Wczoraj zobaczyłem w tiwi reklamę, która skłoniła mnie do napisania tej notki. Otóż w kinach będzie nowa wersja filmu „Avatar” oczywiście lepszejsza od „oryginału” bo o ileś minut tam dłuższa, itp., itd. Sam film jest mi obojętny chodzi o zjawisko. Zjawisko chamskiego wyciągania pieniędzy od widzów skłonnych zapłacić za film w kinie a potem jeśli się spodoba kupić go sobie na DVD czy teraz raczej już chyba Blu-rayu. Na czym to polega ? Najpierw w kinach pojawia się wersja nazwę to podstawowa. Widz idzie, płaci i ogląda. Mija jakiś czas, pojawia się wersja lepszejsza, troszkę dłuższa zwykle. Widz idzie, płaci i ogląda. Lubi ten film więc płaci. Już myślał, że obejrzał najlepszą wersję filmu. Nic z tego. Pojawia się wersja jeszczenajlepszejsza. Widz idzie, płaci i ogląda. Mija jakiś czas. Film pojawia się na DVD, czy Blu-ray. W wersji oczywiście znowu podstawowej. Widz, kupuje płaci i ogląda sobie jak ma ochotę. Już myśli, że widział wszystko. O nie ! Myli się ! Za jakiś czas znowu wychodzi na DVD, czy Blu-ray wersja jeszcze lepszejsza, zwykle dłuższa z jakimiś dodatkami z planu filmowego, itp. Widz zgrzyta już z lekka zębami, ale macha ręką i kupuje. Teraz myśli, że już naprawdę widział i ma najlepszą wersję ulubionego filmu. Jest w dużym błędzie ! Mija znowu trochę czasu. Pojawia się na DVD, czy Blu-ray wersja hiper, super i w ogóle. Widz już teraz zatapia zęby w tynk, ale lubi film więc płaci i teraz czeka z niepokojem, czy pojawi się jeszcze nowsza wersja hardsupernajlepszejsza. Pewnie za jakiś czas się pojawi ....
Jak więc widzimy stosując „dawkowanie” wersji filmu i jego wydań na DVD i Blu-ray usiłuje się sprzedać ten sam prawie produkt kilkukrotnie. Ktoś mi zaraz powie, że jednak te wersje się różnią. Owszem różnią się. Jednak każda wersja jest reklamowana jako już ostateczna i że lepszej nie będzie. Więc widz płaci bo lubi i chce widzieć. Porównując sytuację do samochodu to byłoby tak jakby ktoś sobie kupił wypas brykę z 300 KM pod maską, wszelakimi ABS-ami, jakimiś innymi tam systemami, dwudziestoma poduszkami, itp. Tyle, że na początku samochód ma tylko 100 KM, ABS nie działa i jedna poduszka tylko działa. Chcesz żeby ci zadziałało wszystko to dopłać ....
Tak więc widząc takie zwyczajne naciąganie nie mam nic przeciwko tzw. piractwu. Jeśli ktoś próbuje nas robić w konia to musi się liczyć z reakcjami tzw. obronnymi ....
Samo zjawisko tego naciągactwa nie może powszechne. Jednak dotyczy zwykle największych produkcji. Zaczęło się to chyba za czasów ekranizacji trylogii „Władca pierścieni”, która była „sprzedawana” w ten sposób kilkukrotnie .....
P.S.
Nie miałbym nic przeciwko takiemu sposobowi dystrybucji filmów pod jednym warunkiem. Wytwórnia przy ukazaniu się pierwszej wersji filmu od razu ogłasza swego rodzaju przewodnik do niego. Na przykład. Od 1 marca w kinach, wersja podstawowa. Od 1 czerwca w kinach wersja lepszejsza. Od 1 w kinach września wersja najlepszejsza i ostateczna. Od 1 stycznia następnego roku wersja podstawowa na DVD. Od 1 kwietnia wersja lepszejsza na DVD. Od 1 czerwca wersja jeszcze lepszejsza na DVD. Od 1 września wersja super, hiper i ostateczna na DVD.
Wtedy widz sam wybiera chce to ogląda i kupuje wszystko. Chce to wybiera te wersje, które mu pasują.
Inne tematy w dziale Kultura