Wczoraj wieczorem w warszawskich Hybrydach odbył się pokaz filmu "Upside Down", zorganizowany przez warszawski Klub Gazety Polskiej.
Film obejrzałam po raz pierwszy i jestem wstrząśnięta. Zobaczyłam młodych ludzi, troszkę tylko młodszych ode mnie. Kanadyjczyków.
Dziennikarka: - Kto zbudował obozy koncentracyjne?
Uczeń: - Eeee... nie wiem... chyba Polacy, bo to przecież polskie obozy koncentracyjne... właściwie mnie to nie obchodzi.
I takich młodych ludzi jest w tym filmie więcej. Jest Kanadyjczyk o włoskich korzeniach, który mówi: "Dopiero niedawno się dowiedziałem, że my też braliśmy udział w wojnie... mieliśmy przywódcę, nazywał się Mussolini, on był z eee... Hitlerem." I dalej: "Ja nie wiem, historia to jest tylko to, co przeczytasz i ci powiedzą... nie wiesz, jak było, bo ciebie tam nie było".
Film "Uside Down" pokazuje, że w świadomości Zachodu hitlerowskie obozy śmierci są "polskie", bo były w Polsce. Został sfinanosowany częściowo przez polski MSZ i miał być dystrybuowany w polskich polacówkach dyplomatycznych.
Ale już nie jest. Obecny rząd uznał, że film jest niedobry (podobno jest niskiej jakości artystycznej) i go wycofał.
Można się śmiać z byłej minister Fotygi i z jej "hardkor nagoszjejtors". Tyle tylko, że ten jeden film - film dokumentalny, skierowany do zachodniej młodzieży i przemawiający językiem młodzieży, mógł zmienić wizerunek Polski jako kraju "polskich obozów". Czy sprostowania kierowane do zachodnich gazet piszących o "polskich obozach" ktokolwiek czyta? Nie. A film jest skutecznym narzędziem.
Niestety. Żyjemy najwyraźniej w kraju, w którym i wizerunek Polski, i troska o prawde historyczną, jest "be". Czego dowodem są choćby pomysły minister Hall, żeby obciąć w szkołach lekcje historii.
Czekam na koniec kadencji Tusku.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)