Dziś przeczytałem na Onecie artykuł o matkach, które krzywdzą swoje dzieci. O biciu dzieci przez rodziców mówi się sporo, czasem nawet słyszymy płacz dziecka przez ścianę, ale o molestowaniu seksualnym dokonywanym przez matki nie mówi się prawie nic. Kiedyś juz o tym pisałem sam, gdzieś w komentarzach. Dlatego ucieszyłem się, że wreszcie ktoś podjął temat.
Jakiś czas temu "Gazeta Wyborcza" dołączyła do swojego wydania broszurkę dla matek i dzieci o tym, jak ustrzec się molestowania seksualnego i co robić, gdy już do niego dojdzie. Ze zdumieniem czytałem o molestujących - według broszurki molestują wyłącznie mężczyźni. Wujek, ojciec, ojczym, dziadek, kuzyn, sąsiad - ani słowa o kobietach. Taki obraz molestowania seksualnego, jako przemocy dokonywanej przez mężczyzn, jest, jak sądzę, podyktowany stereotypem, bo rzeczywiście w mediach głośne są przypadki popełniane przez ojców czy wujków. Jest to jednak niebezpieczne. Mało kto zdaje sobie sprawę, że czasami dziecko jest krzywdzone przez kobietę.
Kto z Was, widząc kobietę z dzieckiem, tulącą, głaszczącą i całującą dziecko, pomyśli o niej jak o pedofilce? Dam głowę, że nikt. A przecież nawet osławiony Misiaczek pisze o pedofilkach (jak ktoś się uprze i poszuka w sieci, to znajdzie). Gdzieś kiedyś wyczytałem, że pedofilek jest jakieś 1,5-3% w społeczeństwie. To sporo, mimo wszystko. Dzieci molestowane przez matki praktycznie się nie ujawniają, więc ich nie widać.
Spustoszenia, jakie czyni taka przemoc, obserwowałem u swojej dobrej przyjaciółki. Paniczny lęk przed matką to mało. Dziewczyna nie lubi nawet dotyku, choćby przypadkowego, kobiet. A już rytualnego "buzi" wręcz nie znosi. Kłopty z facetami, pakowanie się w bezsensowne związki, w których jest wykorzystywana emocjonalnie, totalny głód miłości, bez której nie funkcjonuje... dobrze, że trafiła do dobrego psychologa, który wiele rzeczy pomógł jej wyprostować.
A najgorsze, że na zewnątrz szanowna mamusia jest bardzo opiekuńczą matką. Przedstawia siebie jako ofiarę niewdzięcznej córki, która od niej uciekła. Bo przecież była taka czuła dla córeczki. Tak ją kocha. Dodatkowe dobicie dla ofiary: poczucie winy, bo przecież matka to świętość.
Istota molestowania seksualnego popełnianego przez matki sięga głębiej. Sprawczynie to zazwyczaj kobiety, które kiedyś ktoś skrzywdził. Mszczą się, czasami chcą sobie "odbić" brak miłości i hodują sobie idealnego kochanka (synka na przykład), tłumaczą, że przecież zaspokajają potrzeby dziecka, a czasem zupełnie nie zdają sobie sprawy, że w ogóle to robią. Po prostu wypierają to ze świadomości.
Zewnętrznym objawem, jaki chyba jest najbardziej znaczący, może być właśnie nadopiekuńczość. Dziecko nie umie zrobić sobie herbatki, bo mamusia robi dla niego i za niego wszystko. Nie pozwala wychodzić z domu. Kontroluje, dzwoni co godzinę, jeśli jest poza domem. Twierdzi, że się martwi. Nie akceptuje u nastolatka dziewczyn (chłopaków, jeśli dziecko jest dziewczyną), bez wyjątku (nikt cię nie kocha tak, jak mamusia! nie zostawisz nigdy mamy, prawda?!). A dziecko - zamknięte w sobie, albo podejrzanie zainteresowane seksem, bojące się rodzicielki, czasem agresywne...
Najbardziej wstrząsnął mną ten fragment artykułu:
Pewna matka, zaniepokojona swoim seksualnym zachowaniem wobec córki, poszła do lekarza. Usłyszała: „To jest zupełnie naturalne, gdy kobieta jest tak zaangażowana w życie swoich dzieci".
Myślę, że za mało się o tym problemie mówi. Gdyby tylko przełamać stereotyp, że zboczeńcy to faceci, ile tragedii by się nie wydarzyło?


Komentarze
Pokaż komentarze