18 obserwujących
102 notki
130k odsłon
  2026   0

Ubuntu 22.04 to (u mnie?) na razie porażka, czyli beznadziejna walka o każdy mW energii

- To wybór między dżumą i cholerą. – Takie opinie można było spotkać na temat niedzielnych wyborów we Francji, i tak się czasami czuję, gdy muszę wybrać jakiś sprzęt komputerowy.

Reklamy i zapewnienia producentów często wyglądają tak samo poważnie jak wynurzenia pewnego dyktatora (wielokrotnie wspominałem o tym na swoich blogach), a nawet proste zakupy mogą się zamieniać w coś takiego:


Dla tych, którzy nie znają historii - przez pewien czas szukałem sprzętu do pisania tekstów. Ważne były następujące kwestie:

  • duża bateria, matowy ekran,
  • (w przypadku tabletów) wodoszczelność i obsługa rysika,
  • (w przypadku laptopów) rozkładanie na płasko, dobra klawiatura, brak kratek od dołu, w miarę możliwości czarna obudowa i cisza.

Rozważałem mocno Macbook Air, ale ten nie miał / nie ma matowego ekranu (a ładnej folii nie namierzyłem). Gdy nie znalazłem nic w świecie ARM (odpadły np. kadłubki, w które wkłada się telefony, a one poprzez Samsung DEX pozwalają używać zewnętrznej klawiatury, touchpada i ekranu), przetestowałem następujące urządzenia: Medion Akoya E4251, Acer Swift 1 SF114-32 i HyperBook L14 / Clevo L140MU (szczegółowe opisy można znaleźć w moich wcześniejszych wpisach blogowych).

Teoretycznie sprawa energii jest prosta - uruchamiamy edytor, raz na jakiś czas naciskamy klawisz, wywoływane jest przerwanie, i sprzęt / oprogramowanie wykonują związaną z tym akcję (np. pokazanie tekstu), a w pozostałym czasie nic nie musi być robione (na dobrą sprawę wystarczy tylko, że włączony jest ekran, i pamięć RAM)

Na popularnym sprzęcie sprawy nie są takie oczywiste – w tle pracuje ileś procesów, a nie tylko edytor (powodują one, że elementy zestawu nie przechodzą w stan uśpienia), dodatkowo często nie możemy odciąć zasilania od niepotrzebnych elementów (np. cały czas pracuje USB).

Wszystko komplikuje też fakt, że popularne x86 nie było projektowane pod kątem oszczędności i bezpieczeństwa – na początku wszystkie elementy działały cały czas z pełną prędkością, a dokładanie klocków związanych z separacją procesów spowodowało, że procesor (mówiąc kolokwialnie) się nie nudzi.

Czy sprawa jest więc beznadziejna? I jakie punkty są najważniejsze?

Duża bateria i energooszczędne podzespoły

Propozycja Clevo przy 14 calach jako jedyna na rynku na baterię 73Wh i matowy ekran o obniżonym zużyciu energii.

Sprawa procesora to rzeczywiście problem – gdybym mógł, uciekłbym od x86 (od tych wszystkich konstrukcji z Intel ME i innymi podobnymi potworkami) albo wybrałbym AMD, gdyż ten dostępny jest w 7nm i wydaje się mieć o niebo lepiej zaprojektowany sposób wykonywania rozkazów (notebookcheck.net już potwierdza, że w przypadku 12-generacji Intela nowe maszyny będą mieć krótsze czasy działania na baterii, gdyż Intel stara się dogonić AMD w kwestii wydajności, a ze swoją technologią może to osiągnąć wyłącznie przez podbijanie TDP).

Ogólnie mówiąc wybór pomiędzy Intelem i AMD jest jak wspomniany wybór między dżumą i cholerą (nie chcę iść w teorie spiskowe, ale np. MSI nowy model z Ryzenem zrobiło znacznie gorzej niż stary, do tego obecne x86 ze względu na stopień skomplikowania jest „defective by design”, i szczerze mówiąc ciekawe byłoby zobaczyć, jak wyglądałaby sytuacja, gdyby wziąć stare, bardzo proste projekty z niewielką ilością tranzystorów, i zaimplementować je w 7nm).

Skoro jednak to się kocha, co się lubi, i to się lubi, co się ma: wspomniane laptopy Clevo występowały z procesorem Intela 10 generacji (L14xCU), procesorem Intela 11 generacji (L14xMU), będą też sprzedawane z 12 generacją (L14xPU). Pierwsze dwa w testach notebookcheck.net w trybie bezczynności osiągały odpowiednio 4,6W i 2,9W – na tej podstawie kupiłem egzemplarz z jedenastką (u polskiego dostawcy Hyperbook).

Przy dysku myślałem mocno o Hynix Gold P31, ostatecznie jednak zmuszony byłem wybrać Samsunga.

RAM jest wlutowany – nie lubię tego rozwiązania, ale 8GB jest aż nadto wystarczające, do tego to chyba LPDDR (nie jestem pewien).

Wsparcie OS dla oszczędzania energii i jak najmniejsza ilość procesów w tle

Co do OS, to znów poniekąd wybór na rynku nie rozpieszcza – mamy albo Windows z jego rozpasaniem, albo coś linuksowego (czy mówiłem coś o dżumie i innych chorobach?), reszta to raczej oryginalne wynalazki.

Do swoich eksperymentów wybrałem Ubuntu – uznałem, sprzęt ma pracować na siebie, a ja jednak nie mam zamiaru się w nim grzebać (ponieważ to jednak Linux,  pewne opcje konfiguracji pozostają).

Z perspektywy czasu stwierdzam, że do ostatniego czwartku to był niezły wybór – napisałem nawet większy tekst o tym, jak ustawić Ubuntu 21.10, żeby:

  • zapisywało mało danych na dysku
  • limitowało TDP i prędkość procesora (fabryczne limity Clevo były dosyć absurdalne)
  • limitowało TDP i prędkość karty graficznej
  • przynajmniej programowo wyłączało kamerę

Ubuntu 22.04 niestety nie wzbudza już takiego entuzjazmu – obciążenie procesora nie jest drastyczne (nie mam nagle 100%), ale nawet w trybie bezczynności zdarzają się piki 20%, dodatkowo procesy związane z Gnome i Xorg cały czas coś robią (jest to obciążenie rzędu 1%), w tle pojawiają się też elementy związane ze snap, uaktualnieniami, itp.

Lubię to! Skomentuj25 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Technologie