Zapośredniczenia
Μολών λαβέ.
3 obserwujących
21 notek
17k odsłon
  166   0

Rada Państwa, sędziowie i posążek Minerwy

     Małą sensacyjkę jakoś ostatnio wywołała tzw. lista Zaradkiewicza. Chodzi o  ujawnioną na początku grudnia 2019 r. listę sporządzoną przez Ministerstwo Sprawiedliwości na wniosek  Kamila Zaradkiewicza, sędziego Izby Cywilnej Sądu Najwyższego.
     Lista opublikowana w internecie zawierała nazwiska 747 sędziów orzekających aktualnie w sądach, którzy zostali powołani przez Radę Państwa PRL.
     Zaradkiewicz  ów zwrócił się do Trybunału w Luksemburgu o wskazanie, czy w rozumieniu prawa Unii sądem niezawisłym i bezstronnym jest taki, w którym zasiada osoba powołana po raz pierwszy lub kolejny przez Radę Państwa przed 1990 r.
No i spoko – trawestując Mistrza Antoniego – skoro Zaradkiewicz jest ciekawy ma  prawo zapytać. Choć badanie wpływu nieistniejącej od 30 lat Rady Państwa na niezawisłość obecnie orzekających sędziów może być metodologicznie ciekawe.

     Wypada wspomnieć, że sędzia Zaradkiewicz nie należy do ulubieńców ikony polskiej polityki a ostatnio i wymiaru sprawiedliwości sędzi TK Krystyny Pawłowicz, która ma do niego pretensje o kryptolewicowość i swoistą przebiegłość wyrażającą się tym, że „Zaradkiewicz przez wiele lat pracował na eksponowanym stanowisku w Biurze TK jako osoba zaufana kolejnych lewicowych prezesów”  a  „od ubiegłego roku udaje, że ma prawicowe i konserwatywne poglądy licząc na to, że PiS jako >>nawróconemu<< odpłaci mu pracą w TK”. Ostatecznie nie jest to TK ale Izba Cywilna SN. Tyż piyknie.
Cały gorący felieton WCzc. K. Pawłowicz w sprawie Zaradkiewicza tutaj:                                                                             https://www.fronda.pl/a/prof-pawlowicz-k-zaradkiewicz-nie-jest-bohaterem,70854.html

     Sprawa owej listy nabrała ostatnio nowych rumieńców. Oto poseł Cezary Tomczyk zapytał Ministra Sprawiedliwości dlaczego na tej liście nie ma nazwiska „Przyłębska Julia”, która to, jak wiadomo, nominację sędziowską na sędziego SR w Poznaniu otrzymała na mocy uchwały Rady Państwa PRL z 30 stycznia 1987 r. Tomczyk dostał niedawno odpowiedź, w której zarysowano przebieg kariery WCzc.    J. Przyłębskiej, rozpoczętej ową pamiętną uchwałą Rady Państwa i wyjaśniono, że lista została sporządzona na podstawie danych zintegrowanego systemu rachunkowości i kadr. Obejmuje ona jedynie sędziów aktualnie orzekających w sądach powszechnych, którzy zostali powołani przez Radę Państwa, a ponieważ Pani Julia Anna Przyłębska nie jest aktualnie sędzią sądu powszechnego, nie została na niej ujęta.

     No i spoko po raz kolejny – wyjaśnienie to jest całkowicie logiczne. Nie było ono jednak potrzebne, bo wiadomo skądinąd, że Pani Prezes Przyłębska nie ma zwykłej drogi zawodowej, albowiem wyskoczyła z głowy Jowisza od razu jako Prezes z włócznią i tarczą, z głową zakutą w brąz czy też żelazo i jest niepowtarzalna jak jazz albo José Mário dos Santos Félix Mourinho.

     Jednakowoż lista ta poniekąd stawia pod znakiem zapytania tzw. narrację o zakomuszeniu polskiego wymiaru sprawiedliwości. Mamy bowiem w sądach powszechnych ok. 10 tys. sędziów (9 867 na koniec 2016 r.). Czyli odsetek mianowanych przez Radę Państwa to ok. 7,5-8% ogółu. Zważywszy, że Rada Państwa nie istnieje już od 30 lat, wiek sędziów przez nią mianowanych jest odpowiedni do upływu czasu – najmłodsi dobiegają sześćdziesiątki. Generalnie statystyczny polski sędzia ma 35-40 lat i jest kobietą ( w apelacji katowickiej w sądach rejonowych stanowią 72% kadry). W sądach rejonowych ton nadają sędziowie w wieku od 35 do 40 lat. W sądach okręgowych dominują sędziowie w wieku od 40 do 50 lat, zaś w sądach apelacyjnych najliczniej reprezentowane są osoby powyżej 50. roku życia. Naturalnie z tego powodu względnie najwięcej sędziów ze startem zawodowym w PRL-u jest w sądach wyższej instancji. W Sądzie Najwyższym – zależnie od kryteriów – takich sędziów jest podobno 36 – 49.
Często dało się słyszeć z Mateuszowych i Andrzejowych ust, że oprawcy skazujący opozycjonistów na więzienie w mrocznych czasach stanu wojennego przechadzają się tuzinami po korytarzach Sądu Najwyższego w Warszawie i  totalitaryzują polski wymiar sprawiedliwości. Tymczasem  sędziów orzekających w sądach karnych podczas stanu wojennego jest w SN słownie… trzech – Iwulski, Płóciennik i Siuchniński. Sprawy polityczne, w których orzekali można policzyć na palcach obu rąk i jednej nogi. Więcej palców nie trzeba.
     Wystarczy zatem poczekać parę lat i PESEL załatwi sprawę ostatecznie sędziów powołanych do kasty za PRL-u. Przebiegłość Zaradkiewicza jest zatem na krótką metę. Tym bardziej, że nikt nie zamierza unieważniać wyroków już wydanych. Swoją drogą ciekawe, czy Izba Dyscyplinarna, kiedy na powrót stanie się sądem, będzie równie ochoczo jak Juszczyszyna ścigać sędziów powołanych przez neo-KRS, którzy zażądają informacji czy dany siwogłowy sędzia przypadkiem nie był powołany do służby w zamierzchłej przeszłości przez Radę Państwa…

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale