Tytuł notki wybrałem nieco ogólny, gdyż będą to moje uwagi nt. kilku problemów, które przewijają się w różnych zestawieniach przez wszystkie trzy 'Raporty' o katastrofie smoleńskiej. Dla rozróżnienia będę pisał zatem odnośniki do poszczególnych 'Raportów' z numeracją kolejności wpisów.
Pierwszą rzeczą, która rzuca mi się w oczy przy czytaniu tak 'Raportów' jak i dyskusji na blogach o wypadku pod Smoleńskiem jest to, że najwięcej do powiedzenia o katastrofie lotniczej mają ludzie, którzy latanie znają od strony kasy biletowej na lotnisku i pokazów lotniczych w telewizji. Jednym z niewielu na Salonie, którzy mają duże zawodowe podstawy z lotnictwa jest ppor. lotnictwa Henryk Urban (techniczna obsługa naziemna w specjalności osprzęt lotniczy).
Dzięki energii (i desperacji?) Wywczasa możemy od niedawna cieszyć się na Salonie owocami działań grupy posłów zgromadzonej wokół Pana Posła (PP) Macierewicza. Oczywiście zaraz po pierwszej publikacji Wywczasa przeczytałem 'Raport' PP Antoniego. Nie będę tutaj wnikał w aspekty reklamowo-finansowe całej publikacji, gdyż nie tutaj widzę moją rolę. Zajmę się tutaj kilkoma znaczącymi szczegółami, które pomogą być może ocenić i docenić wagę tej, niewykluczone, że znaczącej, publikacji.
Jak już nadmieniłem, nie udało mi się znaleźć w składzie redakcyjnym publikacji PP Macierewicza kogoś, kto miałby bliższy kontakt z lotnictwem, tak czynny (latanie) jak bierny (szkolenie), chociaż jedno z drugim zwykle idzie w parze.
No, ale nie czepiajmy się latania. Pozostańmy na ziemi, wsiadamy do samochodu.
Możemy chyba założyć, że wśród członków Wysokiej Grupy (WG) PP Macierewicza znajduje się kilku posłów, którzy są w posiadaniu prawa jazdy, a niektórzy może mają je nawet fizycznie (manualnie w kieszeni), a nie w 'depozycie promilowym'.
Możemy też chyba założyć, że członkowie WG PP Macierewicza czytali opracowanie "28 miesięcy…" przed jego publikacją.
Raport WG PP Macierewicza:
"3.3 PILOCI NIE PRÓBOWALI LĄDOWAĆ"
Już sam tytuł akapitu jest błędny, gdyż powinien brzmieć:
"Piloci nie próbowali lądować od momentu, kiedy pada komenda Kapitana 'odchodzimy'".
Przed tą komendą załoga wykonywała rutynowe (mniej, czy bardziej) podejście do lądowania. O tym będę jeszcze pisał.
Wracajmy do wspomnianego samochodu, który członkom WG PP Macierewicza powinien być bardziej znany niż latanie.
'Raport AM'; Ak. 3.3; Cytat:
"…Kazimierz Dolny nad Wisłą konferencja, 28 maja 2012 r.
...Z sali padło stwierdzenie, że test przeprowadzony na drugim samolocie TU-154 wykazał, że mimo braku ILS samolot może wykonać odejście w autopilocie wbrew temu, co mówił dr Lasek.
Na to dr Żurkowski i dr Lipec zareagowali stwierdzeniem, że owszem, ale samolot jest wtedy niestabilny, jeżeli lotnisko nie ma ILS. Porównał to do możliwego sposobu zawracania samochodem poprzez zaciągnięcie przedniego hamulca - jest to możliwe i nawet ABW uczy swoich kierowców takiej sztuczki, ale jest ona zakazana w normalnych warunkach i pilot powinien o tym wiedzieć…"
Do związków istnienia (nieistnienia) układu ILS ze stabilnością samolotu wrócę w kolejnej notce. Tutaj chciałbym rozwinąć nieco problem zawracania samochodem metodą (jak twierdzą eksperci WG PP Macierewicza dr Żurkowski i dr Lipec) nauczaną w ABW. Moje nikłe kontakty z ABW przez awarię telewizora ostatnio jeszcze bardziej się osłabiły, dlatego prośba do wszystkich, którzy mają takowe kontakty (albo chociaż działający telewizor), żeby sprawdzili, co ta ABW ćwiczy, żebyśmy się nie bali wychodzić (albo i wyjeżdżać) na ulice.
To, co mówili dr-wie Żukowski i Lipiec nasuwa mi tak intuicyjnie, że mieli chyba na myśli specyficzną i dość dynamiczną technikę zawracania samochodem przez zmianę w zakręcie współczynnika przyczepności osi przedniej i tylnej (tzw. "patelnię").
Jakimi drogami logicznego myślenia dr-wie Żukowski i Lipiec do tej analogii doszli, nie będę nawet próbował zrozumieć, mam tylko podejrzenie, że dr-wie mylą się gruntownie porównując w jakikolwiek sposób samolot z samochodem. To tylko nazwa podobnie brzmi. Do tego konia z rzędem temu, kto odgadnie co dr-wie Żukowski i Lipiec mieli na myśli mówiąc:
"ale jest ona (sztuczka zawracania samochodem!!!) zakazana w normalnych warunkach i pilot (!!!) powinien o tym wiedzieć…"
Nie będę się dalej nad dr-ami pastwił, bo poruszyć muszę podstawowy problem samochodowy w kontekście smoleńskim. Otóż, kiedy ja, tu i ówdzie ćwiczebnie, dla wprawy wykonuję takie zawracanie samochodu, to w lekkim zakręcie zaciągam hamulec, a jakże. Z tym, że ja zaciągam hamulec tylni, a nie przedni, jak pisze w 'Raporcie' WG PP Macierewicza. A hamulec przedni i tylny to w samochodzie jest duża trochę różnica. Może ktoś mnie douczy (jak to już miało miejsce z sieciami prądu stałego), że są samochody, w których daje się "zaciągnąć" przedni hamulec i co z tego wynika.
Oczywiście można uznać, że co tam, literówka. Każdemu może sie zdażyć. Może się, oczywiście, że się może. Tylko jeżeli wywody dotyczą katastrofy lotniczej z setką trupów w tle, a "wywodzący" snują jakieś pomarszczone analogie między samochodem i samolotem, do tego nie wyłapują mentalnie, po wielokrotnym czytaniu tekstu, podstawowego błędu o samym samochodzie, to czego możemy oczekiwać jeśli im dodać jeszce jeden, a własciwie dwa stopienie swobody ruchu pojazdu i kompletnie nieznane mechanizmy fizyczne i techniki kierowania objektem?
Argumentem w tak ważnej sprawie z setką zwłok w tle nie może być tylko 'Tajemniczy Don Pedro' z Krainy Deszczowców z pianą na ustach. Piana na ustach tajemniczego Don Pedro nie zastąpi wiedzy i logicznych argumentów.
Pozdrawiam (cdn)



Komentarze
Pokaż komentarze (58)