Angielka pracująca w Sudanie jednak nie zginęła ukamieniowana. Gillian Gibbons, nauczycielka z Chartumu, pozwoliła swoim 7-letnim uczniom wybrać imię dla pluszowego misia, klasowej maskotki. I dzieci wybrały - imię Mahomet, bardzo popularne w krajach muzułmańskich. Takie imię nosił też bardzo lubiany w klasie chłopiec, na cześć którego miś został nazwany.
W efekcie kobieta trafiła przed sąd. Ostatecznie dostała 15 dni więzienia i nakaz opuszczenia Sudanu za obrazę Proroka. Gdyby nie mediacja ze strony Izby Lordów, mogłaby dostać karę chłosty. Chodzi o to, że Proroka w islamie nie wolno przedstawiać (tak jak w judaiźmie nie wolno wymawiać imienia Boga i modlić się z odsłoniętą głową, bo przecież Bóg z tą modlącą się głową się bezpośrednio styka). Pluszowy miś stał się więc... portretem Proroka. Że dzieci noszące to imię w pewnym sensie też go przedstawiają, jakoś nikt poza Brytyjczykami nie zauważył.
Media nagłośniły sprawę, a na ulice Chartumu wyległo 10 tysięcy ludzi domagających się śmierci kobiety. Żądali postawienia nauczycielki przed plutonem egzekucyjnym...
Z jednej strony nauczycielka rzeczywiście mogła pomyśleć, że święte imię nie pasuje do pluszaka, z drugiej - to dzieci wybrały to imię. Czyżby w Sudanie rodził się rozdźwięk między fanatycznym tłumem a nowym pokoleniem?
Przypomniał mi się taki film (tytuł bodaj "Tylko miłość" czy jakoś tak) w którym pokazane są jasełka. Dzieci poprzebierane za ośmiornice i homary śpiewają kolędy. Przecież ośmiornic nie było w stajence. Co gorsza w żłóbku leży fioletowy pluszowy robal w roli Jezuska. Więc obraza boska. Śmierci dla reżysera!!! Jezus to prorok islamu przecież, jakby ktoś nie wiedział.
Muzułmanie mają w jednym rację, przynajmniej z punktu widzenia chrześcijan. Bóg jest jeden. Tylko czy Bóg da radę swoim rozwrzeszczanym dzieciom, domagających się rozstrzelania za pluszowego misia? Zwłaszcza, że koledzy Gillian Gibbons podejrzewają, że w całej aferze chodzi o to, by szkołę zamknąć i przejąć drogi grunt...


Komentarze
Pokaż komentarze (17)