Dzisiejsza rocznica i apel Pani Zuzanny Kurtyki - przywołują gdańskie wspomnienia z tegorocznych wakacji.
Letni tydzień spędzony we Wrzeszczu i Sopocie zaowocował wieloma ciekawymi spotkaniami. Poznałem interesujących ludzi, którzy pamiętają czasy walki z "komuną" - w Trójmieście szczególnie bolesnej.
I od tych ludzi, dziś - twórców kultury, usłyszałem bardzo gorzki żart, opowiedziany jako komentarz do filmu "Czarny Czwartek":
- Za co padł Janek Wiśniewski?
- Wygląda dziś na to, że za jogurt w sześciu smakach...
Krzyże przed Gdańską Stocznią upamietniają ofiary 1970 roku, ale są symbolem powojennej walki o niepodległość, o godność, o społeczną solidarność. Stoją przed Stocznią, której już nieomal nie ma - bo tak zażyczyła sobie finansowa międzynarodówka i jej krajowi sojusznicy, którzy nadmiar swojego dobrego samopoczucia cenią wyżej niż interes społeczny. Przywódcy państwa składaja tam kwiaty nieomal z obawą przed tłumem. Lech Wałęsa - który niejednokrotnie potwierdzał, że nie dorósł do własnej wielkości - wypowiada się w tamtym miejscu niemal jak lekarz-patomorfolog ("ten który wie wszystko, tylko za późno...").
Kogoś kto zapyta dziś gorzko: "Jak żyć?" przedstawia się w mediach jako kuriozum...
Czy robotnicy, którzy nie mieli czasu dla swoich córek - bo spędzali sierpniowe dni i noce w stoczni, czekając "czy wejdą" - stawiali odmienne pytania? Przecież partia komunistyczna też "dla nich" budowała drogi i domy, "aby Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej". A w telewizji Polska była podobnie szczęśliwa.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)