Promocje obsesyjnego gniota nazwanego "Polską Wikingów" dla osoób zorientowanych w tematyce poczatków naszego państwa są coraz śmieszniejsze. Ale mniej zaawansowanym czytelnikom parę wyjaśnień się należy. Nie tyle z powodu interpretacyjnych wygibasów, noszących, jakby to określili nasi przodkowie, coraz wyraźniejsze znamiona gonienia w piętkę, ale z powodu tego, co "badacz" pomija, licząc na niewiedzę i brak umiejętności weryfikacji informacji.
Ale do ad remu, jak by powiedział nieodżałowany Decymbel. Imiennictwo, to je ono! Należy odnotować tym razem zaginięcie dotychczas koronnego Dagra (wyprowadzaniego lewą ręką zza prawego ucha z Dagome iudex), a przyjęcie tłumaczenia wprost: Mieszko = niedźwiedź = Bjorn! Proste, jak konstrukcja cepa. Tylko dalibóg, dlaczego akurat Skandynawowie mieliby mieć monopol na niedżwiedzia, potężnego drapieżnika będącego symbolem mocy i potęgi w opowieściach wielu kultur całego atlantyckiego świata? Pachnie to tak samo pięknie, jak przyznany już kiedyś przez tegoż autora Nordykom monopol na ziemne kopce (kurhany), znane przecież także i z Zimbabwe. Idąc za ciosem, Bolesław po bjornizacji Mieszka został Burisleifem. Pięknie, za XIII-wieczną sagą z Islandii. Brakuje w tej opowiastce jeszcze tylko Stanisleifa i Wladisleifa. Furda tam, że Bolesławami zwali się ojciec i brat matki Chrobrego.
Oczywiście, zapis imion w wersji zlatynizowanej przed tysiącem lat budzi wątpliwości co do ówczesnej oryginalnej fonetyki. Ale znane z Polski zapisy tego imienia na monetach w formie BOLIZLAUS, to tylko jedno źródło z epoki - jest i drugie, równoległe z czeskich monet Bolesława II (972-979 i III (999-1002, 1003), oraz samego Chrobrego jako władcy Pragi. Tam jest zapisywane jako BOLESLAUS.
Co jeszcze skwapliwie pominięto? A to, co jak śpiewał Młynarski, najbardziej nie pasuje do obrazka. Zapis o śmierci Mieszka z roczników nekrologicznych fuldajskich. Jak najbardziej wiarygodnych, obie zachowane wersje pochodzą z czasów niemal współczesnych, z klasztoru mocno związanego z rodziną Ody, drugiej żony naszego władcy, który zresztą był dobrodziejem kongregacji. Co więc napisano pod rokiem 992? "Obiit Mesco, comes et Sclavus", czyli "Zmarł Mieszko, komes (hrabia, dostojnik) i Słowianin. Nie wiedzieli, kłamali? Dlaczego? Dlaczego o skandynawskim pochodzeniu Mieszka nic nie wie znający go prawdopodobnie zupełnie osobiście biskup Thietmar? Ani Widukind, ani szczególnie interesujący się Skandynawią Adam z Bremy. Paranteli wladców Rusi bynajmniej nie ukrywali.
Najśmieszniej w omawianym materiale promocyjnym wypada fotografia monety Mieszka z odwołaniem do autorytetu profesora Stanisława Suchodolskiego. Z pominieciem faktu, że tenże profesor, nestor polskiej numizmatyki bezsprzecznie ustalił, że jest to moneta z imieniem Mieszka II, najprawdopodobniej jeszcze jako następcy tronu. A najstarsza moneta polska, wybita dla Bolesława Chrobrego jest zupełnie inna. No i ta rozczulająca swastyka, echt czysto skandynawska, a kto ją tam widział gdzieś w Indiach to szpion i zdrajca.
Na zdjęciu niżej moneta uznawana dziś za najstarszą polską, typ "Drzewo Życia ze strzałą". Specjaliści oceniają, że powstała w połowie ostaniego dziesięciolecia X wieku, a po analizie treści twierdzą, że symbolikę rysunku mógł zaprojektować ktoś z kręgu Wojciecha Sławnikowica, o ile nie sam Święty.
.
I jeszcze jedna. Denar Chrobrego z napisem w cyrlicy, stempel przygotował zapewne któryś z kijowskich emigrantów, a więc osoba której znajomości Waregów nie sposób odmówić. Co czytamy w cyrlicy?БОЛЕСЛАВЬ (BOLESŁAW).

Chociaż nie, jeszcze śmieszniejsi są ci berserkowie zdobywający Kijów. Niestety o taktycznych szczególach błyskawicznej kampanii 1018 roku wiemy niewiele - to, co wspomiał Thietmar i bardziej anegdotycznej formie późnieszy o wiek ruski Nestor. A o berserkach tam tyle, że o wiele bardziej wiarygodnie zabrzmi wersja o tym, że ów Blitzkrieg zaplanował i pokierował wykonaniem praszczur samego Heinza Guderiana. W końcu to udział solidnych niemieckich posiłków dla polskiego władcy w tej wojnie jest źródłowo udokumentowany, a nie skandynawskich. Równie dobrze, dla umacniania tysiącletniej przyjaźni polsko-węgierskiej można gadać o decydującej roli odegranej naonczas przez sojuszniczy oddział, przysłany przez króla Stefana. Papier i przetrzeń sieciowa przyjmą wszak wszystko.
Epatowanie ilością znalezisk o możliwej proweniencji skandynawskiej na terenie niegdysiejszego Civitas Schinesghe jest zabiegiem prostym i łatwym. Z każdym rokiem ich przybywa, stanowisk archeologicznych z ich obecnością znamy już dziesiątki. Warto jednak przypomnieć po raz kolejny, że stanowisk z tego samego okresu ich pozbawionych mamy już tysiące. Oraz to, że datowanie znalezisk nordyckich w PL nadal wskazuje na czasy już rozwiniętego i prosperującego państwa, a nie jego początki.





Komentarze
Pokaż komentarze (9)