Już rozgrzałem klawisze do notki z fizyki, ale wiadomości z monitora ZDF obok laptopa zobowiązują mnie do napisania kilku zdań w ważnym temacie dotyczącym kultury i polityki światowej.
Egipski watażka, wybrany niedawno w demokratycznych wyborach (w rozumieniu demokracji regionu tzw. "arabskiej wiosny") obwołał się przed kilkoma godzinami dyktatorem (nowym faraonem) Egiptu, koncentrując w jego szponach całkowitą władzę nad tym krajem. W kręgu jego doradców (czy coś wtym rodzaju), znajdują się polityczne (religijno-polityczne) popłuczyny, salafiści z Afganistanu, które brały czynny udział w wysadzaniu posagów Buddy w Afganistanie. Owe osobniki głoszą, że w Egipcie należy według tych samych zasad zniszczyć piramidy i posąg bogini Sfinks, jako niezgodne z czymś tam z ich wyobrażenia o świecie. Z tonu wypowiedzi w tych relacjach wnoszę, że zagrożenie należy potraktować bardzo poważnie. W mętnej wodzie sytuacji na Bliskim Wschodzie może się cywilizowany świat obudzić z ręką w Nilu. Zaminowanie piramid, to trochę roboty, ale popsuć coś można bardzo szybko. Widzieliśmy to już w przypadku pomników Buddy.
Pozdrawiam



Komentarze
Pokaż komentarze (1)