0 obserwujących
341 notek
82k odsłony
  124   0

Małgorzata Frankiewicz: Na jakiej jesteś górze?

 Krótkie dzisiejsze czytanie ukazuje kilka zdarzeń:

- uczniowie na polecenie Jezusa udają się na górę w Galilei;

- ujrzawszy Jezusa, uczniowie oddają Mu pokłon;

- Jezus mówi do uczniów, że dana Mu jest wszelka władza na niebie i na ziemi;

- Jezus posyła uczniów, aby szli i nauczali wszystkie narody;

- Jezus obiecuje pozostać ze swoimi uczniami i wyznawcami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.

Przyjrzyjmy się teraz innemu fragmentowi Ewangelii, a mianowicie opisowi drugiego kuszenia Jezusa na pustyni:

Wówczas wyprowadził Go w górę, pokazał Mu w jednej chwili wszystkie królestwa świata i rzekł diabeł do Niego: Tobie dam potęgę i wspaniałość tego wszystkiego, bo mnie są poddane i mogę je odstąpić, komu chcę. Jeśli więc upadniesz i oddasz mi pokłon, wszystko będzie Twoje. (Łk 4, 5 – 7).

Góra jak góra – niby podobna, może nawet ta sama, a sytuacja jakże odmienna…

Jezus zostaje na górę wyprowadzony, a więc jego samodzielna aktywność jest w pewnej mierze ograniczona. Jezus nie musi sam szukać drogi do wyznaczonego celu, nie musi martwić się trudnościami i przeszkodami we wspinaczce ani tym, czy zdąży na czas i czy wystarczy mu jedzenia, bo skoro diabeł doprowadza Go tam, dokąd zamierza doprowadzić, to widać umie dobrze zatroszczyć się o te wszystkie drobiazgi.

Uczniowie oddali Jezusowi pokłon spontanicznie, bez jakiejkolwiek zachęty. Diabeł, chcąc uzyskać pokłon, musi uciec się do przekupstwa, a nawet oszustwa, ponieważ wszystko, czym chce obdarzyć, nie należy wcale do niego. I ostatecznie pokłonu nie otrzymuje.

Władza, o której mówi Jezus, aby przekonać wątpiących, jest rzeczywiście Bożą nieograniczoną władzą. Do jej przedstawienia wystarcza kilka skromnych słów, które pozostawiają słuchaczy w przestrzeni wolności wyboru między wiarą i niewiarą. Nie potrzeba nachalnej teatralizacji, atakującego zmysły spektaklu, do jakiego ucieka się diabeł, pokazując w jednej chwili wszystkie królestwa świata.

Jezus posyła uczniów, aby dalej przekazywali zasłyszaną od Niego Dobrą Nowinę. Otwiera przed uczniami perspektywę działania dla innych ludzi z całym bogactwem, pięknem i trudem tej misji. Diabeł chce zawłaszczyć Jezusa tylko dla siebie, zamknąć go w kręgu własnego diabelskiego egoizmu i za sprawą iluzorycznych darów uczynić z Niego niewolnika.

Jezus obiecuje swoim wyznawcom, że nie opuści ich, że nie pozostaną sami z misją, którą im przekazał. A diabeł? Gdyby osiągnął to, czego pragnął, zapewne znalazłby sobie inną ofiarę, przed którą roztaczałby na innej górze równie fantastyczne wizje.

W każdym ludzkim życiu zdarzają się takie chwile, gdy człowiek czuje, że znalazł się na jakimś mniejszym czy większym szczycie, że osiągnął coś wyjątkowego i wyrósł trochę ponad innych. Mówimy o takich chwilach, że są wzniosłe, że towarzyszy im radosne uniesienie, że chce nam się fruwać, że czujemy się jak w niebie… Niekiedy odczuwamy też pewne zakłopotanie, trudności w nawiązaniu kontaktu z tymi, którzy zostali pod szczytem, chłodny powiew samotności…

Bywa, że przytłoczeni codziennymi obowiązkami zapominamy o istnieniu takich stanów, ale to nie znaczy, że nie wystąpiły i nie mogą jeszcze zaistnieć w naszym życiu. Stając dziś wraz z apostołami obok Jezusa, który właśnie wstępuje do nieba, przypomnijmy sobie szczytowe momenty naszego życia i zastanówmy się, czy bliżej nam było wtedy do nieba, czy może zupełnie gdzie indziej. Czy byliśmy wtedy na górze Wniebowstąpienia, czy na górze pokusy i czy towarzyszył nam Jezus, czy może diabeł?

Na podstawie przywołanych powyżej fragmentów Ewangelii można sformułować listę kilku kontrolnych pytań, które ułatwią ocenę tego, co już się zdarzyło, a także przygotują na różne szczyty, wzniesienie, góry i pagórki, które dopiero przed nami. Oto proponowane pytania:

Jak dostałem/dostałam się na moją górę?

Czy wymagało to ode mnie osobistego wysiłku, samozaparcia, wyrzeczeń, czy też wszystko potoczyło się nadspodziewanie łatwo?

Czy musiałem/musiałam zająć się osobiście „przyziemną” stroną wędrowania (pieniądze, jedzenie, odpowiedni sprzęt itp.), czy raczej mam wrażenie, że ktoś załatwił to za mnie?

Czy od początku miałem/miałam świadomość wyznaczonego celu, czy może moja obecność na tej górze wydaje mi się przypadkowa i nie bardzo potrafię się tam odnaleźć?

Jak wygląda moje podziękowanie za obecność na tej górze?

Czy spontanicznie odczuwam wdzięczność wobec Boga albo przynajmniej wobec ludzi, którzy wskazali mi ten szczyt i/lub pomogli go osiągnąć?

Czy może ktoś upomina się o zapłatę lub nagrodę za to, że pomógł mi dostać się na szczyt?

Czy czuję się osaczony/osaczona zobowiązaniami, długami, oczekiwaniami, którym teraz nie mogę sprostać?

Co widzę z mojej góry?

Czy roztaczający się przede mną obraz przyszłości jest realistyczny?

Czy ma oparcie w moich wcześniejszych doświadczeniach i wiedzy?

Czy zyskuje potwierdzenie i uznanie w oczach ważnych dla mnie osób?

Czy mam rzetelne argumenty, aby przekonywać innych o słuszności swojej wizji?

Czy może wszystko, co mnie spotyka, wydaje mi się zaskakująco piękne albo dziwaczne – jak ze snu, jak z bajki, z ulubionych powieści czy filmów?

Po co jestem na mojej górze?

Czy dostrzegam sens zakończonej wędrówki?

Czy chcę opowiedzieć o moich przeżyciach innym ludziom już teraz albo choćby wówczas, gdy wypocznę trochę po wspinaczce?

Czy do podobnej wędrówki będę zachęcać innych ludzi?

Czy może wpiszę ten szczyt do swojego CV, aby zaraz gnać ku innym coraz wyższym szczytom, z coraz większym nienasyceniem?

Z kim jestem na mojej górze?

Czy to, co było dla mnie ważne u podnóża góry, pozostaje takie nadal?

Czy mam taki sam jak wcześniej kontakt z rodziną, z przyjaciółmi, z Bogiem?

Czy może czuję narastającą wokół pustkę i osamotnienie, i nie mam ochoty ani sił, aby się temu przeciwstawiać?

Jeżeli odpowiedziawszy na powyższe pytania, czujesz się jak uczeń Jezusa w dniu Jego Wniebowstąpienia, to osiągnąłeś/osiągnęłaś prawdziwe szczęście albo jesteś już bardzo, bardzo blisko…

Jeżeli natomiast Twój obecny stan przypomina położenie Jezusa kuszonego przez diabła, to czeka Cię poważne zmaganie, bo to chyba jednak nie ta góra, na której powinieneś/powinnaś się znaleźć…

www.tezeusz.pl

Rozważanie na Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego, rok A2
Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo