16 obserwujących
111 notek
141k odsłon
  968   0

Wyjaśnijmy kilka rzeczy, czyli odrzućmy nowomowę i zobaczmy, co jest epokowe

Urodziłem się w kraju, w którym nie zbudowano tak wielkich rzeczy jak promy kosmiczne czy lotniskowce (sam też nie stworzyłem czegoś podobnego), mimo to chciałbym podjąć się oceny, co możemy uznać za rzecz istotną, a co jest zwykłą wydmuszką.


W wielkim skrócie tak wyglądają „nowoczesnych” ludzi rozmowy. Rzeczy proste, znane od lat, ubierane są w słowa skomplikowane, i egzotycznie brzmiące. Robią to zwłaszcza ci, którzy nie mają zbyt dużo do powiedzenia (nie znający tematu, marketingowcy albo… politycy - i tak np. ostatnio słyszałem o postulacie, żeby „zrekalibrować” wolność słowa, a powiedziała to pewna australijska komisarz).

A jak to się ma do IT?

W kontekście nowych produktów często mówi się o nowej, lepszej ekonomii. I tak dużo z tego widać było przy kryptowalutach, które (cóż za zaskoczenie) okazały się bańką finansową. Ich idea jest poniekąd ciekawa. Z powietrza kreujemy liczby, które potem pełnią rolę umownego środka płatniczego. Rekiny wyczuły krew. Mieliśmy już spekulacje, i tworzenie ogromnych farm kart graficznych (zużycie energii i krzemu), mamy zakusy rządów, żeby wprowadzić oficjalne „pieniądze” na tym oparte.

Czy to zmieniło świat? Czy spowodowało, że wszyscy inaczej żyją? Chyba nie. A czy zmieni? Raczej nie wtedy, gdy transakcje nie są anonimowe (a do tego dąży się przy elektronicznej walucie).

Może więc rewolucją jest internet i szyfrowanie? Tak, to na pewno gigantyczna nowa jakość. I choć obecnie w oczy kłuje monotematyczność przeglądarek, przeładowanie reklamami czy złośliwymi skryptami, jak również obecność słabych treści zamiast czegoś wartościowego, to cudem jest możliwość przejrzenia jakiegoś rozkładu, wyszukania przepisu, czy poczytania czyjegoś felietonu. Jest to śmietnik, ale poniekąd cudowny śmietnik. I choć politycy mają zakusy na jego regulację, to poniekąd ciężko uwierzyć w to, że im się uda. Z ciemnych stron wymienić można chyba trzy rzeczy. I tak pamiętam jak swego czasu mówiono dużo o tworzeniu standardów, które automatycznie klasyfikowałyby treści (a skończyło się na tym, co mamy). Można tu narzekać na marnotrawienie energii, czy dostępność treści niemoralnych, ewentualnie na to, że jak coś się tu doda, to nigdy nie ginie, ale mimo wszystko… bez internetu świat był gorszy.

Myślę, że podobnie ważnym kamieniem milowym okazało się p2p, które poniekąd odsłoniło skłonność ludzi do dzielenia się. I nie chciałbym w tym momencie rozpoczynać dyskusji o prawach autorskich, kradzieży, stratach, ale prawda jest taka, że w dniu dzisiejszym wielu filmów nie ma w pierwszym obiegu.

A komórki? Niewątpliwie. Zmieniły wszystko na lepsze, i gorsze. Lepsza jest nasza dostępność, a gorsza… właśnie dostępność (i możliwość śledzenia), że o podejrzeniach o raka nie wspomnę (to był poniekąd główny argument przeciw 5G).

A sprzęt komputerowy w ogóle? Jeśli spojrzymy całościowo, to na pewno. Ale… jeśli mówimy o ostatnich latach, to już niekoniecznie. Już wyjaśniam. Gdy byłem mały, można było kupić takie komputery jak na wideo poniżej


Dzisiaj, po pewnym ich doposażeniu, można nawet „oglądać” na nich wideo (proszę to stwierdzenie potraktować z bardzo dużym przymrużeniem oka).

W tamtych czasach praktycznie każda nowa konstrukcja czy generacja coś wnosiła. I tak 8-bitowce czy 16-bitowce dawały możliwość zobaczenia, jak ta technika komputerowa wygląda. Część z nich była robiona z odpadów (np. ZX-Spectrum 16 miało kości pamięci z odrzutów)… ale była. Mieliśmy coraz więcej głosów, coraz więcej bitów, bajtów, i to rzeczywiście dawało się odczuć (pamiętam, jakim komfortem była przesiadka z XT na 386SX, a z niego na 486 albo Pentium).

Gdy mówimy o PC, to na początku były mocno siermiężne, ale przynajmniej pozwalały na dowolną konfigurację. Chcieliśmy dysk twardy? Wystarczyło wstawić kontroler, i napęd. Napęd dyskietek? Odpowiednia karta, i można było działać. Inna karta graficzna? Jak najbardziej.

Sprzedawanie i produkowanie kolejnych generacji spowodowało, że mieliśmy ochotę na więcej. Sprzęt stawał się coraz lepszy, aż w końcu dorósł, zszedł z piedestału, stał się codziennością nawet dla tych, którzy robia słit focie.

Niestety jest też czarna strona tego procesu – coraz więcej elementów jest zintegrowanych, i tworzonych przez bardzo wyspecjalizowane firmy, które muszą poświęcić na to ogromne pieniądze. I tak jak kiedyś można było dowolnie żonglować dodatkami, tak teraz praktycznie zawsze mamy masę potrzebnych, i niepotrzebnych elementów.

Producenci nie kryją się np. z parowaniem (części z Macbooka Pro z M2 fizycznie pasują do M1, ale nie działają, podobnie jest z dyskami z MacStudio, procesorami Ryzen w różnych konstrukcjach Lenovo i wieloma innymi rzeczami).

O części problemów w ogóle się wspomina, bo tak się do nich przyzwyczailiśmy. I tak w każdym systemie z procesorami Intela mamy cały czas działający system oparty na ARM, który nie wiadomo co robi. A karty Wifi? W płytach stacjonarnych są lutowane. A dziesiątki często niepotrzebnych złącz SATA albo USB?

Lubię to! Skomentuj20 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Technologie