Tadeusz Tumalski Tadeusz Tumalski
806
BLOG

Dwa kilo kokainy z rozpukiem i Korą w tle

Tadeusz Tumalski Tadeusz Tumalski Rozmaitości Obserwuj notkę 10

'Wielka afera' Kory i jej psa narkomana już trochę przycichła, ale przypomniała mi się w tym kontekście historyjka bardzo podobna i też wesoła, więc opowiem. Historyjka dotyczy śpiewającego i piszącego muzyka, więc analogie można snuć głębsze.

Rzecz dzieje się w Bayern, a główną postacią historyjki jest Konstantin Wecker, znany szeroko w Niemczech autor, kompozytor i wykonawca. Kierunki jego twórczości to takie skrzyżowanie Marka Grechuty i Jacka Kaczmarskiego poszerzone o kilka ról filmowych.

Każdy artysta na drodze jego twórczości przechodzi różne fazy rozwoju. Picasso miał fazę czerwoną i niebieską (czy jakoś tam), a Konstantin Wecker miał kilkanaście lat temu fazę białą, związaną z zażywaniem kokainy trochę intensywniej, niż to się tu i ówdzie zdarza.

Żeby nie biegać zbyt często do kiosku z białym towarem, co w trakcie spotkań towarzyskich może być uciążliwe, Konstantin Wecker zamówił u znanego mu jugosłowiańskiego hurtownika 2 kilogramy kokainy z dostawą do domu. Hurtownik, solidna firma, towar dostarczył, ale Wecker jak to roztargniony artysta nie przygotował wystarczającej ilości gotówki, więc wystawił hurtownikowi czek. Roztargniony artysta wychodząc z założenia, że "był towar i była zapłata", potraktował sprawę za zamkniętą. W czym miał też rację, ale tylko do momentu, kiedy dostawca-hurtownik nie wszedł w jakiś (zapewne przez złe parkowanie) konflikt z prawem. Prawo sprawdziło ruchy na koncie hurtownika, a tam stoi: 'Wecker Konstantin' i to TEN Wecker.

Telewizje prywatne umarłyby zapewne z głodu, gdyby nie miały informatorów w policji o bieżących brukowo-sensacyjnych dochodzeniach. Dlatego też na przeszukanie i aresztowanie do Weckera zajechała policja w towarzystwie kilku ekip telewizyjnych. I tak w świetle reflektorów Konstantin Wecker odjeżdża do aresztu. Nie zasłaniając twarzy, bo nigdy tego nie robi i z nieco zażenowanym uśmiechem. Do dzisiaj nie wiem, czy jego zażenowanie wynikało z obecności kamer (scenę i kamery znał od lat), czy bardziej z obecności policji i tego, że jak dziecko wlazł w tę kałużę.

Duży rozpuk w całym kraju wywołał potem ten jego czek wystawiony dostawcy kokainy. Dwa kilogramy kokainy to dosyć pokaźna ilość. Ale nikt, łącznie z prokuraturą nie próbował nawet wysuwać podejrzeń o handel, bo Wecker tego nie potrzebował. Dwa kilogramy koksu miał 'na własny użytek', bo i znajomych ma się dużo, kiedy ma się dużo pieniędzy i kokainę.

W areszcie 'do wyjaśnienia' przebywał Wecker kilka tygodni, zgodnie z prawem dostał oczywiście jakiś wyrok w zawieszeniu.

Jak Konstantin sam mówi, grono znajomych 'z białego okresu' przerzedziło się bardzo i to zaraz po aresztowaniu. Pozostali głównie ci, którzy tego towaru nawet nie powąchali.

W tym miejscu przejdźmy do Kory i tych 3g(!) marihuany, którą znaleziono w jej domu. Przyznam szczerze, że efekt humorystyczny przesyłki zaadresowanej na psa, przebija dalece czek wystawiony dilerowi przez Weckera, bo jest to efekt zamierzony. Korze nikt nic nie udowodni, bo pies jest dorosły i powinien wiedzieć, co robi.

Pozostają zatem te TRZY GRAMY MARYCHY (!!!). I tutaj zaczyna się nowy rozpuk. Przeciwnicy obecnych władz mogliby prostopadłym podaniem do swoich mediów rzucić temat:

- obecna władza, policja, pro- (i anty)kuratura zajmuje się pierdołami, zamiast ścigać porządnych bandytów i przestępców (vide Złoty Amber)

 Z drugiej jednak strony za rogiem tylko czyhają ci, co chcą legalizować Marychę. A drewniane kołki już przygotowane, chrust leży, trasy egzorcyzmów do wypędzania diabła ustalone. Czysty dylemat. I tak obserwując wszystkich tych zdylemaconych dochodzę do smutnego wniosku, że w sprawach narkotyków najgłośniej i najczęściej wypowiadają się znowu ci, którzy narkotyki znają tylko z niedzielnych kazań, tak jak o katastrofach lotniczych ci, którzy samolot znają z gazety.

Rozmyślając nad moralną wagą tych trzech gramów z zasobów psa Kory, nasunęło mi się nieco przekrojowe pytanie kto jest moralnie i społecznie groźniejszy i bardziej godny potępienia:

- czy ktoś, kto w chwili rozluźnienia i zadumy, nikomu nie wadząc, wypali skręta z trawki,

- czy też obywatel, regularnie nawet odwiedzający miejsca modlitw, przyjmujący sakramenty, ale który w przypływie wrodzonego, albo nabytego na skutek konsumpcji napojów akcyzowo-legalnych otumanienia, zasztyletuje dzieci i żonę.

W perspektywie wiecznościowej, nożownikowi może być wybaczone, jeśli się wyzna i pożałuje. Natomiast ten od trawki, to tylko drewniany kołek w serce i do piekła.

Kora i jej muzyka, to nie moja bajka, wolę Weckera, Grechutę & Co., ale trzymam za Korę kciuki.

Ciekawy (i szukający) odpowiedzi na pytania odsuwane w kolektywną podświadomość fizyków zawodowych.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Rozmaitości