Sto dni rządu Donalda Tuska wypada... No właśnie? Kiedy? Jak tu liczyć? Czy od wygranych wyborów, od otrzymania misji tworzenia rządu, zaprzysiężenia czy może od expose?
Może do tego ostatniego już nie wracajmy. Dzień, w którym na mównicę sejmową wszedł, po raz pierwszy jako Prezes Rady Ministrów, Tusk do dziś przeklinają parlamentarni sprawozdawcy i redaktorzy serwisów informacyjnych. Ci pierwsi za długość przemówienia. Premier mówił, mówił i mówił. Niczym Fidel Castro za najlepszych lat. Drudzy zaś za konieczność wybrania z tych przeszło 3 godzin wypowiedzi, którą będzie można ludziom bez żenady pokazać.
Ledwie kamery ostygły po tamtych wydarzeniach, a tu jak grom z jasnego nieba, ciśnięta gdzieś z okolic sztabu Donalda Tuska, na wszystkich spadła wiadomość o planowanym, studniówkowym orędziu do narodu.
Naród jednak wcale nie jest nim zainteresowany i najpewniej, gdy tylko zacznie się transmisja, przełączy na "M jak miłość". Nie zmienią tego nawet zapewnienia kancelarii premiera o wyjątkowości owego orędzia. Jak podaje "Dziennik" politycy Platformy twierdzą, że ma być zupełnie inne do dotychczasowych. Ma nie być sztywnym, tradycyjnym wygłoszeniem komunikatu, jak to robili inni szefowie rządu..
Czyli na przykład mimika i ruchy premiera Mazowieckiego, powolne mówienie premiera Olszewskiego, wyrzucanie wypowiedzi na jednym tonie i jednym oddechu przez premiera Pawlaka miałyby być w oczach PO sztywne i tradycyjne?
Może powinniśmy się spodziewać, ze premier Tusk zatańczy i powie wierszyk? A może zaśpiewa i to w duecie z Dodą? Raczej nie. Przewiduję zwykłe, zzabiurkowe, patrzone wprost w kamerę i to bez jakiegokolwiek mrugnięcia okiem i kreujące polityka na nie wiadomo jakiego męża stanu, standardowe orędzie.
Nie ma tak na prawdę realnych przesłanek po temu, by to właśnie po stu dniach czynić pierwsze podsumowania. Co więcej śmiem twierdzić, że takich ocen powinno się dokonywać każdego dnia urzędowania ministra i całego rządu. Ale cóż. Polacy to naród leniwy i nikomu się nie chce. Poza tym w takim wypadku ministrowie musieliby realnie coś robić.
Jakub K. Romanowski


Komentarze
Pokaż komentarze (3)