mogli jak najbardziej bezboleśnie po prostu wrócić do poprzedniego stanu. Oczywiście przyjedzie nam za to zapłacić, ale o wiele bardziej bezbolesne będzie rozłożenie kosztów na wiele lat spłaty długu publicznego niż na doświadczanie głębokiego kryzysu teraz, a potem i tak podnoszenia się z niego przez wiele lat.

Krótko mówiąc, kryzys powoduje, że w gospodarce pojawiają się niewykorzystane moce produkcyjne. Wydatki rządu pozwalają je wykorzystać, albo przynajmniej utrzymać ich istnienie aż do momentu aż będą potrzebne. To najmocniejsza broń rządu w walce z kryzysem i dobrze, że ją wykorzystuje.

Innym wątkiem jest tutaj inflacja. Całkowicie uzasadniony jest strach przed tym, że wpompowanie do gospodarki dziesiątków, czy nawet setek miliardów złotych, spowoduje w efekcie wzrost cen. Z tym tylko, że kryzys powoduje coś dokładnie odwrotnego - spadek cen. Podczas załamania gospodarki, kiedy ludzie przestają wydawać pieniądze. Spadek popytu ciągnie za sobą spadek ceny. Widzimy to bardzo wyraźnie chociażby w branży odzieżowej, a przynajmniej w tych firmach, które mają sklepy internetowe. Dodatkowy popy pozwala to zjawisko zahamować.

Wysoka inflacja pojawia się wtedy, kiedy gospodarka jest rozpędzona, a popyt rośnie. Właśnie z taką sytuacją mieliśmy do czynienia przed obecnym kryzysem, dlatego inflacja w styczniu i lutym była tak wysoka. Innym czynnikiem, który powinien uspokoić wszystkich, bojących się o rosnące ceny jest rzut oka na ceny ropy naftowej i paliw, który dodatkowo hamuje inflację.

Na koniec, żeby nie było tak różowo dodam tylko, że obecne programy pomocowe dla gospodarki mogłyby być znacznie większe i skuteczniejsze. Niestety po latach zwiększania wydatków budżetowych i przejadania owoców wzrostu gospodarczego, przestrzeni w budżecie do walki z kryzysem jest mniej, niż by mogło być. Rząd Mateusza Morawieckiego już w zasadzie od samego początku swojej kadencji stosuje stymulację fiskalną gospodarki, więc ma dość ograniczone możliwości stosowania tej broni teraz, kiedy jest ona najbardziej potrzebna.


Wykop Skomentuj17
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Gospodarka