26 obserwujących
429 notek
505k odsłon
2280 odsłon

PiS - czy okaże się godne swoich czasów?

Wykop Skomentuj85

Pytanie postawione w tytule notki jest chyba jednym z najważniejszych w nowożytne historii Polski, zaś trafna odpowiedź na nie zdeterminuje przyszłość naszego narodu. Nie, nie mam kryształowej kuli i nie znam odpowiedzi. Co najwyżej mogę jedynie spróbować omówić niektóre przesłanki, ale z pewnością nie zamierzam pretendować do roli Wernyhory.

Marszałek Piłsudski wyraził trzy opinie (rzecz jasna wyraził ich znacznie więcej, ale te trzy są dla mnie znamienne), "Wy tej Polski nie utrzymacie. Ta burza, która nadciąga jest zbyt wielka" powiedział i radził także przyszłym rządzącym Polską: "Balansujcie tak długo jak się da, a gdy się już nie da podpalcie świat!" Słowa te są znamienne i wyjątkowo przystają do dzisiejszych czasów. Są one jednak niepokojące i nie niosące otuchy. Józef Piłsudski powiedział także, że "Polska będzie albo wielka, albo nie będzie jej wcale". Także i ta myśl tego wielkiego Polaka jawi się jako memento - ponura zapowiedź, że nasze losy są zero jedynkowe, zdeterminowane na dwie opcje i, że nie ma trzeciej drogi.

Tak jak przed mileniami jesteśmy zamknięci między Rosją i Germanią, zmagający się z tym faktem i ściskani ich mniej lub bardziej jawną wrogością. Dzisiaj, dodatkowo flekuje się nas europejską poprawnością polityczną, indoktrynuje lewacką wizją człowieka gender i nienawidzi za nasz katolicyzm i tradycjonalizm. Szarpie nas żydowska chciwość i kłamstwo, a szukanie oparcia u amerykańskiego, pstrego konia nie przynosi spodziewanych korzyści. Słowa marszałka o balansowaniu sprawdzają się dzisiaj jak nigdy dotąd. Rządząca partia z Jarosławem Kaczyńskim czyni właśnie ten balans między coraz bardziej lewacką Unią Europejską, a polską  racją stanu, między Niemcami, a Ameryką, pomiędzy genderowo lgbtowskim szaleństwem, a tradycyjnym stylem życia Polaków i ich katolicyzmem. Polska, a może sam Jarosław Kaczyński jawi się jako szalony ekwilibrysta stojący na grzbietach dwóch galopujących bachmatów  i usiłujący robić wszystko aby mu się te bachmaty nie rozjechały.

Długo tak się nie da! Bachmaty  w końcu i tak się rozjadą, albo spadnie się z nich wprost na balansujący, szalony łeb. Po za tym, na siodle, tuż za ekwilibrystą usadowił się złośliwy gnom, reakcyjny, opozycyjny karzełek, który gryzie w łydkę jeźdźca. Trzeba w końcu wybrać właściwego konia, usiąść bezpiecznie w siodle i strącić gnoma. Dość już jednak tych hippicznych aluzji. Mówiąc zwyczajnie, balansować między różnymi siłami politycznymi i społecznymi i to takimi, które napierają z niezwykłą siłą, zbyt długa dać się nie da. Póki byliśmy spolegliwi, gotowi łykać, co tylko Unia i zachód nam podały było dobrze. Dopóki korzyliśmy się przed Moskwą, mającej  w Warszawie "swojego człowieka" było wspaniale. Gniliśmy co prawda wewnętrznie, stając się spolegliwym państwem fasadowym, bardziej obszarem niż krajem ale był spokój, ów specyficzny spokój rozkładu. Kojarzono nas z białymi "rumunami", a miejsce, w którym mieszkaliśmy z wielką montownię, jednak sprawnie działająca propaganda potrafiła zneutralizować ów smrodek zgnilizny, wciskając nam jednocześnie do głów liber lewacką ideologią i ustami redaktora Lisa, wmawiająca, że jeśli jej nie przyjmiemy, pozostaniemy pogardzanymi i wyśmiewanymi przez świat cały katolickimi kołtunami. Wielu owej propagandzie i praniu mózgów uległo. Traciliśmy dusze i zanikaliśmy jako naród niczym anorektyczka podczas głodowego ciągu.

Prawo i Sprawiedliwość zmieniło to. Zaczęliśmy walczyć o swoją podmiotowość i prowadzić politykę na jaką poprzednie rządy w swojej europejskiej służalczości nigdy by się nie odważyły. Ludzie, także, a może przede wszystkim, ci najsłabsi zaczęli wierzyć w państwo i odczuwać pozytywnie zmiany. Kraj począł się rozwijać, zaś ambitne projekty gospodarcze przerastały oczekiwania. Gospodarka w połączeniu z programami społecznymi tworzyły ciąg rozwoju wwindowując Polskę z "obszaru" do roli podmiotowego państwa. PiS, a właściwie cała zjednoczona prawica przygotowała grunt pod zaistnienie nowych czasów dla Polski, ciągu historii, która może okazać się łaskawa dla naszego kraju i wynieść go do poziomu europejskich decydentów. Tak mogłoby być i właściwie nie ma przesłanek aby historia nie zmierzała w tym właśnie kierunku. Coś jednak skrzeczy i woła aby nam się nie udało. Słowa marszałka rozbrzmiewają mimo upływu czasu niczym przepowiednie wiedźm z Makbeta. Opór materii tej zewnętrznej jak i wewnętrznej sprawia wrażenie nie do przebrnięcia. Pojawiła się pandemia i wewnętrzne niesnaski na prawicy. Zewnętrzni przeciwnicy także nie zasypiają gruszek w popiele, a opozycja coraz bezczelniej z nimi współpracuje. Sama prawica także zaczyna pozbywać się politycznych ciuchów pokazując nam tłuste fałdy i szpetne zmarszczki. Przedstawiciele partyjnych młodzieżówek, mający być przyszłością prawicy przypominają, tłustych eunuchów o niewieścich głosach, zaś ich starsi koledzy odrywają się od realiów codziennego życia narodu jak wahadłowiec od ziemi. Na prawicy (nie tylko na prawicy, ale w koalicji jako będącej na świeczniku jest to szczególnie widoczne) doskonale ma się zasada przedstawiona przez Winstona Churchilla, która nieco tylko zmieniona mówi, że partie opozycyjne to jedynie przeciwnicy polityczni, prawdziwi wrogowie znajdują się we własnej partii i koalicji. Tak więc dzieje się i to niekoniecznie dobrze.

Wykop Skomentuj85
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka