15 obserwujących
63 notki
74k odsłony
  834   0

Bohaterowie nie potrzebują błysków fleszy - przychodzą w bólu i ciszy.

„Wszyscy” się „ekscytują” Rotą pewnej jasnowłosej gwiazdki polskiej polityki, tymczasem tego samego dnia miała miejsce premiera, i to premiera nie byle jaka, bo dotycząca systemu, który ma ambicję być przeciwwagą dla Windows.

Panie i panowie, Ubuntu pokazało się w wersji 21.10, nie chcę jednak zanudzać suchymi numerkami (które mamy jądro, które Gnome, o ile ma być lepsza kompresja pakietów, etc.), tylko na podstawie kilku maszyn podam kilka twardych faktów dotyczących instalacji (żeby nie było smutno, to jeszcze dodam coś ze świata Windows).

Zestaw 1 – laptop

Maszyna została skonfigurowana mniej więcej zgodnie z ustawieniami z notki „Producent / sprzedawca (obecnie) mówią o 20h na baterii, ja mam nawet prawie 36h”. Po podłączeniu do internetu pokazała się informacja o nowej wersji systemu. Wyraziłem zgodę na jej instalację. W trakcie zostałem poproszony o zaakceptowanie nowej wersji trzech plików konfiguracyjnych, potem jednak pojawiły się błędy związane z kilkoma pakietami:

image

zostałem też uraczony sprzecznymi informacjami:

image

image

Po restarcie okazało się, że nowe jądro 5.13 pokazuje tzw. kernel panic, a po wystartowaniu jądra 5.11 z Ubuntu 21.04 mam co prawda system w wersji 21.10, ale z kilkoma błędami czy tez zmianami (z Waylanda musiałem ręcznie przełączyć na X11, ręcznie wybrać profil graficzny w Settings i ręcznie przestawić kolory w terminalu). Teoretycznie wszystko było OK, ale…

sudo apt-get upgrade

sypało błędami, z których zwłaszcza jeden (No space left on device) był zastanawiający. Po drobnej komplementacji dwukrotnie zwiększyłem obszary na katalogi /tmp i /var/tmp w RAM (z 512MB na 1GB) i ponowiłem próbę z apt-get, po restarcie wyczyściłem dysk:

sudo apt-get clean
sudo apt-get autoremove
snap list --all | awk '/disabled/{print $1, $3}' |
    while read snapname revision; do
        sudo snap remove "$snapname" --revision="$revision"
    done

i na koniec przywróciłem zawartość plików konfiguracyjnych i wyłączyłem usługę cups.

Nudy.

Ilość zajętego miejsca zmieniła się z 11479660 na 11711596 (mamy mniej więcej 230MB więcej), a ilość zapisów na dysku wzrosła z 66,8GB na 77,2GB (wzrost o 10,4GB).

Zestaw 2 - stacjonarny

Potrzebny był jeden nadwymiarowy restart (kwestia sprzętowa), ale wszystko poszło jak należy. Miejsca na dysku po wyczyszczeniu pakietów nawet przybyło (zwolniło się ok. 1,784GB), wskaźnik zapisów dysku przed i po pokazywał 13,2TB.

Nudy.

Zestaw 3 – laptop


Dokonano uaktualnienia Windows 10 21H1 (zwykła miesięcznica) - ilość zapisów z 15839GB / 15.468TB zmieniła się 15854GB / 15.482TB (zapisano 15GB, trzeba pamiętać, że oddzielnie trzeba jeszcze uaktualnić chociażby pakiet Office).

Microsoft nie proponował tu Windows 11.

Nudy, nudy, nudy.

Zestaw 4 – laptop

Sprzęt mniej więcej z tym samym zestawem aplikacji co zestaw 1 (system operacyjny, przeglądarka, pakiet biurowy). Na dysku zajęte ok. 32GB.

Tu wgrano poprawki z dwóch czy trzech miesięcy. Zapisano mniej więcej 19GB i zajęto dodatkowo ok. 1 GB (nie uruchamiałem procedury usuwania plików z dysku).

Microsoft nie proponował tu Windows 11.

Też jakoś smutno.

Podsumowanie

Duża część branży IT żyje oczywiście systemem Windows, który podobnie jak kot ma siedem żyć i właśnie pokazał się w wersji pośmiertnej (po świecie krążyła informacja, że Windows 10 będzie ostatnią inkarnacją okienek, i że pod koniec 2021 pojawi się dramatycznie graficznie odmienione wydanie, tymczasem Microsoft spłatał wszystkim figla i wydał całość jako Windows 11).

Rozwiązanie już od pierwszych chwil wydawało się przygotowane pospiesznie i na kolanie:


  1. są mocne niejasności związane z wymaganiami sprzętowymi (w niektórych scenariuszach takie, w innych być może inne, do tego zmieniały się w kolejnych dniach, a odpowiednia aplikacja Microsoft i Windows Update potrafiły pokazywać sprzeczne zeznania)
  2. mamy udostępnianie falami podobnie jak w niesławnej Viście (ludzie już spekulują, że w wyliczance „co drugi Windows jest dobry” ten system będzie stał na pozycji „zły jak diabli”)
  3. wirtualizacja podobno ogranicza wydajność aż o 15% (podobno czasem można ją wyłączyć)
  4. są błędy związane z procesorami Ryzen -  pierwsze doniesienia mówiły nawet o utracie 15% wydajności, o opóźnieniach pamięci L3 do ok. 17ns, które zwiększyły się z październikowymi poprawkami Microsoft nawet do ok. 32ns (ciekawe, że podobnych problemów nie ma przy Intelu - czy jest to sabotaż AMD w białych rękawiczkach? Ciekawe, że dzisiaj przeczytałem o tym jak to Microsoft 20 lat temu wyprodukował prototypy XBOX na układach AMD, na prezentację zaprosił inżynierów AMD i dopiero wtedy ogłosił, że wybiera Intela)
  5. są niejasności związane z poprawkami bezpieczeństwa dla „niewspieranych” konfiguracji

System jest absurdalnie przerośnięty i wydaje się burzyć to, co w Windows było od lat (jednakże pod maską tak naprawdę niewiele się zmieniło, i mamy chociażby zalecenia, żeby klucze Rejestru nie używały różnych literek). Nie chcę oczywiście nawiązywać do narodowości CEO Microsoftu, ale… czy nie przypomina to coraz bardziej filmów z Bollywood?

Tak wygląda jedna strona barykady. A druga? Chciałoby się powiedzieć, że na zachodzie bez zmian (choć tu coś nowego, tam zmienionego, ale każdy się odnajdzie), ale z drugiej strony Phoronix zrobił kilka testów i pokazał w nich, jak w ostatnim czasie zmieniła się wydajność. Wyszło, że co nieco widać:

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Technologie