Ryczący z wściekłości na wieść o kandydaturze Jarosława Kaczyńskiego piórpałkarze “salonu” oraz internetowi kibole PeŁo nie mają wątpliwości, że Jarosław Kaczyński wybory przegra (a nawet jak wygra to i tak przegra, zresztą prezydentura to jedynie cieciowanie żyrandolom w Pałacu Namiestnikowskim jak nie przymierzając poseł Graś u Bauera). Pominąwszy oczywiste pytanie, skoro tak to po co się tak pieklić, warto na chwilę skupić się na jednej z przyczyn owej, nadchodzącej nieuchronnie porażki. Odpowiedzią ma być „elektorat negatywny” Jarosława Kaczyńskiego, który jest w jego przypadku największy w Polsce.
Warto pochylić się nad tym argumentem. Niby wiadomo, co to jest elektorat negatywny, są to wyborcy, którzy tak bardzo niecierpią Jarosława Kaczyńskiego, że zagłosują na absolutnie każdego jego kontrkandydata. Nawet na małpę z czerwonym zadkiem, byle nie na znienawidzonego „Kaczora”. Rzeczywiście istnienie licznej tego typu grupy wyborców stanowi problem dla każdego polityka. Mieć największy elektorat negatywny w Polsce to dopiero katastrofa. Skąd wiadomo, że Jarosław Kaczyński ma największy elektorat negatywny. Ano, wiadomo i już. Aksjomat, taki sam jak ten, że Jarosław Kaczyński „putinizował” Polskę, a aksjomaty nie wymagają dowodu. Może ktoś wskaże rzetelne (tzn. nie robione na 1000 osobowej próbie telefonicznej) badania porównujące elektoraty negatywne różnych polityków. Z uwzględnieniem wieku, wykształcenia, miejsca zamieszkania itd.
No tak, ale mądre głowy od tego są mądre, żeby maluczkim mówić co mają myśleć, a nie cokolwiek udowadniać. Załóżmy, że pomierzymy ten mityczny elektorat negatywny. Trzeba by odnieść go do spodziewanej frekwencji. To znaczy jak duża grupa nienawidzących „Kaczora” pójdzie na wybory, jedynie po to by oddać głos na przeciwnika. Wypadałoby kolejne badania przeprowadzić, to jest wypytać „elektorat negatywny” w których wyborach uczestniczył, a które olał.
Czy elektorat negatywny jest dany raz na zawsze. Przykład Leszka Millera, Jerzego Buzka dowodzi, że tak nie jest. Upływ czasu, jakieś spektakularne wydarzenie są w stanie zneutralizować elektorat negatywny, przynajmniej do tego stopnia żeby w wybory pozostał w domu.
Można by tak długo, prościej jednak jest uznać, że Jarosław Kaczyński przegra, bo musi przegrać. Ponieważ młodzi, wykształceni z wielkich miast nie zadowolą się odpowiedzią „bo tak i już” trzeba im wskazać równie prostą, ale noszącą pozory pseudonaukowości: „przegra, bo elektorat negatywny”. Aaa, to co innego.
I tylko ta obawa, że trzeba będzie włączyć na stronach internetowych liczniki odmierzające czas do końca kadencji, wypuścić z klatki Palikota, bolesna świadomość, że 5 lat obrzucania Lecha Kaczyńskiego łajnem poszło na marne i trzeba zaczynać od początku nie daje spać.
286
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (17)