drzwi od stodoły, skrząca się subtelnym humorem jak "dowcipy" robione przez niejakich jackass (chyba tak się to pisze), "delikatna" w przenośni jak Terminator 1 w scenie na posterunku policji, aluzyjna na poziomie "dowcipów" Kryszaka, czy Dańca.
"Podczas dzisiejszego spotkania z dziennikarzami na Uniwersytecie Łódzkim Bartoszewski odniósł się do swojej wypowiedzi, w której mówił m.in. że ojciec pięciorga dzieci będzie lepszym prezydentem, niż ktoś mający "doświadczenie w hodowli zwierząt futerkowych", a niemający doświadczenia "w byciu ojcem czegokolwiek". Ocenił, że w Polsce zagasło poczucie ironii, przenośni, humoru, aluzji i finezyjnych wypowiedzi."
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,7933879,Bartoszewski__w_Polsce_zgaslo_poczucie_ironii.html
I samokrytyka wyżej wymienionego.
"- Na miłość boską, co tu się dzieje? Gdzie my jesteśmy? Mówimy językiem Leppera."
Jeśli do Bartoszewskiego to do tej pory nie dotarło to jak najbardziej mówi językiem Leppera.
Inne tematy w dziale Polityka