frank_drebin frank_drebin
400
BLOG

Złe dni dla kina. W sumie obaj byli wiekowi.

frank_drebin frank_drebin Kultura Obserwuj notkę 4

można się tego było spodziewać. Jednak zawsze się wiedziało że gdzieś tam są. Wczoraj zmarł Leslie Nielsen, dziś Irvin Kershner.

Jak się domyślacie Leslie Nielsen to dla mnie szczególna postać i historia. Dzięki stworzonemu przez niego Frankowi Drebinowi zawsze mogę napisać komuś zbyt dociekliwemu na moim punkcie nieśmiertelny tekst: "Nazywam się porucznik Frank Drebin. Jestem porucznikiem nowojorskiej policji.". Owszem najbardziej znany jako Frank Drebin. Mało kto jednak pamięta, że ten wiecznie uśmiechnięty facet grywał gdy był młodszy często postacie czarnych charakterów. I były to wyjątkowo wredne typy. Niewątpliwie przeszedł już za życia do historii kina chociażby udziałem w kultowym już dziś filmie sci-fi z lat 50-tych XX w. "Zakazana planeta". W latach 80-tych XX w. dzięki zwiariowanemu triu ZAZ odnalazł się w ich absurdalnych komediach. Można się kłócić na temat poziomu "Nagich broni", serialu "Police squad", komedii parodiujących filmy z cyklu airplane ileś tam, wszystkich parodii kina akcji, Bondów, czy nawet horrorów w stylu "Ściągany" lub "Dracula. Wampiry bez zębów". Jednak mi zawsze odpowiadał ten typ humoru. Może czasem hardcorowy, jednak do odpowiedniego odśmiania się wymagający też znajomości kina, historii czy nawet czasem ówczesnej polityki. A przy tym było widać, że grając swe postacie Leslie Nielsen ma olbrzymi dystans do siebie. Widać było, że sam dobrze się bawi tym kogo gra. Szkoda, że już nikogo nie zagra. Zawsze dla mnie pozostanie taki jak tu:

Irvin Kershner to z kolei zupełnie inna bajka. Może bez zbyt wielkiego dorobku. Jednak dzięki wielu splotom okoliczności wyreżyserował "Imperium kontraatakuje". Niektórzy twierdzą, że to najlepsza część cyklu Star Wars. Oczywiście mówimy o "starej" trylogii - to co spłodzono potem woła o pomstę do nieba. Nie chciał podobno nawet reżyserować tego filmu. Jednak namówił go do tego z dobrym skutkiem jego agent. I wyszła jak niektórzy twierdzą najlepsza część cyklu. Nie mi decydować, która najlepsza jednak Miasto w chmurach zawsze robiło na mnie wielkie wrażenie. I wreszcie Kershner popełnił był współnie z Connerym jak to się mawia "nielegalnego" Bonda, czyli "Nigdy nie mów nigdy". Ten Bond dla wyznawców w wersji kanonicznej "nielegalny" jednak tytuł filmu wszedł do bieżącego języka jako często używany zwrot.

Jakby nie patrzeć odchodzą ci na filmach, których się chowałem. Szkoda ...

Zwykle cyniczny i wredny, szukający dziury w całym ;)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Kultura