Impas związany z debatami, na początku skierował moje myśli na zwykły spór między koalicją antypisowską, a PiS. Sądziłem, że to tylko zagrywka Tusk i świetna, cięta riposta Kaczyńskiego, ale nie sądziłem, że jakakolwiek debata się odbędzie. Wczorajsza dysputa Tuska z Pawlakiem, czyli kto wymieni więcej sukcesów koalicji i bardziej skrytykuje rządy PiS, była zwykłą ustawką, przygotowaną przez panów premierów i Polsat News. Zachowywali się jak stare dobre małżeństwo, unikali tematów niewygodnych, przeczyli sami sobie, czego pewnie nikt nie zauważył i w odpowiedzi machali przecząco głowami, na znak niezgody, choć nic takiego nie miało miejsca i powtarzali słowa poprzednika. Jednak odbiegając od całego tego zamieszania i wojny zaczepnej, można wychwycić prawdziwy problem, na jaki wskazuje sytuacja bez wyjścia, zaistniała wokół debat. Bo nagle okazuje się, że w Polsce nie ma miejsca, w którym szefowie wszystkich partii mogliby się spotkać. Tusk nazywa to „terenem neutralnym”, na którym chciałby się spotkać z Kaczyńskim. Czy taki teren istnieje? Wydaje się, że nie.
Ten podział i okropna polaryzacja, oraz zaprzepaszczenie wśród niektórych sensu polityki, czyli przepychanek ideologicznych, a nie medialnych, słowny i marketingowych, doprowadziły do wyginięcia prawdziwego dziennikarstwa. Nie ma w żadnej telewizji, żadnego redaktora, który swojego materiału nie opatrzyłby komentarzem, manipulacją, opinią etc. Wszystko jest upolitycznione, nawet głupia relacja z obiadu Gilowskiej z Kaczyńskim została, zmodulowana i złożona tak, by wynikło z tego coś głupiego i ośmieszającego Kaczyńskiego. Do telewizji zaprasza się wciąż tych samych demagogów, którzy powtarzają ciągle te same słowa, czasami w innej konfiguracji; przedstawiają swoje opinie, jako prawdy objawione - oni tak mówią, więc tak jest. Denerwuje przy tym ich autorytatywność i ułuda jaką sobie aplikują sądząc, że to właśnie oni są społecznymi autorytetami, którzy rzeźbią odpowiednie poglądy. Nie rzadko to jest na niekorzyść społeczeństwa, bo jest rodzaj prania mózgu i pozbawiania zdolności własnego wyboru. Stronniczość w telewizji jest widoczna, również wektora tej stronniczości nie sposób nie zauważyć. Większość tych najpopularniejszych mediów informacyjnych, oraz programów publicystycznych i informacyjnych, jest przechylona na stronę Platformy, prorządowość, jest widoczna szczególnie w TVN24, reszta jest raczej po prostu antypisowska.
Podobnie jest z prasą, choć tutaj mamy parę wyjątków. Tu wręcz można stworzyć zasadę – powiedz mi co czytasz, a powiem ci kim jesteś. Oczywiście wszystko to odbywa się na podstawie stereotypów i uogólnień, ale jednak podział można wyznaczyć dość prosty. „Polityka” – lewacka; „Wyborcza” – PO; „Newsweek” – antypis, anty IV RP; „Wprost” – PO; „Uważam Rze” – PiS; „Rzepa” – zbyt niszowa, ale raczej PiS; „Gazeta Polska” – smoleńska, antyrządowa. Wiele z tych stereotypów jest krzywdzących i bardzo uogólnionych, ale właśnie te stereotypy i to z czym kojarzy się dany tytuł jest powodem do niemożliwości porozumienia się przykładowo w sprawie debat.
Co z instytutami? Mamy w Polsce, konkretnie w Warszawie dwa walczące ze sobą z oczywistych względów, dwa instytuty, polityczne, ale nieokreślone think-thanki danej partii. Choć z wypowiedzi ich członków, można bez problemu wywnioskować, z której strony oni są. Pierwszy to Instytut Sobieskiego, którym kieruje Paweł Szałamacha. IS jest zbliżony poglądowo i spowinowacony z innych względów z polską prawicą. Nie jest tak do końca to określone, ale kiedy jeden z obecnych ministrów w rządzi Donalda Tuska, zapytany został, czy przyjdzie na serię konferencji „Polska – Wielki projekt” odpowiedział, że on do pisowskich instytutów nie chce chodzić. Tak właśnie elektorat owego ministra otrzymał łatkę instytutu pisowskiego, którą przyczepił tej organizacji. Drugi najbardziej istotny instytut, to Fundacja imienia Stefana Batorego. Ten kierowany jest przez Aleksandra Smolara i Marcina Króla. Ta organizacja analogicznie jest propeowska, na co wskazuje choćby uczestnictwo w tym projekcie Jana Krzysztofa Bieleckiego, Bogdana Borusewicza, Wojciecha Fibaka, który wsparł przecież kandydaturę Komorowskiego. Oba instytuty są więc mocno upartyjnione, czyli w gwarze Tuska nie są „terenem neutralnym”.
Centrum Programowe PiS jako nowy projekt, nie jest obojętne na partyjne względy na pewno, choć może działać rzetelnie i sumiennie, a debaty, czy konferencje tam organizowane mogłyby być dobrym pomysłem. Te „przesłuchania” ministrów, również byłyby odpowiednie i bardzo merytoryczne, gdyby tylko Tusk i jego ministrowie zbytnio się nie bali. Mogliby tam zdać sprawę z tego co im się udało, a czego jeszcze nie dokończyli podczas tej kadencji, więc Tusk de facto odbiera swoim ministrom możliwość podpromowania się i pochwalenia sukcesami. Jednak strach wziął górę.
Trzeba z przykrością stwierdzić, że w Polsce nie istnieje miejsce neutralne, obojętne i niezakwaszone partyjnymi gierkami. W krajach zachodnich, szczególnie w Wielkiej Brytanii takim miejscem może być telewizja publiczna BBC, której żelazny regulamin i kodeks uniemożliwia włączenie w dziennikarstwo swoich własnych ambicji i opinii. W Polsce natomiast z każdymi wyborami zmienia się układ sił w TVP. Wszystkie instytucje, telewizje, radia, gazety podlegają ocenie ludzi i polityków, które tworzone są również na podstawie stereotypów, nie zawsze prawdziwych, ale mających kluczowe znaczenie w wyborze, przykładowo miejsca do debatowania. Więc rację ma zarówno Tusk, jak i Kaczyński, nie zgadzając się na debaty, bo im sprzyjające media są dla nich obiektywne, ale te z klanu partii przeciwnej to zło, który chce ośmieszać i opluwać. Potrzebna jest w Polsce instytucja obiektywna, rozliczająca rząd, ale i rozliczająca opozycję, taka, której nie będą się bali liderzy głównych partii, w której możliwe będzie zorganizowanie debaty. W normalnym kraju, taką instytucja powinny być media, ale jako spójne ciało, a podzielenie się tematami przez tytuły prasowe i telewizje jest błędne. Bo to prowadzi do takiej stagnacji i niemocy rozmowy jaką obserwujemy. Wszystko to jest między innymi spowodowane włączaniem w pracę mediów politycznych ambicji.



Komentarze
Pokaż komentarze (18)