
Jak pisała niedawno Rzepa, niedługo mają się rozpocząć poszukiwania szczątków ostatniego polskiego monarchy.
Stanisław August zmarł – ponoć otruty – w Petersburgu w roku1798. Pochówek w kościele – nomen omen – św.Katarzyny według ówczesnych relacji był godny głowy państwa. Trumnę złożono w krypcie. W tej samej krypcie znalazła się też urna z prochami Stanisława Leszczyńskiego. W XIX wieku kilkakrotnie krypta była otwierana – stąd też wiadomo, że woda zalewająca kryptę doprowadziła do rozpadu szczątków króla. Ponoć ostała się jedynie czaszka.
W 1938 roku władze sowieckie postanowiły wysadzić petersburski kościół. Wtedy też trumnę królewska odesłano do Polski.
„A teraz ostatniego z naszych panów monarchów, ostatniego króla i wielkiego księcia, króla – estetę, króla – mecenasa, króla – artystę, sprowadza się do tej wioski, do tych ruin nocą, w trumnie obwiązanej powrozami, cichaczem, pod osłoną tajniaków kryminalnej policji, a konserwator urzędowy… zabrania księdzu odprawiania publicznego modłów za jego duszę do Pana Boga! Co to jest?!! Dlaczego tak?!”. – pisał Cat Mackiewicz. „Tajemnica” wydała się wcześnie. Dnia 9 lipca przybył na dworzec w Brześciu zwyczajny wagon towarowy. Był zaplombowany. Skąd jednak wiedziano o tym, co zawiera? Że mianowicie trumnę ze zwłokami króla Stanisława. Faktem jest, iż już wtedy szeptano o pieczęci „polskiego konsula w Leningradzie”, położonej na trumnie… Wagon stoi na szynach 4 dni. Dnia dziesiątego spada na Wołczyn niezwykła ekipa: naczelnik wydziału budowlanego wojewódzkiego urzędu w Brześciu, inż. Papieski, z robotnikami. Ludzie mają miny tajemnicze. (…)pobieżny remont i pobielenie wnętrza. Zaczem wzmocnienie sklepień krypty pod kaplicą. Mianowicie pośrodku podłogi widnieje szeroki otwór prowadzący do krypty podziemnej, prowizorycznie założonej deskami. Nikt nie wie, po co to się robi… Rzekomo nikt (…). Roboty prowadzone są gorączkowo i w ciągu 4 dni gotowe! Na pół godziny przed północą samochody zakradły się przed kościół w Wołczynie. Ale nie od frontu. Zajeżdżają bokiem między mur kościelny i płot dzisiejszej parafii, ongiś park pałacowy. (…) Obecny jest, owszem, ksiądz proboszcz, wójt, konserwator z Lublina, inż. Papieski, i panowie, których ze względu na wyższe rangi nie da się rozpoznać. (…) Teraz dopiero zaczęło się ciągnienie trumny. 600 kilo. Każdemu z 6 woźnych pocztowych przypadło po 100 na barki. Okazuje się, że trumna nie może przejść, wskutek swej wielkości, przez wąską bramę. Poczęto więc nią rzucać i szorować przez mur, górą. To ten, to inny z „panów” doskakiwał, żeby pomóc woźnym. Gdy wniesiono trumnę do kaplicy, okazało się, że pierwotny projekt schowania jej w krypcie podziemnej upada. Nie przechodzi bowiem przez otwór w podłodze. Spuszczono więc w dół tylko urnę z sercem, a trumnę zostawiono na wierzchu. Tak jak była: obwiązana sznurami i opieczętowana. Potem zamknięto kratę, potem drzwi i zabrano klucz (...)
Tak wyglądał drugi pogrzeb polskiego króla – w moim najgłębszym przekonaniu hańba II RP.
Kolejny dramat rozegrał się jednak w czasie i po II Wojnie. W 1939 wołczyński kościół św.Trójcy, w którym mały Stanisław Antoni Poniatowski był chrzczony i spoczął rok wcześniej, został splądrowany przez Armię Czerwoną. Drugi raz profanacji dopuściła się w 1941 roku armia niemiecka. W 1988 roku ZSRR miało wydać szczątki królewskie Polsce – po trumnie nie było jednak już śladu. Ponoć ktoś do krypty podrzucił szkielet królika. Do Warszawy urnę z ziemią i skrawkiem płaszcza z orłem sprowadzono dopiero w 1995 roku. Skończyło się wielką dyskusją gdzie króla „upchnąć” – na Wawel wstępu nie miał. Ostatecznie trafił do warszawskiej Archikatedry.
Dziś, 210 lat po śmierci króla, znalazła się wreszcie komisja, która ma pojechać na Białoruś w poszukiwaniu zaginionych szczątków.
Na sześciu furach, na których umieszczono akta i wyposażenie kościoła, zabrakło miejsca dla kilkusetkilogramowego sarkofagu. – Przydał się naszym – Andriej ze słyszenia wie, jakie były losy trumny. Z miękkiej – ołowianej bądź cynowej blachy wybiedzona wojną wieś robiła zgrabne korytka dla inwentarza. (…) W zbiorowej pamięci najlepiej utkwiły mundur i bogate szaty tkane złotymi nićmi. Trudno ustalić, na ile autentyczne obserwacje mieszają się z wytworami wyobraźni. Ten i ów wspomina koronę, czaszkę, którą ponoć grano niczym piłką na kościelnym placu, urnę przypominającą wiaderko. Co stało się ze szczątkami króla? W wielu relacjach kilkakrotnie pojawia się wątek osoby, która zebrała je i pogrzebała. (źródło: Rzepa)
Jeżeli nadal nie będzie miejsca w pamięci Polaków dla władcy, który robił co mógł, którego zasługą jest i Konstytucja 3 Maja, i ochronki, i komisje Boni Ordinis, i Szkoła Rycerska, i KEN, będzie dla nas wszystkich hańbiące po trzykroć. Można nie kochać ostatniego króla, można wypominać mu Targowicę (tylko dziwnym trafem nikt nie wypomina Targowicy Kołłątajowi), można drwić z jego miłości do sztuki i kobiet – ale bisałłach! – był to król, polski król, któremu przyszło rządzić w najgorszych dla Rzeczypospolitej czasach.


Komentarze
Pokaż komentarze (27)