Nowy pan nadchodzi, nowy pan rządzi
Jakie imię jego, tłumy sług gromadzi
Niegdyś prawy, dziś dla chwały jego królestwa
Dla niego czynią najgorsze k........
To dobre zobrazowanie tego, co obejrzałem wczoraj wieczorem na antenie TVP2. Szumnie zapowiadany program Tomasza Lisa "Na żywo" okazał się po prostu niewypałem w politycznej bieliźnie.
Po zmianie barw Polsatu na "Publiczną", należałoby się spodziewać, że prowadzący ulegnie choć drobnej metamorfozie. Niestety. Pozostał dokładnie taki sam. Nawet scenografia studia przypomina łudząco tę z "Co z tą Polską".
Jedyną zauważalną różnicą między programami był fakt wyłączenia się mikrofonu podczas rozmowy z publicznością (specjalność na Woronicza, nie mająca zazwyczaj miejsca w stacjach komercyjnych) oraz pomysł na sztuczną pseudosondę uliczną, do której wybrano oczywiście wyłącznie głosy pasujące do z góry ustalonej tezy.
Tomasz Lis za wszelką cenę stara się udowodnić, że jest obiektywny, że jest świętszy od papieża. Niestety wychodzi mu to dosyć żałośnie. Zamiast obiektywizmu mamy więc do czynienia z pustą gadaniną okraszoną szpilami w kierunku PiSu i klasyczną koniunkturalną propagandą.
W każdym z pytań do zaproszonych gości: Kazimierza Marcinkiewicza, Jarosława Kaczyńskiego i Bronisława Komorowskiego, słychać było "szyderę". Chyba opatrzność czuwała nad twórcami programu, że ostatecznie nie udało się zaprosić do niego premiera Donalda Tuska. Wówczas brakowałoby tylko trochę lukru, śliweczki na szczycie tortu i cudownej, ręcznie przez Lisa robionej laurki na sto dni rządu.
Czy Lis chciał się przypodobać nowemu pracodawcy? Prezes Urbański płaci mu przecież ponad 100 tyś zł miesięcznie. Ale przecież ten jest jeszcze z "prawoisprawiedliwościowego" rozdania?
A może za pomocą kukiełki Lisa nowej władzy podlizać chce się sam prezes? By zachować stołek chce wykazać, że TVP jest pluralistyczna i otwarta na wszelkie idee? Może... Tylko szkoda, że to całe cmokanie się po pośladkach dzieje się za pieniądze z abonamentu, czyli z naszej kieszeni. Gdybym miałbym ochotę oglądać takie wygłupy, kupiłbym raczej bilet do cyrku.
Jakub K. Romanowski


Komentarze
Pokaż komentarze (1)