9 obserwujących
32 notki
41k odsłon
  923   0

W poszukiwaniu urządzenia doskonałego… o HyperBooku L14, zarabianiu firm i innych rzeczach

Pierwszy „Pecet” w moim domu rodzinnym miał procesor 386SX, dysk 60MB i 4MB RAM. Później pracowałem na lepszym i gorszym sprzęcie. Bardzo dużym skokiem naprzód okazały się laptopy z układami Core Duo. Z perspektywy lat dobrze wspominam też Pentium MMX 166Mhz, nieźle Celerony, zaś średnio Pentium IV. Co ciekawe, oryginalny IBM PC z procesorem 4,77Mhz nie wzbudził we mnie większych emocji, może poza szacunkiem i podziwem, że zapoczątkował powstanie tak wielkiej rodziny sprzętu. I tak można sobie wymieniać w nieskończoność. Przez lata wiele się zmieniło, natomiast pozostał jeden wspólny mianownik - kolejne urządzenia obsługiwał ten sam operator, czyli ja we własnej skromnej osobie. Nadal mam te same oczy, uszy i ręce (OK, są starsze i może trochę bardziej zużyte), i choć jestem inny przez lata, to nadal szukam tego samego - w swoich różnych blogach od zawsze próbowałem patrzyć przede na kwestię przydatności oprogramowania / sprzętu do konkretnych zadań, czyli m.in. oceniałem ich efektywność i wpływ na człowieka.

Jeśli spojrzeć na ostatnie lata, to w 2019 recenzowałem jedną z płyt ITX z procesorem Ryzen 3950x (sprzęt przy obciążeniu działał zawsze na granicy możliwości termicznych, i winny był sposób chłodzenia, ale i rozwiązania AMD, które pomimo niewątpliwych zalet nie są idealne), znowu pisałem o monitorach, itd. itd., a w 2020 i 2021 zająłem się poszukiwaniem taniego sprzętu do pisania (po przeszukaniu oferty Dell, HP, Lenovo i kilku innych producentów zwróciłem uwagę na rozwiązania niszowe, potem na Mediona, Acera, a na końcu na Hyperbooka L14).

Myślę, że większość z nas już ma wystarczająco dużo sprzętu komputerowego w domu i najczęściej nie czuje potrzeby jego wymiany, z drugiej strony różne elementy związane z komputerami są dosłownie wszędzie (i rynek wchłonie każdą ich ilość). Konkurencja jest tu coraz bardziej zabójcza, a zmniejszanie wymiarów prowadzi do niebotycznego zwiększania kosztów.

To powoduje kilka rzeczy – producenci z reguły stosują metodę małych kroczków i próbują przekonać nas do zmian coraz bardziej wyrafinowanymi sztuczkami (niestety, ale w tym kierunku wydaje się też iść Microsoft), ewentualnie wprowadzają do sprzedaży produkty gorsze niż wcześniej (dyski SSD z niższym TBW czy bez pamięci cache), bo te i tak są wystarczające albo się sprzedadzą. Rewolucje pojawiają się wyłącznie wtedy, gdy ktoś doszedł do ściany. Tak było z AMD i ich procesorami (Ryzen pojawił się wyłącznie dlatego, bo starsze modele nie sprzedawały się wystarczająco dobrze), tak było też z Apple (wieść niesie, że mieli za dużo problemów technicznych z Intelem).

Myślę, że przekraczamy punkt, w którym na rynku będzie coraz bardziej wyraźny podział na serie profesjonalne (np. dyski SSD do serwerów za niebotyczne pieniądze) i domowe, w których wyraźnie zaczniemy się cofać (np. pojawi się coraz więcej pasywnie chłodzonych laptopów z tanimi 2-rdzeniowymi CPU). Nie będzie nic pośrodku, ewentualnie to coś pośrodku będzie miało ograniczenia typu reklamy, których nie można wyłączyć (albo mocne throttlowanie). Przewiduję takie zjawiska jest pakowanie coraz bardziej męczących wzrok ekranów (kiepskie powłoki matowe, mruganie, itp.) czy irytujących wentylatorów, a przedsmak regresu daje np. obecny Acer Swift 1 (obecny wariant w stosunku do modelu z 2019 ma m.in. 30% mniej czasu pracy na baterii i mniej złącz).

Czy w tej sytuacji można wierzyć zapewnieniom niebieskich o rewolucyjnej 12 generacji? Testy pokażą. Jeżeli ich procesory (albo kompletne SoC) będą bardziej energooszczędne w trybie idle, to być może będzie to stanowiło przesłankę do ich wymiany. Tylko, że… tego bym nie oczekiwał po firmie, która przez lata miała problem z jednym wstydliwym drobiazgiem. Jeśli spojrzeć na zużycie energii w trybie standby w systemach z Pentium N5000 (tutaj znów Acer Swift 1) i systemach z „pełnymi” procesorami, to te ostatnie mają co najmniej 2x większe wartości, i śmiem wątpić, że chodzi wyłącznie o pamięć DRAM (bardziej skłaniałbym się ku temu, że winne jest „nieinwazyjne” rozwiązanie Intel ME).

Wróćmy jednak do osoby operatora sprzętu. Ten tekst piszę z Hyperbooka z Samsungiem 980. Siedzę i co chwilę naciskam klawisz, na ekranie pojawia się literka, od czasu do czasu może sprawdzone jest jakieś słowo w słowniku, i tyle… Tu faktycznie nie potrzeba Ghz czy GB, jak ktoś słusznie zauważył.

Jeżeli porównać ten laptop z moim dawnym zestawem z Pentium MMX, to jest mniejszy, bezgłośny (o tym za chwilę) i bez gniazdka działa nawet do 30h. Możliwe, że nie proponowałbym tego sprzętu do wszystkich krytycznych zastosowań biznesowych (brak czytnika kart chipowych, do tego model biznesowy Clevo polegający na tym, że informacje i uaktualnienia BIOS dostępne są wyłącznie przez resellerów). Ale do zastosowań domowych i półprofesjonalnych? Po prostu rewelacja (i w sumie chyba nie chciałbym wracać do Pentiuma sprzed lat, bo choć mam do niego pewien sentyment jak do starej motoryzacji, to uważam, że jego miejsce jest w muzeum).

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Technologie