Gry i zabawy polskiej piaskownicy politycznej mało kogo poza najbardziej zagorzałą garstką kiboli jeszcze emocjonują. Klasa polityczna zbyt mocno unaoczniła własną miałkość, kompletny brak koncepcji i stuprocentowy poziom lekceważenia zasad rzekomo obowiązującego prawa.
Toteż wybór Macieja Berka na sędziego TK oddżwięku poza bańkami politycznych fanklubów nie ma i miał nie będzie. No bo i czym się tu przejmować? Skoro sędziami TK mogli zostać Krystyna Pawłowicz i Stanisław Piotrowicz to czemu nie Berek? PiSowcy sami sobie zgotowali ten los, a narracja, że rzeczony za krótko wykonywał zawód radcy prawnego, biorąc pod uwagę jego zawodowy życiorys, cuchnie na milę rozpaczliwym szukaniem pretekstu. A i sam Trybunał Konstytucyjny w parapaństwie które od kilku lat nie uznaje jego istnienia dołączył w powszechnym mniemaniu do licznej grupy pasożytniczych i zbędnych atrap administracyjnych. No bo co, wydaje sobie aktualnie jakieś orzeczenia, które rządzący ignorują. Odzyskany dla Demokracji Walczącej przez Naszych Sędziów wyda sobie kolejne, a te za kilka miesięcy, po nowym rozdaniu politycznym utartą dobrze ścieżką także zostaną zignorowane i uznane za niebyłe.
To tylko desperackie próby odwracania uwagi społeczeństwa od narastających problemów gospodarki, które mogą się udawać wyłacznie na krótką metę.
Rozpaczliwy skok trybunalski oraz równie żałosna Zondaszarża Donalda Tuska na czele przedemokratycznej koalicji wydają się więc mieć w istocie zupełnie inne cele. Kryzys energetyczno-paliwowy jest faktem, ceny paliwa w wersji 95 bez trudu i trwale przebiły granicę 7 złotych za litr, a jako szczerze rzekł ongiś sam Premier, po siedem to ona sobie może być dopiero po wyborach. Przy czym analitycy rynkowi wyraźnie dają do zrozumiena, że na dziewiećdziesiątkę piątkę po złotych osiem dłużej niż miesiąc czekać nam nie przyjdzie. Jaki będzie skutek takiego wzrostu kosztów transportu i energii, mogą sobie wyobrazić prawie wszyscy, nie wyłączając nawet mieszkańców umownego Jagodna.
Dane o inflacji po sezonie wakacyjnym tyle co ogłoszono, dane o rynku pracy wyglądają niestety równie nieciekawie. Ekipa Andrzeja Domańskiego w pracy nad projektem budżetu 2027 ponoć zwija się jak to Jankesi mówią, niczym jednoręki tapeciarz, ale wszelkie założenia w tej sytuacji dezaktualizują się jeszcze szybciej niż szczytne hasła obrony Praworządności i Konstytucji. Prostych rezerw zdaje się już nie ma, albo raczej rząd Donalda T. nie zamierza po nie sięgać z powodu politycznych zobowiązań. Zasypywanie dziury budżetowej przy pomocy KPO i SAFE, wobec ograniczeń i wymogów tych instrumentow się nie powiodło - no, misie, ponoć taka śliczna absorbcja uniośrodków, a gdzie, poza branżą jachtową i klubami swingersów efekty?
Najlepiej obecnie rządzącym wychodzi program Sto Afer w Sto Dni, wobec braku rzecznika rządu usłużnie ujawniany przez dziennikarzy prawie wszystkich już mediów. Ostatnie Zielone Wyspy na Czystej Wodzie w postaci GazWyb, Telewizji w nieustannej likwidacji i TVN tracą nawet pozory wpływu na opinię publiczną. Die Reichskanzlei kann natürlich weiterhin Siege an alle Fronten verkünden, aber...
Pozostaje więc przykręcanie śruby podatkowej szarakom, sztrafy za szklankę wody podaną urzędowemu prowokatorowi i inne takie, albo - ucieczka, póki jeszcze nie wszystcy widzą, że sie wali. Może nią być właśnie jakaś obsuwa z budżetem na przyszły rok, którą żelaźniakom można będzie jeszcze sprzedać jako efekt kreciej roboty Wetomatu. Póki rozłamany i rozmemłany PiS w rozsypce.


Komentarze
Pokaż komentarze (23)