Dziś napiszę o sprawie, która w moim odczuciu przeszła przez polskie media w zasadzie nie zauważona (jeśli się mylę, proszę mnie poprawić). W ferworze walki politycznej, mainstreamowe media emocjonują się tym, kogo znów obraził Niesiołowski (choć z drugiej strony, czy człowiek z taką reputacją może jeszcze kogoś obrazić), albo komu tym razem wojnę wypowie premier Tusk (dopalacze, pedofile, kibice...)
Tymczasem opublikowano niedawno wyniki badania "Eurobarometr" na temat polskiej kolei. Jego wyniki są, oględnie mówiąc, druzgocące dla Polski. Spośród wszystkich krajów członkowskich UE Polacy oceniają swoją kolej najgorzej, i to zdecydowanie, pod każdym względem - bezpieczeństwa, porządku, punktualności, informacji, przesiadek, parkowania... Tylko co czwarty respondent stwierdził, że jest zadowolony ze stanu utrzymania dworców. Tak sami Polacy widzą naszą kolej na rok przed EURO 2012.
Dla mnie, jako osoby podróżującej często koleją od 10 lat, jak i dla milionów innych podróżnych nie jest oczywiście tajemnicą, że PKP zmierzają ku nieuchronnemu upadkowi. Rzecz jednak w tym, aby "przypomnieć" niezwykle zadowolemu z siebie rządowi, jak faktycznie odlegli jesteśmy od reszty Europy. Prezentacja wyników badania, takich jak przedstawione powyżej, mogłaby być doskonałą ku temu okazją.
Skoro już nasunął mi się temat kolei, chciałbym poruszyć sprawę, która od pewnego czasu chodziła mi po głowie. Stopień zaopatrzenia obywateli w dobra publiczne jest dobrą (może najlepszą) miarą sprawności państwa. Polska "sieć" autostrad liczy nieco ponad 800 km i jest nieznacznie dłuższa niż sieć w czterokrotnie mniejszych Czechach. Docelowo autostrady w Polsce liczyć około 2 000 km, tj. tyle, ile w Niemczech w latach 50. Niemcy mają ponad 1000 km kolei dużych prędkości, Francja prawie 2 000, a Hiszpania (dzięki funduszom unijnym) 2 500 km. W Polsce szybka kolei ugrzęzła w planach i w obliczu zapaści finansowej państwa raczej nieprędko wyruszy w trasę.
Mieszkalnictwo dobrem publicznym nie jest, ale wiele państw wspiera zaspokajanie potrzeb mieszkaniowych osób mniej zamożnych. Mało kto dziś pamięta o tym, że w latach powojennych Niemcy i Francja finansowały programy budownictwa zakrojone na bardzo szeroką skalę (rzędu milionów mieszkań). Według raportu "Housing Statistics in the European Union" z 2004 roku, Polska miała najniższy wskaźnik liczby mieszkań wśród 25 członków Unii. Nowszych danych nie znalazłem, ale przypuszczam, że boom mieszkaniowy w latach 2005-2008 niewiele zmienił (podaż mieszkań była wtedy mniejsza niż w epoce Gierka). Według raportu, na 1000 mieszkańców Polski przypadało średnio 330 mieszkań, NIemiec - 472, Francji 503, Wielkiej Brytanii - 430, Czech - 427. Mówimy tylko o ilości, a nie jakości zasobów mieszkaniowych, a jak nietrudno się domyślić, pod tym względem nam do zachodu Europy bardzo daleko.
No tak, ale w końcu Polska to wciąż biedny kraj... Czyżby? Według danych OECD PKB per capita w cenach stałych, według parytetu siły nabywczej, w 2009 roku wyniósł w Polsce około 15 000 $. W Wielkiej Brytanii było to 30 000, w Niemczech 27 000, we Francji 26 000, a w Czechach 20 000. Przyjmując nawet, że partytety siły nabywczej "spłaszczają" różnice pomiędzy krajami, różnice w dochodzie narodowym nie są tak duże, aby uzasadniały ogromny rozdźwięk w zakresie dóbr publicznych.
Dodajmy, że pod względem konsumcji dóbr prywatnych Polacy dogonili, a nawet prześcignęli kraje "starej" Unii. Według danych Banku Światowego, w 2009 roku na 100 Polaków przypadało 117 telefonów komórkowych, a zatem więcej niż we Francji (95) i niewiele mniej niż w Niemczech (128) i Wielkiej Brytanii (130). Wczystkich jednak biją pod tym względem Czesi (136).
Niewiele także ustępujemy Europie zachodniej pod względem motoryzacji. W 2008 roku na 1000 mieszkańców Polski przypadały 422 zarejestrowane samochody osobowe, podczas gdy jeszcze pięć lat wcześniej były to tylko 294 samochody. W Niemczech wskaźnik ten wynosił 502, we Francji 495, w Wielkiej Brytanii 462, a w Czechach 424.
Patrząc na powyższe liczby, trudno powiedzieć, że Polska jest krajem biednym. Patrząc jednak na stan dróg, kolei, czy mieszkalnictwa... Cóź, Polska to kraj nie najbiedniejszy, ale fatalnie zarządzany. Wnioski niech każdy wyciągnie sam.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)