Uświadomiłem sobie, że Polska po prostu nie ma rządu. Często blogerzy porównują Polskę i obecna sytuację do okrętu wpływającego w huragan. Tyle, że nasz okręt nie ma kapitana i oficerów. Jest jakaś żałosna ferajna kierowana przez kucharza okrętowego. Mimo, ze poprzebierani w kapitańskie i oficerskie mundury niczym stróż na Boże Ciało, nie mają bladego pojęcia o sterowaniu statkiem. Jakiś czas temu, zadowoleni, że okręt płynie, stwierdzili, że niczego nie będą ruszać, dotykać (żeby nie zepsuć), teraz, gdy okręt wpływa w huragan wiedzą, że tak się nie da i co i rusz naciskają jakieś guziki, nie mając pojęcia do czego służą.
Ktoś złośliwy może stwierdzić, że długo trwało zanim uświadomiłem sobie tak podstawowy fakt. Otóż, dzisiejsza debata spowodowała, że pozbyłem się ostatnich złudzeń i nadziei. Dotąd wierzyłem, że mimo zamiłowania do kręcenia lodów, Donkowa ferajna jakoś tam będzie Polską rządzić. Źle, bo źle, ale mając na uwadze, że w podstawowych sprawach i tak według wytycznych w Brukseli, nie narobią szkód większych niż na przykład Miller świadomie uzależniający nas od gazu z Rosji.
Wychodzi, że ta zgraja naprawdę wierzyła, że kryzys nas ominie (to znaczy trochę wzrośnie bezrobocie, nieco spadnie wzrost gospodarczy, ale poza tym będzie ok.). Potem kiedy dotarło, że kryzys w nas uderzy, zaczęli robić cyrk z szukaniem oszczędności. Obecnie wałkują wprowadzanie Euro jako panaceum na wszelkie bolączki. W sumie, biorąc pod uwagę kompletną indolencję ekipy, to poza zaklinaniem rzeczywistości, ani nie znajdą żadnych oszczędności, ani nie przybliżą nas do wprowadzenia Euro. Czyli nie ma rządu, bo ci co rząd udają, jedynie coś tam bredzą i robią groźne miny, ale w sferze realnej są bezsilni.
Połowa wczorajszego umocnienia się złotówki wywołaną „interwencją” została dziś wymazana w trzy godziny, po tym jak podano dane na temat spadku produkcji przemysłowej. Gdyby nie krótkoterminowa poprawa sytuacji jaką dziś obserwujemy na całym świecie, pewnie mielibyśmy nowe rekordy słabości złotego. Cała ta „interwencja” oznacza jedynie tyle, że sprzedaliśmy trochę Euro poniżej 5 zł, a za jakiś czas będzie ono po 7 czy 9 zł, i ci co od nas jej odkupili sprzedadzą nam je powrotem na obsługę długu zagranicznego.
Prawdziwym problemem jest zadłużenie krajów Europy Środkowej, tu już nie chodzi o rosnące koszty obsługi, ale o to, że zwyczajnie nikt nie da nowych pożyczek na spłatę starych i poza odsetkami trzeba będzie długi spłacić. A dług zagraniczny spłaca się poprzez zakup waluty w której był udzielony. Proste jak cep. Więc wszelkie „interwencje” to wyprzedawanie waluty jaką będziemy potrzebować w przyszłości. Skoro sprzedajemy teraz „interweniując’ to odkupimy ja później. Taniej? Nie wydaje mi się.
Kto śledzi rynek złota, wie, że zbliża się ono do rekordowych poziomów liczone w dolarze, a wyrażone w złotych bije rekordy wszechczasów. Co zrobił tymczasem nasz ekonomiczny Geniusz Tatr – Balcerek w czasie gdy był prezesem NBP (gwoli ścisłości to konturował w tej materii politykę Hani Naszej Kochanej) zlikwidował nasze rezerwy złota.
Doświadczenie historyczne uczy, że kryzysy często prowadziły do wojen. Nasz Gdański Liberał jest z wykształcenia historykiem, powinien to wiedzieć. Tymczasem mianowany przez niego na stanowisko Ministra Obrony psychiatra likwiduje pobór, dokonuje cięć w zakupie sprzętu i radośnie bawi się wydrukowanymi za zaoszczędzone pieniądze kartkami świątecznymi. Kryzys może doprowadzić do wzrostu przestępczości, więc tnijmy nakłady na Policję. Nie można budować państwa policyjnego, jak nie przymierzając Kaczory.
Przykłady można mnożyć, obecnie wałkują „temat Euro” (bez jaj Niemcy nie pozwolą nam na wejście do strefy Euro przy tak niskim kursie, poza tym powiedzą, że jak chcecie bronić złotówki w paśmie ERM-2 to jej sobie brońcie, wasz cyrki i wasze małpy), za chwilę będzie inny. Ale to wszystko czcza gadaninia, ostatnim realnym działaniem polskiego rządu była budowa stadionów – orlików. I ciągłe kręcenie lodów. Ale realnych działań nie ma i nie będzie.
Albo stanie się cud i nasz okręt rzucany falami jakoś utrzyma się na wodzie, albo zatonie. Ale pajac w zbyt dużej czapce kapitańskiej nie ma na to wpływu.
35
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (1)