Siedzi w moim telewizorze, w towarzystwie Henryki Krzywonos, w jakimś przedszkolu w Świdwinie - opowiada z troską samorządowcom, że "przedszkole nie może być metodą na poprawianie budżetu samorządu"...a na kolorowym dywaniku siedzą maluchy, usiłując pewnie zrozumieć o czym ten pan gada z dorosłymi zasiadającymi na krzesełkach wokół dywanu.
Ile można tak siedzieć, gdy się ma 3 lata? Nie dziwi więc, że jeden po drugim maluchy zaczynają się wiercić. Są coraz głosniejsze. Tu kontruje je czujne spojrzenie Henryki Krzywonos. Premier kontynuuje "narrację". Ale przecież nie do maluchów mówi! Zmęczony maluch wybucha płaczem - premier przerywa. Już ktoś dorosły wynosi dziecko poza kadr...
W szkole w Piastowie Miłościwie Nam Niedzotrzymujący "rozmawiał z trenerami" - a nie agitował. Nie dowiem się pewnie co robił w przedszkolu - bo przerwano transmisję z komentarzem, że to pewnie koniec wyjazdu w Zachodniopomorskie, gdyż premier Donald Tusk wraca do Warszawy, żeby odwiedzić w szpitalu "desperata".
Człowiekowi, który podpalając się w Alejach Ujazdowskich miał ze sobą list do Donalda Tuska na pewno taka wizyta pomoże.
Ja jednak nadal nie wiem - czemu premier zawraca głowę swoimi politycznymi pomysłami maluchom w przedszkolu?
A wszystkim złotoustym spadochroniarzom o funkcji dozorców powiem, że moim zdaniem premier rządu jest politykiem nawet wtedy, gdy idzie na zakupy w osiedlowym sklepiku... więc proszę bez ściemy, że była to dyskusja o wyższości misiów nad klockami.




Komentarze
Pokaż komentarze (13)