Pół wieku reżimu, ucisku, powolnego aczkolwiek sukcesywnego upadku ekonomicznego kraju, trudnej miłości z ZSRR i budowania systemu opartego na mglistych, nawet dla samych jego założycieli, ideach "La Revolución". Tak w skrócie opisać można rządy Fidela Castro, które Zgromadzenie Narodowe Kuby wczoraj oficjalnie uznały za zakończone.
Nie cieszmy się jednak. Następcą nieśmiertelnego miłośnika cygar został mianowany jego od lat najbliższy i najbardziej zaufany współpracownik, brat Raul Castro. Oznacza to utrzymanie wcześniej określonego kursu polityki, zarówno wewnętrznej jak i zagranicznej.
Co więcej Raul przez wszystkie lata urzędowania Fidela stał na czele wojska i służb bezpieczeństwa. Obydwie instytucje istniały praktycznie wyłącznie w jednym celu - za pomocą łamania i zastraszania ewentualnych oponentów, utrzymania ustroju i systemu politycznego na Kubie.
Posłuszeństwo armii wobec nowego wodza znalazła odzwierciedlenie w składzie nowo powołanej Rady Państwa, w ławach której najważniejszymi funkcjami podzielili się "zasłużeni w walce o rewolucję" oficerowie: Ramon Machado Ventura (pierwszy wiceprezydent), Julio Casas Regueiro (min. obrony narodowej) czy Abelardo Colome Ibarra (szef MSW). Wszystko to świadczy o tym, że snute przez wielu obserwatorów międzynarodowych oczekiwania liberalizacji i zwróceniu się Kuby ku zachodowi stają się coraz mniej realne.
Gdyby nie postępujący rak przewodu pokarmowego i wielokrotne operacje, Fidel za pewne rządził by aż do śmierci. Przekazując władzę bratu nie usunął się z życia politycznego całkowicie. Jego pozycja jest tak ugruntowana i niepodważalna, iż nawet ze szpitalnego łóżka będzie mógł wydawać odpowiednie zalecenia i rozkazy.
Co ciekawe równolegle ze zmianą władzy doszło do ważnego z punktu widzenia religijnej części tamtejszej społeczności wydarzenia. W miejscowości Santa Clara odsłonięty został pięciometrowy pomnik Jana Pawła II. Wzniesiono go z okazji 10. rocznicy pielgrzymki Ojca Świętego na wyspę.
Sąsiedztwo jednak wybrano mu niezbyt ciekawe. Kilkaset metrów obok znajduje się mauzoleum Ernesto "El Comendante" Che Guevary. Może jednak to znak nadchodzących zmian? Może po latach reżimu Juana Batisty, po pięćdziesięciu latach rządu Castro Kubańczycy czekali na papieża Polaka? Może liczą, że pomoże im odmienić obliczę ziemi... tamtej ziemi.
Jakub K. Romanowski


Komentarze
Pokaż komentarze