0 obserwujących
62 notki
103k odsłony
  913   0

Egipt: Ameryka uspokaja Izrael – małe tajemnice

 

Gra na czas prowadzona przez administrację Mubaraka i Amerykanów objawiła się właśnie deklaracją Franka G. Wisnera, specjalnego wysłannika Obamy do Egiptu, że „Mubarak musi (póki co) zostać”. Jest to odmiana słynnego komunikatu Mubaraka „Odchodzę, ale zostaję”, wygłoszonego po gigantycznych manifestacjach w Kairze i innych miastach. Ostatnio Mubarak dorzucił do tego odwieczną mantrę satrapów „Ja albo chaos”, ochoczo podchwyconą przez zdenerwowanych Izraelczyków. Zaczęli nawet mówić o „zdradzie Obamy”, choć prezydent ani razu nie wezwał wprost protegowanego Ameryki (i Izraela) do odejścia, a jedynie do enigmatycznych „zmian”.

 

Między dyplomacją a CIA

 

Amerykańska Rada Bezpieczeństwa Narodowego już pod koniec stycznia uznała, że praca szefowej ambasady USA w Kairze Margaret Scobey była niewystarczająca, w sytuacji gdy za najważniejszy cel dyplomacji uznano zachowanie bezpieczeństwa Izraela, tj, konkretnie trwałość separatystycznego układu pokojowego między egipską dyktaturą a Tel-Awiwem. 31 stycznia Obama wysłał do Kairu Franka G. Wisnera, byłego ambasadora USA w Egipcie (1986-1991), osobistego przyjaciela prezydenta Egiptu i jedną ze znaczących figur lobby pro-izraelskiego w Ameryce.

 

Frank G. Wisner to syn Franka G. Wisnera Seniora, współzałożyciela CIA i natowskiej siatki Gladio w Europie, która stała za kilkoma zamachami bombowymi we Włoszech. Stary Wisner był też, wraz z Alanem Dullesem, autorem amerykańskiej doktryny „dyskretnej interwencji”, która polegała na wspieraniu tych sił w poszczególnych krajach, które dokonywały „dobrego wyboru”. Teraz młody Wisner ma zorganizować delikatną zmianę władzy w Egipcie, tak, by system Mubaraka przetrwał również bez niego.

 

To on namówił dowódcę armii Stanów Zjednoczonych admirała Mike’a Mullena do kontaktu ze swym egipskim odpowiednikiem generałem Samim Ananem. Już w godzinę po tym telefonie egipskie wojsko ogłosiło, że nie będzie strzelać do manifestantów.

 

Dyskretny człowiek Frank Wisner Junior

 

W Ameryce Wisner Junior jest bardziej znany jako finansista bez skrupułów, niż gruba ryba CIA. Należał do dyrekcji Enronu – energetycznego giganta, który padł po licznych defraudacjach w 2001 roku, rujnując setki tysięcy rodzin drobnych akcjonariuszy, i administratorem AIG – mega-koncernu ubezpieczeniowego, którego akcje straciły 95% wartości w 2008 roku, zanim został uratowany dzięki pieniądzom podatników.

 

Ciekawa rzecz, ten sam człowiek, był amerykańskim wychowawcą Nicolasa Sarkozy’ego, dzisiejszego prezydenta Francji, kiedy poślubił drugą żonę jego ojca - Pala Sarkozy’ego (matka Nicolasa, Sefardyjka Andree Mallah, ze znakomitej rodziny rabinów i izraelskich dyplomatów, została we Francji). Swoją drogą przyrodni brat Nicolasa - Olivier Sarkozy, również pod opieką Wisnera, został trzy lata temu szefem finansowym super-ekskluzywnego, amerykańskiego funduszu inwestycyjnego Carlyle Group, który zarządza fortunami rodzin Bushów i Ben Ladenów, kilku byłych szefów CIA (jednak nie stary Bush, ale Frank Carlucci jest wśród nich najważniejszy), paru polityków, jak były sekretarz stanu James Baker, finansistów, jak George Soros, czy przedsiębiorców, jak Michaił Chodorkowski.

 

Oddani przyjaciele

 

Nicolas Sarkozy odmówił wpuszczenia samolotu uciekającego prezydenta Tunezji Ben Alego, choć jeszcze kilka tygodni wcześniej wznosił kielich za zdrowie swego „przyjaciela”. Tak samo kiedyś Amerykanie odmówili wpuszczenia obalonego szacha Iranu Pahlaviego – musiał skończyć swe życie w Egipcie. Los porzuconych marionetek bywa smutny.

 

I oto Frank G. Wisner został nagle wysłany do Kairu: to ma być jasny sygnał dla zdenerwowanych Izraelczyków, że Obama jednak dba o ich interesy, choć oczywiście nie jest jasne czy się uspokoją. Na razie spełnia ich żądania. Mubarak zostaje wbrew wszystkiemu, ale i oni zaczynają rozumieć, że nadszedł okres przejściowy i po prostu trzeba czasu, zanim wyznaczy się Egiptowi jakiś nowy, posłuszny rząd. W centrum zainteresowania Wisnera pozostaje oczywiście armia, od lat opłacana przez Waszyngton. Trzeba sprawdzić czy wszyscy są zadowoleni, bo sytuacja ciągle pozostaje niepewna.

 

           

 

 

Lubię to! Skomentuj7 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale