Jakub K. Romanowski Jakub K. Romanowski
205
BLOG

Wajda jak Małysz

Jakub K. Romanowski Jakub K. Romanowski Polityka Obserwuj notkę 6

Tej nocy odbyła się 80. jubileuszowa uroczystość wręczenia Oskarów. Miała to być "polska" gala. W kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny nominowany był "Katyń" Andrzeja Wajdy. Statuetkę otrzymać miał szansę także Janusz Kamiński za zdjęcia do "Motyla i Skafandra" oraz połączony, polsko-brytyjski zespół twórców krótkometrażowej animacji lalkowej "Piotruś i Wilk". Tylko Ci ostatni cieszyli się tego wieczoru.

Niestety trzeba przyznać, że "Katyniowi" złota statuetka się po prostu nie należała. Nie jest to najlepszy film Wajdy. Oskar należałby mu się raczej za: "Popiół i Diament" (nigdy nie zgłoszony przez ówczesne władze do konkursu), "Człowieka z Żelaza", "Ziemię Obiecaną", czy "Kanał". Je zaś już wcześniej wliczono do "ogólnego" dorobku autora, przyznając mu nagrodę za całokształt twórczości.

Nagrodę otrzymał film"Fałszerze" Austriaka, Stefana Ruzowitzky'ego, opowiadający o wydarzeniach w hitlerowskim obozie Sachsenhausen. Przed Wajdą w kolejce po wyróżnienia zapewne byłby jeszcze Nikita Michałkow i jego "12".

 

Jak zwykle w momentach, gdy jakiś Polak miał szansę odnieść sukces, ulegliśmy "X-omani". Gdy Małysz wygrywał turnieje czterech skoczni, czy pamiętne zawody w Planicy, wszyscy o nim mówili, panował ogólny amok społeczny. Mało brakowało a zaczęłoby się nazywać ulice i place imieniem wiślańskiego mistrza. Podobnie rzecz się ma obecnie z Robertem Kubicą. Taki model powtórzył się i przy najnowszym dziele Wajdy.

Wszyscy mówili jaki to ważny z punktu widzenia historii narodu obraz. Każdy chwalił, cmokał i unosił się w oparach martyrologii. Udawał także, że nie słyszy krytyki, albo co gorsza uznawał ją za "antypolską" i wymierzoną w same ofiary zbrodni Lasu Katyńskiego. Po raz kolejny media wytworzyły społeczne poczucie obowiązku wybrania się do kina (swoją drogą wielkie brawa dla osób odpowiedzialnych za promocję i marketing).  Jak przy tego typu produkcjach na projekcję zaganiano całe szkoły.

Do dziś film obejrzało ponad 2,5 mln widzów. Tylko kto odważy się powiedzieć, że był on słaby? Że aktorzy, no może z wyjątkiem Andrzeja Chyry, byli po prostu drewniani? Że żadne funkcje edukacyjne nie zastąpią scenariusza? Kto? Amerykańska Akademia Filmowa. 

Nie martwmy się. Jak o wszystkich naszych niedoszłych sukcesach szybko zapomnimy. Jeszcze tylko parę dni "Wajdomanii" i wszystko wróci do normy. Pewnie Gazeta Wyborcza, czy Rzeczpospolita jako dodatki do wydań dadzą kolekcje największych dzieł mistrza, a czytelnicy ją kupią i postawią na półce.

Cieszmy się, że nad Wisłą nadal da się robić filmy. Może kiedyś wreszcie doczekamy się jeszcze Oskara za film. Bo przecież nie samym Andrzejem Wajdą polska szkoła filmowa stoi. Jest jeszcze Roman Polański, Agnieszka Holland, czy Kazimierz Kutz. A tego, że obok zwykłej kinematografii w Polsce rośnie nam nowe pokolenie uzdolnionych artystów od animacji, przeciętny człowiek nie zauważy. Bo przecież na krótkometrażowym filmie nie da się nawet porządnie najeść popcornem...

 

Jakub K. Romanowski

Zajmuję się obserwowaniem, wchłanianiem i powolnym trawieniem otaczającej rzeczywistości.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka