
Cisza wyborcza trwa, więc napisze o tym, co mną wstrząsnęło wczoraj wieczorem.
Kilka dni temu w szpitalu w Grodzisku Mazowieckim wybuchł skandal. PAcjent, który miał operację jelita grubego, zaczął w nocy wymiotowac krwią. Pielęgniarka mu powiedziała - jak relacjonuje chory - że lekarz śpi i nie przyjdzie. Lekarz twierdzi, że w tym czasie ratował inną chorą. Pacjent zadzwonił na pogotowie...
A wczoraj dziennik.pl opublikował kolejne nagrania rozmów pacjentów szpitala w Grodzisku z pogotowiem, z sierpnia.
Mąż kobiety, która właśnie roniła ciążę (w każdym razie krwawiła) zawiózł żonę do Szpitala Zachodniego w Grodzisku. Tam - na Izbie Przyjęć - małżeństwo usłyszało, że szpital nie ma oddziału ginekologicznego i że mają jechać autobusem do szpitala w Pruszkowie (15 km)! Nikt jej nie zbadał. Mąż zadzwonil na pogotowie (posłuchaj), zdumiony dyrektor pogotowia oddzwonił na Izbę. Izba stwierdziła, że pogotowie nie jest potrzebne. Dyrektor na wszelki wypadek zadzwonił do mężczyzny i wysłał karetkę po krwawiącą kobietę.
Dyrektor szpitala w Grodzisku Mazowieckim, Krystyna Płukis, uważa, że jej pracownicy z Izby Przyjęć w niczym nie zawinili. "Skoro mąż pani, która poroniła, sam przywiózł żonę, to musiała nie być w krytycznym stanie. Nie przyjęliśmy jej, bo nie mamy ginekologów u siebie. Z mojego punktu widzenia wszystko odbyło się bez zarzutu" - mówi dyrektor Płukis.
Także Tomasz Niewiarowski, szef Szpitalnego Oddziału Ratunkowego, nie widzi problemu. "Poronienia tak krótkich ciąż nie są groźne. Nie mogliśmy odwieźć tej kobiety do innej placówki, bo mój szpital nie ma karetek i musiałby zamawiać samochód w Warszawie. Dlatego radziliśmy mężowi, by odwiózł żonę sam. Tak byłoby najszybciej".
Tymczasem czytam w necie o poronieniach:
W poronieniu zagrażającym i zaczynającym się stosuje się leczenie zachowawcze, podczas którego kobieta powinna być natychmiast poddana badaniu lekarskiemu i przyjmować leki zlecone jej przez lekarza. Z reguły są to leki rozkurczowe, środki uspokajające, niekiedy przeciwbólowe i hormonalne (również leki blokujące prostaglandynę). Czasami zapewnienie kobiecie przyjaznej atmosfery w tym trudnym dla niej czasie pozwala uniknąć zażywania leków uspokajających. Pacjentka musi bezwzględnie leżeć w łóżku.
Nie jestem lekarzem, nie znam się za bardzo, ale na zdrowy rozum: kobieta krwawi, jest w 4 tygodniu ciąży. Trafia do najbliższego szpitala, a tam nie chcą jej pomóc. Nie wierzę, ze w dużym szpitalu w Grodzisku nie było ani jednego lekarza, który nie mógłby podać kobiecie leku rozkurczowego, by zahamaowac krwotok. 15 kilometrów do następnego szpitala, autobusem? Z krwotokiem?!
I jeszcze mówią pogotowiu, że nie ma problemu.
Owszem, jest problem. Ze szpitalem w Grodzisku. Dziecka nie udało się uratować. Kobiecie zafundowano straszliwą traumę. Panią dyrektor szpitala prosze o jedno. By poczuła pani wyrzuty sumienia.


Komentarze
Pokaż komentarze (19)