Wstęp.
Co tu dużo mówić Gazeta odniosła kolejne biznesowe zwycięstwo. Konkurent, za którym stał wielki europejski koncern medialny podwinął swój króciutki ogonek i umknął pod skrzydła Inforu.
Każdy kto ma oczy wie, że Axel po prostu wymiksował się z tego interesu ale nie mógł tego zrobić po prostu wieszając kłódkę na drzwiach redakcji. Dlatego oddaje Inforowi zarówno gazetę jak i jej nieudany portal za... 49 procent w nowej spółce. Żeby już kompletnie nie mieć nic wspólnego z tą piękną klęską Axel nie zagwarantował sobie nawet miejsca w zarządzie, co doskonale świadczy o tym co myśli o swoim sukcesie i jaki ma do niego stosunek. Axel odcina wielki kosztowy balast i jeszcze dopłaca za wzięcie na pokład nieudanej ekipy, która go wyprodukowała.
A przecież miało być tak pięknie...
Nawet dla tak nieskończenie ograniczonego michnikoida jak ja, Dziennik był niezwykle atrakcyjną gazetą, która pod względem redakcyjnym przebijała starzejącą się Wyborczą. Przede wszystkim zagwarantowała sobie wsparcie bardzo ciekawych postaci polskiego życia intelektualnego takich jak Król, Staniszkis, Pilch. Ekipa komentatorów politycznych też biła na głowę "zagony Michnika". I choć nie zgadzałaem się z większością komentarzy Krassowskiego, Michalskiego, Wróbla, Zaręby i Mazurka to trzeba obiektywnie przyznać, że czytało się to po prostu świetnie. Dodatku Europa i dodatku kulturalnego będzie mi po prostu najzwyczajniej brak, i choć kocham Gazetę to muszę stwierdzić, że w porównaniu z Dziennikiem wielokrotnie prezentowała się jak uboga krewna.
A jednak się nie udało.
O błędach Agory i jej niekompetentnego zarządu można napisać tomy, równie grube jak o profesjonalizmie i biznesowym przygotowaniu Axela a jednak Axel popełnił jeden kardynalny błąd, który ostatecznie kosztował go upadek Dziennika. Nie wiem jak to możliwe ale każdy kto czytał Dziennik od pierwszych numerów (a ja to robiłem) od razu zauważył, że za redakcyjnym perfekcjonizmem kompletnie nie nadążał dział sprzedaży powierzchni reklamowej. Gazeta i jej wspaniałe dodatki były kompletnie pozbawione reklam a cena, która miała dodatkowo pogrążyć "Wyborczą" dopełniała obraz nieuchronnej ekonomicznej plajty. Nic się w tej wspaniałej gazecie nie zgadzało pod względem ekonomicznym i zgodnie z moimi przewidywaniami interes zamknął się w pierwszym roku działalności stratą ok 100 mln euro. Wbrew pozorom zaczernianie papieru to też interes i jeśli ktoś od start up-u musi dorzucić do interesu sto baniek to jak nieskończenie wydłuża mu się czas dochodzenia do minimalnej przynajmniej rentowności nie mówiąc o zwrocie zainwestowanego kapitału ? W kolejnym roku nie było ani trochę lepiej. Rozbudowany kontent, którego wytworzenie musiało kosztować miliony i jakieś nieskończenie śmiesznie mały procent reklam komercyjnych tuszowany nieudolnie autoreklamą własnych dodatków. Nie trzeba być analitykiem, aby widzieć, że po stronie "winien" słupek musi przebijać kolejne sufity zaś po stronie "ma" dobywa się jakieś żałosne popiskiwanie spod podłogi, pod którą był zlokalizowany dział sprzedaży a raczej gdzie trwał ów dział w stanie dziwnej hibernacji.
To wszystko mnie szokuje, bo w końcu gdyby Axel miał jeden tylko tytuł mógłby rzeczywiście mieć problem z plasowaniem reklamy. Ale Axel to nie jakiś amatorszczak i ma tytuły od sasa do lasa aby wykorzystać efekt synergii i sprzedawać pakiety od Forbesa do Faktu i Przeglądu Sportowego. A jednak się nie udało. To prawdziwy ekonomiczny cud, że w latach gospodarczej hossy, kiedy budżety reklamowe rosły jak na drożdżach Axel nie był w stanie zbilansować Dziennika
Jak to się robi w Agorze
Minęło własnie 20 lat i warto wspomnieć w jaki sposób Agora zapewniła sobie stateczną biznesową emeryturę, na której wypoczywa, mam wrażenie, jej zarząd, za co też słusznie karci go dziś Giełda wyceniając akcje na 1/4 ceny IPO i na 1/10 ceny maksymalnej. A jednak Gazeta nadal świetnie się sprzedaje, podczas gdy jej wielki konkurent runął ostatecznie pod magiczny próg 100 tys. sprzedanego nakładu i to i tak przy manipulacjach z bezpłatnymi egzemplarzami serwowanymi w pociągach Intercity i innych lokalach gastronomicznych.
Co by tu nie mówić o wszystkich głupich decyzjach ojców założycieli i matek założycielek, jedno trzeba im oddać, od początku postawili na sprzedaż powierzchni, wiedząc, że Gazeta, choćby najmądrzejsza bez "ogłoszeń drobnych" i bez "reklam" zajedzie tam dokąd zajechały wybitne dzieła prawactwa polskiego takie jak "Express Wieczorny" kierowany przez samego JarKacza, Sztandar Młodych kierowany przez szeroko pojętą rodzinę Moczulskich, Czas Krakowski kierowany przez słynnego poetę i prezesa TV Jana Polskowskiego czy jak Życie po Życiu kierowane przez Tomasza Wołka.
Agora od początku rozumiała, że musi ściągnąć do swojego tytułu maksymalną liczbę reklam i to robiła początkowo w Warszawie, i bardzo szybko w całej Polsce aby wykorzystać lokalne rynki.
No i trzeba przyznać, że jak każdy, kto startował na medialnym rynku wraz Balcerowiczem, a nie był kompletnym kretynem ekonomicznym tj nie sprzedawał powierzchni lub czasu poniżej kosztów, Agora odniosła gigantyczny sukces, ponieważ milionowa rzesza polskich entuzjastów kapitalizmu chciała zostać zobaczona. Podobne "efekty bazy" są widoczne w tamtych czasach we wszystkich innych mediach, które stały się przekaźnikiem informacji biznesowej o rodzącym się w Polsce kapitaliźmie.
Axel nie miał już takiego szczęścia, startował w okresie prosperity, ale z niezrozumiałych dla mnie powodów nie zadbał o odpowiednią poduszkę ekonomiczną dla swojego okrętu flagowego, co per slado kosztowało go jakieś kilkaset milionów euro i upokarzające oddanie gazety i portalu w ręce Infora za 49 procent akcji.
Jeszcze dwa słowa
Historia "Dziennika" do złudzenia przypomina mi historię "Życia", które pod światłym kierownictwem Tomasza Wołka przeżyło dwa wcielenia aby "na dnie z honorem lec" pozbawiając po raz kolejny polskie antylewactwo złudzeń co to możliwości wydawania gazety codziennej. Życie również zaczynało od nakładu 200 tysięcy sprzedanych egzemplarzy i dystansowało ociężałą Rzepę aby skończyć jako lewy interes przemalowanego Chemiskóru, czyli w towarzystwie po prostu okropnym, pozbawiając swego naczelnego złudzeń na tyle, że po nieudanej reanimacji tego tytułu, nawrócił się on na prawowitą wiarę i został kolegą redakcyjnym red. Parandowskiej.
Do trzech razy sztuka.
Tak sobie myślę, że jeśli polska prawica potrafiłaby uczyć się na swoich błędach to jej trzecie podejście do gazety codziennej powinno zakończyć się sukcesem. Grzechem głównym Życia była jego ideologiczne skrzywienie. Teksty były tak zideologizowane, że przy czytaniu bolały zęby. Zresztą wystarczy jeszcze dziś poczytać, co ma do powiedzenia np, Łęski, który był jednym z filarów redakcji i można sobie wyobrazić jak wyglądała większość tekstów. Redakcja Gazety osiągała wówczas swoje cele nieskończenie bardziej inteligentnie.
Gdy już w Dzienniku Krassowski, który pobierał lekcje życia w Życiu, wzniósł się na nieznane nad Wisłą wyżyny intelektualnego wyrafinowania, zabrakło kogoś kto umiałby liczyć a może kogoś kto umiałby przekonać producenta lodów Koral, że przedruki z amerykańskich neokonów to doskonałe towarzystwo dla jego przekazu reklamowego, a dystrybutora zegarków, że świetnie zaprezentuje się w towarzystwie felietonu Rokity. W końcu ci, którzy próbowali w towarzystwie Rokity i noblistów z Europy stwierdzili, że lepiej się im sprzedaje w towarzystwie Kurskiego, Beylina i Kingi Dunin i co można na to poradzić ????
Czy będzie wreszcie prawicowy dziennik, który utrzyma się na rynku dłużej niż 3 lata ? Musiałby niestety łączyć drogi i ciekawy kontent z ekonomiczną wydolnością. Tymczasem Infor ma dyskretnie posprzątać to co zostało po "wielkiej nadziei prawicy" a red. Michalski ? Może znajdzie miejsce w.... Krytyce politycznej ?


Komentarze
Pokaż komentarze (11)