0 obserwujących
341 notek
82k odsłony
  327   0

Katolicyzm tanio sprzedam

MAŁGORZATA FRANKIEWICZ

Na jednym z internetowych forów Komitetu Obrony Demokracji pojawiło się pytanie: „Czy jesteśmy w stanie zaakceptować współistnienie osobistej religijności z publiczną świeckością i jak to sprzedać ludziom?”

 

Gorzkie żale demokratów

Na początek osobista deklaracja: jestem zwolenniczką działań, jakie w ostatnich miesiącach podejmuje w Polsce KOD oraz inne wywodzące się z tego ruchu inicjatywy. Czynnie wspierałam niektóre przedsięwzięcia, jak choćby 39-dniową głodówkę Andrzeja Miszka, odbywającą się w ramach pikiety KOD_PP na al. Ujazdowskich od 17 marca do 24 kwietnia 2016. Moja refleksja wynika więc z życzliwej obserwacji uczestniczącej, z którą łączy się jednak dość spory niepokój. Zwłaszcza wówczas, gdy czytam wypowiedzi obrońców demokracji na temat religii, wiary czy Kościoła katolickiego.

Uznając Kościół za sprawcę sukcesu wyborczego Prawa i Sprawiedliwości oraz za główną siłę wspierającą obecne rządy tej partii, spora część demokratów nie szczędzi Kościołowi i katolikom krytyki. Nawiasem mówiąc, polityczny powód wydaje się tu raczej katalizatorem, a nie pierwotnym źródłem mniej lub bardziej wyszukanych kąśliwych uwag. Czasem między wierszami internetowych postów widać jak na dłoni bolesne zranienia albo zagubienie w meandrach nienasyconej konsumpcji. Głębie ludzkich dusz bywają przecież bardziej przepastne i tajemnicze, niż zapadliska i rowy dzielące przeciwników w ideologicznych dyskusjach.

Wśród konkretnych zarzutów pojawiają się takie kwestie jak ingerencja Kościoła w sferę osobistych decyzji poszczególnych obywateli, nieustępliwe stanowisko odnośnie do In vitro i aborcji, nauka religii katolickiej w publicznych szkołach, finansowanie działalności Kościoła z budżetu państwa. Większość nieporozumień w tych sprawach powinna oczywiście rozstrzygać się na drodze ustawodawczej. Jeżeli jednak nastąpiła utrata zaufania do instytucji, które tworzą i zatwierdzają prawo w państwie, nic dziwnego, że narasta poczucie bezradności. Cóż bowiem po społecznie ważnych postulatach i przemyślanych argumentach, skoro istnieje uzasadniona obawa, że nikt nie zechce ich wysłuchać? Apodyktyczne zamknięcie dyskusji rodzi frustrację, a w dalszej kolejności agresję – tutaj realizuje się po prostu pewien uniwersalny schemat, co powinno trochę podnieść na duchu katolików obrywających w Internecie za nie swoje winy.

Mohery, złodzieje, pedofile

Obraz katolika na internetowych forach nie przedstawia się imponująco. Jeżeli chodzi o świeckich, jest to moher – uosobienie wszystkiego, co stare, zniedołężniałe, obumierające, pozbawione twórczego potencjału, bezmyślne, bezwolne i koniecznie muszące odejść jak najszybciej w przeszłość. Duchowni natomiast to złodzieje, wyłudzający od państwa horrendalnie wielkie dotacje oraz darmozjady i lenie, żyjący na garnuszku podatnika. No i pedofile już od dawna, ale po sukcesie filmu „Spotlight” zwłaszcza.

Katolik to również fundamentalista, z którym nie da się spokojnie rozmawiać, bo swoje wie i nie zmieni zdania. Nie jest jeszcze wprawdzie tak krwiożerczy jak fundamentalista islamski, ale nigdy nie wiadomo, co przyniesie przyszłość. We współczesnym świecie strach przed motywowaną religijnie przemocą narasta, a u nas słychać jego echa. Wciąż żyje również stary antyreligijny repertuar: niezgodność katolickich dogmatów z osiągnięciami nauki czy omamianie wierzących przez sprytne grono kapłanów.

Czy taki moher albo inny karykaturalnie wyobrażony katolik może w ogóle wierzyć w Boga? Ktoś o skłonnościach do filozoficzno-teologicznej refleksji pewnie zadałby sobie takie pytanie i z dużym prawdopodobieństwem odpowiedziałby na nie przecząco, bo przecież wiara powinna być wspomagana przez rozum, a skoro rozumu nie ma… Internetowi antykatolicy nie posuwają się jednak aż tak daleko w swoich dociekaniach. W obronie własnej światopoglądowej wolności nie biorą nawet pod uwagę, że czyjaś wiara może być czymś równie cennym i wymagającym szacunku jak ich niewiara. Owszem, niech ten moher już sobie wierzy, jeżeli musi, ale niech robi to tak, żeby ateiści i agnostycy nie musieli tego oglądać, żeby ich nie denerwował swoimi praktykami religijnymi, a przede wszystkim żeby bez słowa sprzeciwu dał się ustawić na z góry przewidzianej dla niego pozycji.

Nawracanie na bezwyznaniowość

Zdarzało mi się kilkakrotnie napisać na forum obrońców demokracji: „Jestem katoliczką i mam w związku z tym następujące poglądy…” Nie, nie było agresji. Za to pełna konsternacja. Najtrudniejszym problemem jest bowiem taki katolik, który demonstruje przeciwko rządom PiS-u i deklaruje się jako zwolennik społeczeństwa obywatelskiego. Nasz człowiek, rozumny przecież, dobrze mu z oczu patrzy, ale… Trudno go tak zepchnąć do narożnika jak moherową babcię. Jeszcze trudniej zagospodarować medialnie. Bo po co on właściwie chodzi do kościoła? Niełatwo to wytłumaczyć, a jeżeli już pojawia się próba wyjaśnienia, to ma ona charakter czysto estetyczny: chodzi, bo lubi.

Lubię to! Skomentuj9 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo