
Jolanta Rutowicz polskiego życia newsowego, czyli niejaki Kazimierz M., postanowił napisać list do dziennikarzy. Zaadresowany, nie wiedzieć czemu, do Moniki Olejnik. No więc Jola (pardon, Kazio) pisze tak:
"Jestem silnym człowiekiem, przyzwyczajonym do trudnych warunków. Przeżyłem już silne ataki medialne, gdy byłem premierem, czy później gdy na siłę, beze mnie, a raczej przeciwko mnie szukaliście mi pracy. Przeżyję i to co dziś wyprawia się w mediach z moją osobą, może gorzej zniosą to moi najbliżsi. Zawsze też znajdę swoje miejsce w życiu. Co więcej jestem przekonany, że na końcu zawsze pojawi się prawda i udowodnię, że w każdej z tych spraw racja stoi po mojej stronie."
Ja też jestem swięcie przekonana, że Jola (o, pardon! Kazimierz) znajdzie swoje miejsce. Co to, to tak.
A na poważnie mówiąc, chyba nikt nie wierzy w te brednie, że niby chciał zakończyć sprawę i dlatego dał do Super Ekspresu zdjęcia z narzeczoną. Ten facet już parę razy udowodnił, że jedyne, co można odnaleźć w jego wypowiedziach i działaniach publicznych od dłuższego czasu, to desperacja. Desperacja w powrocie na czołówki i języki.
Marcinkiewiczowi do reszty pomieszało się odgrywanie Dżolanty i polityka. To jest już nudne, ergo: ani słowa wiecej o tym człowieku.
Dlatego, choć nie do mnie waść pisał, odpowiem waści: kończ!!! Jolanta jest tylko jedna.


Komentarze
Pokaż komentarze (24)