z pamiętnika Teutonicka...
it's a new sheriff in town
9 obserwujących
160 notek
115k odsłon
506 odsłon

O marszu po marszu i o linczu przed linczem

Wykop Skomentuj7

   Przez cały szereg lat niemałe grono przeróżnych faryzejskich znawców zanosiło publiczne modły o „nową jakość” w polskiej polityce, no i wreszcie doczekaliśmy się. W niewielkiej odległości od miejsca, w którym przyszło mi się wychowywać, co nie ukrywam, niejako zmusiło mnie niejako do wypłodzenia niniejszego tekstu, odbył się seans nienawiści wobec pewnego znanego mi z dawnych lat człowieka. Przekroczone została kolejne granice, a kilku niewartych splunięcia zwykłych ludzkich wycieruchów, niepomnych losu chociażby ofiar niejakiego Cyby, że o „zwykłym szarym człowieku” przez litość nie wspomnę, postanowiło sobie do woli powycierać Ślązakami swe obmierzłe, zaplute do imentu facjaty. Wszystko wskazuje na to, że o jakimkolwiek cieniu refleksji po ichniej stronie nie ma nawet co marzyć, a kalizm level hard rozkwita w owym elitarnym gronie w nieznanych jak dotąd rozmiarach - jeśli ktoś zmieniając barwy przechodzi do nas, to będziemy go nosić na rękach (vide urzędy tworzone ad hoc dla wszelkiej maści niewydarzonych TVN-owskich agentów czy innych operetkowych kluzic w swych odpustowych żakietach), ale nie daj Bóg żeby jakiś śmiałek zdecydował się wykonać ruch w przeciwnym kierunku. Wtedy nie zawahamy się aby napuścić wyjącą tłuszczę na niego i jego rodzinę, używając ku temu wszelkich dostępnych środków. Jakiekolwiek rozterki i wyrzuty już dawno bezpowrotnie zanikły, odchodząc w wirtualny niebyt, a wykładnią na dziś pozostaje nienaruszalna zasada, że wroga należy za wszelką cenę unicestwić, choćby nawet - wzorem pewnych TVN-owskich dla odmiany prowokatorów udających na tę okoliczność dziennikarzy - należało w tym celu samego dziadka Hitlera wskrzesić z martwych.

   Oto jakaś smętna nieopierzona podpiździna, stylizująca się zarówno - zdradzającym niewydarzone aspiracje do bycia sejmową pięknotką - wyglądem jak i nienachalnym intelektem na niewczesną Joankę Muchę i podobnie jak ona piastując jakimś dziwnym grymasem losu urząd poselski, ku niekłamanej uciesze zgromadzonej gawiedzi w wieku moherowo-emerytalnym wyzywa wszem i wobec publicznie emfatycznym falsecikiem niedawnego partyjnego kolegę, stwarzając przy tym nieodparte wrażenie jakoby właśnie miała z przejęcia sfajdać się w swoje barchanowe stringi i wpadając przy tym w powszechne ostatnim czasem w jej podobnych kręgach histeryczne tony o tym, jak to już oni wszystkich za wszystko jeszcze rozliczą, rzecz jasna w duchu demokracji, niechże tylko ciemny lud zechce na nich zagłosować. Pytaniem pozostaje kiedy ów ciemny lud doczeka się zapowiedzianych rozliczeń osób z jej własnego towarzystwa, ale to już osobne pytanie, które należałoby czym prędzej skierować do kół uchodzących za obecnie sprawujących rządy.

   Niemalże natychmiast dołącza do owej jejmości pewien pizdeusz z zaczeską, robiący swego czasu za chłopca na posyłki u samego imć Bredzisława, u którego mógł on zapewne przy tejże okazji pobierać nauki w zakresie niebywale błyskotliwej szermierki słownej, wnosząc z tonu jego licznych medialnych wypowiedzi dorównujący zresztą swemu mistrzowi lotnością umysłu. Partyjno-wyborczy twór z kropką w nazwie znajdujący się obecnie na etapie wygaszania, usiłuje najwyraźniej na naszych oczach zastąpić gorzelikowców w zaskarbianiu sobie regionalnego elektoratu, wychodząc z założenia, że tyleż słynący z wyznawanego etosu ciężkiej pracy, co hołdującego w codziennym życiu stosunkowo surowej powierzchowności naród śląski najłatwiej kupić będzie grubszym słowem, wyzywając kogoś od „ciuli”*, co rzecz jasna w żadnym wypadku nie może nijak wyczerpywać absolutnie jakichkolwiek znamion tak chętnie wytykanej wrażym „pisowcom” mowy nienawiści. Żeby zaś było jeszcze zabawniej, za dyżurne ślązakowskie stadło robić miałby tutaj wspomniany egzotyczny tandem złożony z pańci rodem wprost z Czerwonego Zagłębia i dzielnie sekundującego jej zaczesańca wzmocnione dodatkowo lśniącą łepetyną gomułkowskiego pomazańca z nieprawego łoża, tego od niedoszło-zaprzeszłego romansu z pihowiczową prymuską z Myszykiszek. Jak śmiem domniemywać medialno-celebrycka kariera na miarę poślicy Kini i posłańca Belzebuba stoi przed nimi wszystkimi nomen omen otworem.

   Wchodząc w narzuconą przez mości „nowoczesnych inaczej” konwencję można by rzec, że „są to wszystko smętne pissdy, w których brodzą miękkie glissty”, niemniej jednak w obliczu coraz to nowych ciosów spadających na nasz nieszczęśliwy kraj skądinąd, każda tego rodzaju wrogo nastawiona do jakiejkolwiek krajowej myśli państwowotwórczej (a jak się ostatnim czasem bez cienia wątpliwości na przykładzie przeróżnych wielce otwartych fundacyj okazuje, opłacana z zewnątrz via Kajmany czy inne Bermudy) jaczejka, stanowić może w dalszej perspektywie nie dające się zbagatelizować zagrożenie pomimo wyraźnie rysujących się deficytów intelektualnych jej członków. Bo i przecież podobnie uformowanych za pomocą stopów pierwiastków nienawiści i kosmopolityzmu wyborców, oddających regularnie swoje cenne głosy na takie czy owakie wytwory fantazji tego czy innego kreatora-funkcjonariusza, na tutejszym podwórku jak widać nie brak.

Wykop Skomentuj7
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka