W Poznaniu debatują nad ociepleniem. Jako że głosy w dyskusji wokół szczytu i samej kwestii ocieplenia są różne, zabieram głos i ja - mój własny, malutki i skromny głosik.
Nie jestem ekologiem ani biologiem. Interesowałam sie jednak ekologia i biologią od zawsze. Dla mnie jest to wiedza, bez której świata zrozumieć nie można - wiecej, im bardziej poznaję świat, tym bardziej go podziwiam, i tym bardziej podziwiam Szefa Szefów, który go wymyślił.
Coś się dzieje z klimatem - mamy coraz więcej niszczących na ogromną skalę tornad i huraganów. Faktem jest też, że się robi cieplej. Wynika to niezbicie ze wszystkich badań prowadzonych od połowy XIX wieku. Wiadomo też, że głównym winowajcą jest CO2, a oprócz tego m.in. para wodna i metan. Z badań prowadzonych na Hawajach czarno na białym widać, że rośnie stężenie CO2 w atmosferze. Takie same wyniki dają pomiary na przykład na Alasce. Jeśli - jak twierdzą przeciwnicy koncepcji globalnego ocieplenia - ten wzrost nie jest dziełem człowieka, to skąd się wziął? Co wiecej, przeciwnicy ci stwierdzają, że okresy ocieplenia klimatu zdarzały sie na przestrzeni dziejó Ziemi bardzo często. Jest drobny kłopot - z analizy składu powietrza w bąblach uwięzionych w lodach Antarktydy i Arktyki wynika, że owszem, okresy takie się zdarzały, ale wzrost temperatury o parę stopni rozkładał się na tysiace lat, nigdy na dziesiątki. nie jest więc tak, jak pisze jeden z najbardziej znanych polskich przeciwników koncepcji ocieplenia Tomasz Teluk. Nie mówiąc już o tym, że stwierdza on dodatkowo:
Człowiek jest jedyną istotą na ziemi, która wyzwoliła się z pęt natury i uczyniła ją sobie poddaną. Nie ma podstaw, aby sądzić, że cywilizacja zagraża naszej planecie. Jest dokładnie odwrotnie - dzięki rozwojowi cywilizacji człowiek staje się coraz bardziej niezależny od zagrożeń natury.
Dla humoru dodaje:
Ekologiczną manię doskonale obnaża następujący dowcip. Przed jaskinią rozmawia dwóch jaskiniowców. - Pijemy krystalicznie czystą wodę. Oddychamy nieskażonym powietrzem. Jemy organiczne jedzenie - mówi jeden. - Dlaczego więc do cholery umieramy w trzydziestym roku życia? - dziwi się drugi.
Z tekstem Tomasza Teluka polemizować mi się nie chce, bo równie dobrze mogę udowadniać, że słoń nie jest wielbłądem. Panu Telukowi tylko przypomnę, że w Piśmie nie ma stwierdzenia, że obowiązkiem człowieka jest tworzenie takiej cywilizacji, która jemu samemu i przyrodzie zagraża.
Wróćmy do ocieplenia. Wariantów możliwych do spełnienia w przyszłości jest kilka. Wariant 1: klimat się ociepli, Sahara zarośnie, u nas bedziemy musieli zacząć uprawiać kukurydzę. Wariant 2 (do którego bardziej się skłaniam): klimat sie ociepli, stopnieją lodowce, szlag trafi tundrę*, słodka woda z lodowców wleje sie do oceanów, prądy morskie się "zatną" i w efekcie będziemy mieli nową epokę lodowcową. Możliwe jest też, że wszystko się wyrówna i bedziemy mieć jeszcze długo mniej więcej stabilny klimat.
Co do trzeciego wariantu (któremu kibicują przeciwnicy koncepcji), uwag jest kilka. CO2 jest wiązane przez rośliny, zwłaszcza lasy liściaste klimatu umiarkowanego i tropikalne, a także przez *tundrę (wie to każdy w miarę uważający na lekcjach uczeń szkoły podstawowej). Tu kłopoty są dwa - raz, że nie wiadomo, ile są w stanie związać, a więc istnieje ryzyko, że powyżej pewnego poziomu nie dadzą rady, dwa, że jest ich coraz mniej (wszak nie zaprzeczą przeciwnicy, że lasy tropikalne są wycinane). Tak więc osobiscie nie bardzo wierzę w wariant, że "się wyrówna". Chyba, że jednak CO2 będzie mniej.
Tu dochodzimy do podstawy problemu, skąd się bierze CO2. Każda żyjąca istota CO2 produkuje, a część produkuje też w sporych ilościach metan (my też). Tak było zawsze - przynajmniej od pojawienia się zwierząt oddychających tlenem, zwłaszcza dużych przeżuwaczy (od dinozaurów poprzez mamuty na hodowanych masowo krowach kończąc). Tak więc to nie żywe stworzenia go produkują. Z kolei aktywność wulkaniczna obecnie jest mniejsza niż w epoce dinozaurów, gdy temperatura stopniowo sie podnosiła, aż w końcu doszło do globalnej katastrofy. Tak więc wulkany nie. Więc skąd? Jedyna logiczna odpowiedź to człowiek. Człowiek produkujacy i spalający ropę oraz węgiel.
Oczywiście rozwój technologii w XIX i XX wieku przyniósł ludzkości nieprzeliczalne korzyści, a bazą było spalanie. Dziś jednak mamy na tyle rozwinietą technologię, że możemy mniej truć. To tak, jak z wyrębem lasów. Człowiek parę wieków temu mógł nie wpaść na to, że uprawa czegokolwiek na ziemi po wyrębie lasu tropikalnego nie ma najmniejszego sensu, dzis jednak wiedzieć to powinien. To, ze kiedyś robiliśmy niedobrze, nie oznacza, ze możemy robić źle.
Naturalnie jest to kwestia pewnej życiowej filozofii. Fanatyczni działacze nazywający samych siebie ekologami nie należą do mojej bajki - zgodnie z ich logiką ludzkość powinna odżywiac się za pomocą fotosyntezy. Z drugiej strony nie potrafię zrozumieć ludzi, którzy w głowie - jak pisał Tolkien - mają tylko trybiki i maszyny, i przeliczają wszystko na wartość ekonomiczną. Świat uzasadniony ekonomicznie to świat, w którym żyją wyłącznie krowy holenderki i rośnie wyłącznie kukurydza odmiany Żółty Ząb B. Co zresztą w prostej linii prowadzi do katastrofy ekonomicznej (drogi czytelniku, poczytaj o krowach holenderkach, i zastanów się, czy chcesz składać się tylko z kukurydzy, jak Amerykanie, którzy hodują wprawdzie wydajną, ale bardzo ubogą kukurydzę nadającą się tylko do przerobienia na cukier, który trafia w sposób mniej lub bardziej bezpośredni do praktycznie całej żywności, a który ich w końcu zabija). Prawdą jest przecież to, że nikt przy zdrowych zmysłach nie wytnie Puszczy Białowieskiej, by tam posadzić ekonomicznie uzasadnione ziemniaki.
Kompromis jest możliwy. Trzeba między dobrem środowiska, dzięki któremu zyjemy, a dobrem ekonomicznym znaleźć taką drogę, by dało się za 100 lat tu jeszcze zyć. Potrzebna jest przecież prędzej czy później nowa energia, bo ropa i węgiel nie rozmnaża się przez pączkowanie. Alternatywą, której jestem zwolennikiem, jest energia jadrowa - nie ta z Czarnobyla, tylko ta wg. technologii zachodniej. Któregoś dnia będziemy - my, tu, w Polsce - mieli problem z bezrobotnymi górnikami, bo juz nie bedzie czego wydobywać.
Jesli mamy przystąpić do światowych działań na rzecz spowolnienia ocieplania klimatu, to na takich warunkach, byśmy na tym zbytnio nie ucierpieli finansowo. Zgoda, że nałożenie na Polskę ograniczeń spowoduje fatalne spowolnienie gospodarki. Zachód na ograniczenia stać z górką. Musimy więc walczyć o to, by Zachód nam pomógł, choćby Zachodowi - jak USA, które dalej uparcie nie chcą dostrzec, że trują koszmarnie do spółki z Chinami (a przecież to, że inni robią źle, nie usprawiedliwia tego, że my też) - się nie chciało. Ich stać na wiele, nas na guzik z pętelką. Ale od tego są nasi "wspaniali i genialni" politycy, którychśmy samiśmy wybraliśmy.
PS. Polecam lekturę ksiązki prof.Tomasza Umińskiego "Ekologia, środowisko, przyroda" - bardzo przystępna, bardzo interesująca i dajaca do myślenia.
PPS. Tak w ogóle to problem jest duuuuuużo szerszy, bo w naszym pięknym kraju z pięknymi górami Tatrami z dostępem do Morza Bałtyckiego jest problem nawet z segregacją śmieci, a co dopiero z oczyszczalniami ścieków czy filtrami na kominach.
PPPS. Jak coś pominęłam w tym przydługim tekście, to proszę o wybaczenie :P


Komentarze
Pokaż komentarze (39)