9 obserwujących
33 notki
42k odsłony
  1551   1

Idiokracja postępująca?

Kilkanaście dni temu zamieściłem notatkę „Dlaczego Open Source się nie przyjęło?”, w której wyraźnie zasugerowałem potrzebę opierania całej administracji rządowej na rozwiązaniach „otwartych” (dostępnych z „wolną” licencją typu GPL i pełnym kodem źródłowym, jak również działających z dobrze udokumentowanymi standardami danych).

W notatce zacząłem od próby oszacowania kosztu systemu obsługującego informacje o PESEL, potem napisałem „ileś razy próbowano zastąpić rozwiązania Microsoftu przez Open Source w administracji (w Monachium i chyba kilku innych miejscach)”, wspomniałem o moich wysiłkach związanych z kodyfikacją prawa z użyciem XML, dodałem podsumowanie, że w obecnej sytuacji mamy za dużo nowego prawa (od 1989 dodano szacunkowo 420 tysięcy stron) i tak naprawdę głównie chodzi o wykonywanie biurokracji dla samej biurokracji (a więc nikt nie będzie nawet zainteresowany, żeby zrobić coś raz, a dobrze, i potem już tylko patrzyć z zadowoleniem, że wszystko działa jak należy).

I co z tego wyszło?

Pozwolę sobie zacytować fragmenty komentarzy: „Ale gdzie (Open Source) się nie przyjęło? Na desktopach?”, „Słyszał o linuxie? (…) uzywam do pracy (programowanie) + na nim wiele innych narzedzi open source. Słyszał o githubie?”, „Czy byłby Pan tak uprzejmy usunąć oprogramowanie na wolnych licencjach z (…) domowego routera? Z telewizora SMART? Ze smartphonów i tabletów z Androidem? Z Ipada, czy Iphona?”.

Co jest dla mnie ważne – albo mam problem z pisaniem (stary widocznie się robię), albo mamy coraz większy problem z czytaniem ze zrozumieniem (patrzymy na nagłówek, przeskakujemy treść, coś tam komentujemy i biegniemy dalej).

Przyznam się w tym miejscu bez bicia, że od pewnego czasu nie jestem połączony z administracją w Polsce, ale… z doniesień tu i tam wynika, że chyba niewiele się zmieniło przez ostatnie lata.

Z Open Source za to jestem związany od wielu lat (od ok. 2000 roku pisanie aplikacji, które potem włączono do oficjalnych repo Ubuntu i wielu innych dystrybucji; commity do Chrome, repo na GitHub, i inne) i oczywiście zgadzam się, że w pewnych niszach takie oprogramowanie jest jedyną słuszną podstawą i w firmach bardzo technologicznych (np. Google) nic by bez niego nie powstało. Zgadzam się też, że w konkretnych urządzeniach stosuje się jego bardzo okaleczoną wersję (to, w jaki sposób Google poprowadziło projekt Androida, woła o pomstę do nieba)… jednakże fakt faktem, że w wielu innych obszarach (desktopy w domach czy różne projekty rządowe) to nadal margines, i żadne zaklinanie rzeczywistości tego nie zmieni.

Pewne fragmenty komentarzy od czytelników sugerują zresztą brak wiedzy („Windows do tej pory bazuje na systemie DOS, który bazował na systemie UNIX”). Windows NT nie uruchamia jądra MS-DOS jak Windows 9x czy ME (do aplikacji DOS ma oddzielny podsystem NTVDM i ten z oryginalnym DOS ma raczej niewiele wspólnego), można w nim spokojnie przestać używać elementów DOS-owych (np. mieć zawsze partycje NTFS, wyłączyć generowanie krótkich nazw plików, itp.), dodatkowo MS-DOS wywodzi się z QDOS, a ten z UNIX-ami czy standardami POSIX też ma raczej niewiele wspólnego (nawiasem mówiąc Microsoft miał w latach 80-tych UNIX-a o nazwie XENIX).

Ktoś w tym momencie powie, że przecież nie każdy jest informatykiem, i nie musi być posiadaczem wiedzy wszelakiej i tajemnej. Zgoda, tylko jak to możliwe, że kiedyś każdy szanujący się człowiek starał się zdobyć podstawowe informacje z wielu dziedzin? Rozumiem, że nie zawsze można coś wiedzieć i umieć (przykładowo, czasy wymiany oleju pod blokiem dawno minęły), że nie zawsze można coś robić w praktyce (np. sam wolę oddać zmiany w instalacji elektrycznej komuś z uprawnieniami, bo jest to po prostu zdrowsze i bezpieczniejsze), ale… jeśli się coś pisze, to wypadałoby to robić, bazując na konkretnej podstawie.

Czasami cała obecna rzeczywistość mocno przypomina mi film z 2006 o wdzięcznej nazwie „Idiokracja”. Nie chcę oczywiście nikogo obrażać, ale w obecnej cywilizacji „zachodu” widoczne jest stopniowe zastępowanie mądrości głupotą. Częściowo można tu wskazywać na efekt myszy Calhouna (kto nie wie, niech sobie poczyta), częściowo winne jest to, że tzw. pustaki mają wiele sposobów dotarcia do szerokiej publiczności, a częściowo to, że korporacje i rządy uważają, że ludziom głupszym łatwiej jest wszystko wcisnąć.

Odejdźmy jednak od teorii spiskowych i tego na ile obecna pandemia to pandemia, i skupmy wyłącznie na odpowiedzi na dwa proste pytania: kiedy mniej więcej w najbardziej popularnych rozwiązaniach IT zaczęto otwarcie propagować debilizm i kiedy mniej więcej zobaczyliśmy najczarniejszą twarz sieci społecznościowych?

Powiedziałbym, że pewne niepokojące trendy w designie pojawiły się około 2012 roku (Windows 8 w 2012, iOS 7 w 2013, MacOS Yosemite w 2014), a jeżeli zaś chodzi o Cambridge Analytica, to wykonali swój ruch w 2013.

Lubię to! Skomentuj17 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Technologie