Elegancki pan, w doskonale skrojonym garniturze, zasiadł za biurkiem i zaczął się badawczo przyglądać Azjacie. Wezwany mu się od razu nie spodobał. Czapka uszatka, brak zęba na przedzie, kose oczy... o, a przy pasie rapcie. Wygląda na to, że ów osobnik posada białą broń, a to już dowód, że jest wywrotowcem.
- Obywatelu Azjato! - zaczął pan. - Wezwaliśmy, prawda, was na przesłuchanie.
- To wiem z pisma, które dostałem, mości panie, czytać mnie w mojej jurcie uczyli.
- Aha. - "Bezczelny" - pomyśłał facet w garniaku. - No to przejdziemy do pytań... - przejrzał opasłą teczkę leżącą na biurku. - Taaak... powiedzcie, obywatelu Azjato, w jakich okolicznościach nabawiliście się nienawiści do Partii Miłości, oby rządziła wiecznie?
- Ja? - zdziwił się Azjata. - Ja jestem pełen miłości. Mam pokazać? - sięgnął do rozporka.
- Nie! - wrzasnął przesłuchujący. - Nie, nie trzeba. Jednakowoż... - zerknął w papiery - od długiego czasu uprawiacie niebezpieczną, wywrotową politykę przeciwko Partii Miłości, oby rządziła wiecznie. Krytykowaliście wodza za to, że naprawia błędy poprzedników.
- Słucham?
- Nie udawajcie głupiego! Napisaliście, że Wódz... zaraz, zaraz... - przesłuchujący wzdrygnął się z obrzydzeniem - "W języku dyplomacji oznacza to ni mniej ni więcej, tylko to, że oni nam i tak tarczy nie dadzą, a my im dajemy gazociąg. Jak za komuny: oni nam zabierają węgiel, a my im w zamian dajemy mięso.Jeżeli tak ma wyglądać nasza polityka wobec Rosji, to ja bardzo uprzejmie Wodzu dziękuję". I co wy na to?! - ryknął.
- Jak już mówiłem, mości panie, umiem czytać, a co gorsza, ze zrozumieniem, i to w cyrylicy także.
- Aha! - triumfalnie krzyknął przesłuchujący - Więc się przyznajecie do antywodzowskiego spisku?!
Azjata zrobił najgłupszą minę, na jaką było go stać.
- Dobrze! Idźmy dalej! "Ja bym sie nie czepiał, gdyby to była prywatna impreza jakiejś tam prywatnej Kasi. Ale po pierwsze primo, Kasia jest wodzówną, a do tego tańczyła z gwiazdami (czy inszym takim) i prywatną Kasią nie jest. A po drugie primo, sama wrzuciła fotki do internetu... A Wódz, jako osoba publiczna, swoją pobłażliwością dla Kasi tylko wystawił sobie (i jej) świadectwo". Wyście to napisali!
- Tak. I co?
- To, że jesteście wywrotowcem! To też napisaliście? "Niszczenie telewizji w tak bezczelny sposób, bezprecedensowy od 1989 roku, przerabianie ich na Twój-Wódz Vision Partia, to rzecz obrzydliwa, wstrętna i godna najwyzszego potępienia. Mam nadzieję, że Partia Miłości się wywróci w najblizszych wyborach i więcej na scenę polityczną nie wróci". - skrzywił się, jakby wypił za dużo kumysu na raz.
- Tak.
- Więc widzicie, obywatelu Azjato - przesłuchujący otarł sobie czoło z potu - Jesteście wywrotowcem i trzeba będzie was, prawda, skierować na leczenie. - wstał, podszedł do drugiego stolika, na którym spoczywała komórka i zadzwonił.
- Hallo...! Tak... obywatelu redaktorze, mamy kolejnego! Mnożą się jak króliki, wiem... macie jeszcze jedną celę i dodatkowy zapas "Gazety Wybornej"? Znakomicie, znakomicie... "Wyborna" to najlepsze lekarstwo... i to dzięki wam, obywatelu redaktorze... i trzeba mu będzie zaaplikować całodzienną emisję TVMiłość24. A, jeszcze jedno... z akt tego osobnika wynika, ze przechowywał w domu duże ilości "Gazety Narodowej", antywodzowskich publikacji i papiery oczerniające naszych sojuszników państwowych. Niestety, nie mam pojęcia, co w nich jest, bo nie rozumiem cyrylicą - syknął. - Ach! Wy znacie ten ich język? To świetnie. Dobrze, już go pakujemy do samochodu.
Azjata wstał. Wymacał w kieszeni szczoteczkę do zębów, tubkę pasty i fotografię Indianina.
- Spoko, Winnetou - szepnął do fotografii - poradzę sobie.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)