16 obserwujących
126 notek
166k odsłon
  424   0

„Ktoś” zauważył, że bylejakość dotyka wszystkich, a komputery to nie święte krowy.

Dawno temu, gdy rozpoczynałem przygodę ze sprzętem komputerowym, był on bezgłośny (brak jakiegokolwiek aktywnego chłodzenia), ale podłączany do zwykłego telewizora CRT (promieniowanie, nieostrość obrazu, czasem lekkie drżenie z uwagi na jego pełną analogowość).

Tamte telewizory poniekąd miały w sobie różne niebezpieczne elementy (kto pamięta Rubiny, które paliły się szczególnie przy niedostatecznej wentylacji w meblościankach?):


Potem zły wpływ maszyn na człowieka w domach się zmniejszył (monitory CRT z odświeżaniem 100Hz i filtrami), ale i zwiększył (głośne wiatraczki w zasilaczu, piszczące dyski, warczące stacje dyskietek, mechaniczne klawiatury, i wreszcie aktywne chłodzenie niskiej jakości na kartach graficznych i CPU).

Pewnym rozwiązaniem na część bolączek okazało się przejście na używanie telefonów, tabletów, dysków SSD, jak również częściowo laptopów… ale maszyny poniekąd zdominowały nasze życie, i obecnie warczące brzydactwa spotykamy na każdym kroku, a nawet najnowsze i najlepsze ekrany LCD i Amoled potrafią męczyć wzrok bardziej niż stare CRT.

I tu nagle pojawia się osoba pisząca dla jednego z bardziej znanych serwisów w Polsce, i ze zdumieniem odkrywa, że praktycznie każdy laptop z Windows (nawet, gdy nic nie robimy) atakuje nas swoim szumem swojego wiatraczka (zostało to porównane do MacBooka Air, który takowego szkodliwego elementu nie zawiera).

Zamyśliłem się.

Pisałem o tym, jak sobie sobie całkiem sprytnie ustawić Della Precisiona (przynajmniej trochę starsze modele), i włączać tenże szumiący element tylko wtedy, gdy temperatura naprawdę wzrasta… ale to ma sens tylko wtedy, gdy założymy kaganiec na Windows i wyłączymy te wszystkie optymalizatory, schedulery, i inne cyrkowe rzeczy, które wymuszają stałą pracę CPU na wyższych obrotach. Rozwiązanie zmniejsza problem, choć go nie eliminuje – jeśli mamy CPU z TDP 45W i więcej, i mocną kartę graficzną, to kiedyś trzeba je jednak przewietrzyć (załóżmy, że laptop nie jest z tych 2mm grubości, i układ chłodzenia coś daje).

MacBook Air to oczywiście zacna pod względem hałasu maszyna (pod kilkoma innymi też), ale… nie można jej polecać z czystym sumieniem choćby dlatego, bo atakuje co bardziej wrażliwe oczy szkodliwymi odblaskami.

Rozwiązaniem alternatywnym są oczywiście wspomniane telefony, tablety, może nieliczne urządzenia stacjonarne z TDP 65W (gdzie można uświadczyć pasywne chłodzenie), ewentualnie maszyny z tanimi procesorkami pokroju Pentium N (zasadniczo chyba wszystkie ekrany w tej klasie wołają o pomstę do nieba), obniżanie TDP procesorów/używanie rozwiązań podobnych do opisanego przeze mnie (własna mapa obrotów wentylatora), albo wymiana Windows na coś innego… przykładowo piszę ten tekst z L14 (wyrób Clevo brandowany przez Hyperbooka) i przy operacjach typowych wentylator nie musi się włączać.

Tak naprawdę dochodzimy w tym momencie do podstawowego pytania – ile z mocy obliczeniowej tak naprawdę wykorzystujemy? I ile z niej marnujemy używając jedynego słusznego Windows?

Jak pokazał eksperyment Linusa, sprzęt z 2012 nawet w dzisiejszych czasach może być aż nadto wystarczający:


Samo Apple nie do końca bywa przyjazne dla użytkownika, a ekrany z odblaskami albo (oczywiście bez informowania użytkownika) wstawianie zupełnie innej klasy chłodzenia w trochę tańszym wariancie urządzenia jest po prostu żałosne (jeden wentylator zamiast dwóch musi chodzić więcej czy szybciej).

Myślę, że dożyliśmy czasu, gdy będzie coraz bardziej liczyło się zmniejszanie mocy obliczeniowej (to znaczy teoretycznie będziemy mieć więcej wydajności w przeliczeniu na jeden zużywany watt, w praktyce w wielu wypadkach dostaniemy dostaniemy głównie odgrzewane kotlety, w których ograniczono zużywaną moc).

Kupowanie sprzętu przestało być celem samym w sobie, a większość przechwałek i historii z tym związanych można traktować w kategorii „stary! Moja bryka teoretycznie wyciąga 3,9s… jak jej zdejmę kaganiec, a pogoda będzie sprzyjała” (w obu przypadkach zakładam, że działamy jak ludzie inteligentni, a nie bezmyślna masa, która się daje marketingowi)

Przyszłość należy do rozwiązań, które rzeczywiście służą człowiekowi, i wnoszą faktyczną wartość dodaną. A te nowe wspaniałe modele należy oceniać wyłącznie z chłodną głową… tym bardziej, że przedstawiciele każdego z producentów zawsze powiedzą, że ich produkty są absolutnie niezbędne i najlepsze.

A żeby nie szukać daleko: niektóre serwisy ostatnio dziwiły się, że w pewnych modelach tańsza konfiguracja jest szybsza niż droższa (np. https://spidersweb.pl/2022/05/core-i5-kontra-core-i7-alder-lake.html). Wyjaśnienie tutaj jest proste - intelowe układy są daleko jeśli chodzi o energooszczędność, i na papierze lepszy model zbyt szybko dochodzi do swoich limitów, i musi zwalniać (a ten "gorszy" działa dłużej z pełną prędkością).

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Technologie