32 obserwujących
539 notek
617k odsłon
  797   3

Rzecz, za którą PiSowi rozkwasiłbym nos

Takich rzeczy jest kilka, ale jedna szczególnie powoduje u mnie negatywne wzmożenie, a w konsekwencji dosyć mroczne i atawistyczne pragnienia. Kiedy Prawo i Sprawiedliwość doszło do władzy, pełen nadziei liczyłem, że partia pod przywództwem Jarosława Kaczyńskiego poprowadzi politykę zagraniczną sprawnie jak dobra firma kurierska i skutecznie niczym równie dobry snajper załatwiający profesjonalnie wszystkie cele z przytkniętego do policzka Bareta. Jednak polityka zagraniczna, która jest właśnie owym przyczynkiem do rozkwaszenia nosa PiSowi, nie ma nic wspólnego ani że sprawnością ani ze skutecznością.

Jeśli ja, niczym nie wyróżniający się stary pisior, polityczny chłopek-roztropek, potrafiłem przewidzieć już od czasu niesławnej komisji weneckiej ( kto chce niech sprawdzi ówczesne moje notki), że Unia Europejska przeczołga nas, dążących do podmiotowości i należnego nam miejsca w Europie, przez całe pole minowe sankcji i kar i, że nie oszczędzi nam niczego, co by nie próbowało nas zgnoić i upokorzyć, to chyba tym bardziej mogły to przewidzieć, pełne politycznych tuzów, władze Prawa i Sprawiedliwości?

Jednak okazało się, że Polska polityka zagraniczna to droga przez mękę wybrukowana PiSowskim imposybilizm. I nie czepialbym się wcale gdyby owa niemożność wynikała z rzeczywiście zabetonowanej drogi dla polskich działań dyplomatycznych. Ale tak wcale nie było. Wiele dyplomatycznych i politycznych przegranych wynikało ze zwykłej, polskiej naiwności oraz całkowicie niezrozumiałego, zupełnie jakby ktoś umyślnie nam tak kazał się zachowywać, strachu przed zdecydowanymi działaniami oraz usunięcia z dyplomatycznego alfabetu słowa "nie". Przez długi czas nie drażnienie Unii było ważniejsze od polskich interesów, zaś takie postacie jak były minister spraw zagranicznych Czaputowicz i obecny minister do spraw Unii Europejskiej Konrad Szymański bardziej przypominali urzędników unijnych niż polskich. Szczególnie zadziwia kariera Szymańskiego, którego działalność to jeden ciąg polskich niepowodzeń i upokorzeń, na marginesie, przypominam sobie, jak bijąc się w pierś, po wielkim "sukcesie" Morawieckiego w kwestii środków unijnych, Szymański obiecywał, że lada chwila środki unijne otrzymamy. Nie ma ich do dzisiaj.

Aż sześć lat zabrało premierowi Morawieckiego oraz całej naszej dyplomacji, zorientowanie się, że po stronie Komisji Europejskiej i starych państw Unii, mamy do czynienia z draniami, kłamcami i źle życzącymi Polsce wiarołomcami. Do tej pory nie nauczyliśmy się korzystać z weta, a politykę zagraniczną prowadzimy tak, jakbyśmy uważali się za coś cholernie gorszego od całej tej zdradzieckiej, unijnej konfraterni. Wstajemy z politycznych kolan jak byśmy mieli zdegenerowane stawy, a polska racja stanu zdaje się w naszej dyplomacji nie istnieć. Zyskaliśmy status pochyłego drzewa politycznego, na które każda koza, nawet ta czeska, wskakuje. Nasza polityka zagraniczna sprawia wrażenie całkowicie wyzbytej z celu, nie potrafiąca przewidywać zdarzeń i zawsze o krok albo i dwa wobec nagłych wydarzeń na świecie.

Pytanie dla czego tak się dzieje i co jest przyczyną tej naszej mizerii dyplomatycznej staje się pytaniem, bez kozery, egzystencjalnym. W czym tkwi problem? W ludziach, ich braku kompetencji i wynikających z Bóg wie czego, może niskich pensji, słabego zaangażowania? A może, tak jak w przypadku sędziów, nie dopuszczającej zmian, kastowosci i odziedziczonych po PRLu  nawykach bierności, kunktatorstwa i niepodejmowania działań? Ośmioletnie rządy Platformy Obywatelskiej także przyczyniły się do dyplomatycznego marazmu. Za jej czasów likwidowane były, zwijane tak jak dworce czy posterunki policji, placówki dyplomatyczne w innych krajach, zaś ówczesny minister spraw zagranicznych Sikorski, pozwalając aby Siergiej Ławrow  szkoląc naszych dyplomatów, degradował politykę zagraniczną Polski do końca. 

Ja jednak sądzę, że wyżej wymienione rzeczy być może podbijają bębenka miernoty naszej polityki zagranicznej, ale jej nie determinują. Głównym powodem owej mierności jest, według mnie, przede wszystkim brak narzędzi, za pomocą których można by owa politykę prowadzić. Takimi narzędziami są: silna armia, jedność narodowa, niezależna, silna gospodarka i silne, współpracujące ze sobą organy państwowe. To także ład i porządek społeczny oraz reprezentujące interesy obywateli i państwa sprawne sądownictwo oraz sprawnie zarządzany narodowy piar. Z podanych wartości dodanych posiadamy jedynie dość prężnie rozwijającą się gospodarkę ale i tak jak pępowina, połączona z gospodarką niemiecką.

Przez trzydzieści lat niepodległości, dzięki zabójczemu dla Polski układowi okrągłego stołu i grubą kreskę Mazowieckiego, dorobiliśmy się państwa niejednolitego i poszarpanego politycznymi wyborami. Państwa, które zostało oddane w ręce liberałom z pod ciemnej gwiazdy niszczącym jego majątek i poddającym się politycznie i finansowo zachodnim sąsiadom. Odziedziczyliśmy państwo nie zlustrowane, pełne agentów i jurgieltników reprezentujących obce interesy. Odziedziczyliśmy wreszcie państwo z uwikłanym, czerwonym sądownictwem dbającym o interesy liberałów i byłych komunistów. W takiej sytuacji każde państwo o prawdziwie patriotycznym nastawieniu ugrzęzło by w niemocy wobec potężnych, mrocznych sił wewnętrznych 

I właśnie to spętanie przeszłością, owa zła krew złych wyborów politycznych i okrągłostołowego oszustwa, sprawiły, że jesteśmy państwem wewnętrznie podzielonym i słabym, w którym rzadko dokonywane są właściwe wybory i gdzie nie patrzy się w przyszłość. I taka sama jest nasza polityka zagraniczna.

Lubię to! Skomentuj45 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka