Porodówka w Lesku. Tusk zaprzeczał, by była zamknięta, pracownica szpitala protestuje

Redakcja Redakcja Głos Regionów Obserwuj temat Obserwuj notkę 62
Donald Tusk w piątek w TVN24 jednoznacznie zdementował, by porodówka w szpitalu w Lesku została zamknięta. Jak się jednak okazuje, pacjentki w okolicach podkarpackiego miasta mają ok. 100 km do placówki, w której mogą rodzić dzieci. Ponadto w Lesku, wbrew deklaracjom, nie będzie pokoju narodzin. - Premier powiedział nieprawdę, porodówki nie ma - przyznała dzień po wypowiedzi szefa gabinetu pielęgniarka z leskiego szpitala.

Donald Tusk: "Porodówka nie jest zamknięta”. Remont i wina PiS

Występując na antenie TVN24, premier Donald Tusk zapewnił w programie na żywo "Bez kitu", że porodówka w Lesku nadal funkcjonuje. W rozmowie z młodzieżą podkreślił, że Polska ma jedną z najgęstszych sieci oddziałów położniczych w Europie i nie planuje ich zamykania. - Ja na co dzień na bieżąco jestem informowany o sytuacji na porodówkach. Moja synowa jest neonatologiem i na co dzień zajmuje się opieką nad nowo narodzonymi dziećmi i organizowaniem sprawnym porodów - mówił szef rządu, dodając, że porodówka w Lesku - mieście, które "leży mu na sercu" - nie została zamknięta. W kampanii 2023 roku Koalicja Obywatelska zapewniała, odnosząc się do problemów finansowych szpitala, że skończą się limity przyjęć na NFZ. 

Adam Szłapka - rzecznik rządu - wskazał w sobotę, że porodówka w Lesku nie funkcjonuje jedynie z powodu remontu. Natomiast były minister zdrowia Bartosz Arłukowicz, europoseł KO, w mediach społecznościowych oskarża poprzedni rząd o doprowadzenie do zapaści finansowej szpitala. 

Na słowa Tuska zareagowali pracownicy placówki. Przewodnicząca związku zawodowego pielęgniarek i położnych Magdalena Dąbrowska wskazała wprost w TVN24, że premier minął się z prawdą. Oddział położniczy w Lesku przestał działać 1 stycznia 2026 roku. Według personelu decyzja była podyktowana finansami. Oddział generował znaczne straty, które sięgały około 500 tys. zł miesięcznie. 

- Oglądałam wczorajszy program z premierem Donaldem Tuskiem i powiedział nieprawdę, porodówki nie ma. Powodem zamknięcia był brak środków na dalszą działalność oddziału, który generował straty dla szpitala - powiedziała w TVN24 Dąbrowska. Jak dodała, "wychodzi na to, że kobiet w Polsce nie opłaca się leczyć".  


Ostatnia porodówka w Bieszczadach przestała działać

Szpital w Lesku przez lata określany był jako "ostatnia porodówka w Bieszczadach”. Wcześniej zamknięto podobne oddziały m.in. w Sanoku i Ustrzykach Dolnych.

Proces wygaszania oddziału trwał od miesięcy. Najpierw działalność zawieszono w lipcu 2025 roku, a ostateczna decyzja o zamknięciu zapadła z końcem roku. Statystyki pokazują spadek liczby porodów – w 2024 roku było ich 198, a do połowy 2025 roku zaledwie 74. Jednocześnie utrzymanie oddziału stawało się coraz większym obciążeniem dla szpitala. Po likwidacji porodówki w Lesku została jedynie poradnia ginekologiczna. W nagłych przypadkach ciężarne pacjentki są zabezpieczane przez położne na SOR i transportowane do innych placówek.  


Problem dostępności porodówek. Kobiety muszą jeździć dziesiątki kilometrów

Najbliższy oddział położniczy znajduje się w Brzozowie, około 37 km od Leska. W praktyce jednak wiele pacjentek z Bieszczadów musi pokonywać znacznie większe odległości, by dotrzeć do szpitala - mowa nawet o ok. 100 kilometrach. Zdarzają się sytuacje, w których kobiety trafiają aż do Rzeszowa. Zdaniem personelu to realne zagrożenie dla bezpieczeństwa pacjentek.

Rząd proponuje w takich przypadkach tworzenie tzw. pokoi narodzin, czyli miejsc przy SOR-ach, gdzie dyżurują położne. Problem w tym, że rozwiązanie to nie cieszy się zainteresowaniem. Szpital w Lesku odrzucił tę opcję, wskazując na zbyt duże ryzyko finansowe.  

 

Fot. Szpital powiatowy w Lesku/Wikipedia

Red.


Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj62 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (62)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo