Jeśli ktokolwiek myśli, że polskie władze uchwalają bzdurne ustawy, na określenie wyczynów norweskich parlamentarzystów nie znajdzie już słów. Od stycznia bowiem w kraju łososi i świerków obowiązuje prawo nakazujące, by w zarządach spółek akcyjnych zasiadało minimum 40 proc. kobiet.
Nie jestem szowinistą. Uznaję, że panie są takimi samymi pracownikami (pracowniczkami) jak mężczyźni. Często nawet są od nich lesze. Ale w głowie nie mieści mi się, jak można od górnie określać obligatoryjny parytet płci w firmach prywatnych i to pod groźbą wysokich kar pieniężnych, a nawet konieczności ich zamknięcia!
W najgorszej sytuacji znalazł się Per Kristian Olsen, szef klubu piłkarskiego Fredrikstad. Nad jego ukochaną drużyną zawisła groźba "ubabienia". Zakładając, że w zarządzie dobrze prosperującego klubu zasiada zazwyczaj ok 20-25 osób, nagle zmuszony został do zwolnienia 10 panów i znalezienia na ich miejsce pań, które staną się tylko i wyłącznie parytetowymi figurantkami. No bo co kobieta może wiedzieć o piłce nożnej? Tyle co facet o kosmetykach i szydełkowaniu.
I teraz powiedźcie mi szczerze. Czy świat nie schodzi na psy? A może tak wprowadzić ustawę o konieczności zarządów 100 proc. damskich? Panie będą zarządzały, pracowały i grały w piłkę. A my, faceci? Jak to co? Do pubu z kolegami oglądać mecz!
Jakub K. Romanowski


Komentarze
Pokaż komentarze (3)