Od kilku dni słucham, z coraz bardziej wytrzeszczonymi oczami, kolejnych argumentów oraz śmichów i chichów odnoszących się do antykonkurencyjnych zapisów w umowie Marii Wasiak i w ogóle w umowach kady zarządzającej. No bo przecież hi, hi, hi i ha, ha, ha do jakiej to niby konkurencji odchodzi Pani Maria,, i jaka to niby w Polsce konkurencja dla PKP i po co było to w ogóle wypisywać, skoro wiadomo, że PKP nijakiej w Polsce konkurencji nie ma. Wypowiadają je zarówno dziennikarze jak i politycy i tylko zastanawiam sie jakie Ci ludzie szkoły kończyli i czy nigdy nie słyszeli co w umowach o zakazie konkurencji się znajduje.
Oczywiście jeśli ktoś sobie wyobraża zakaz konkurencji jako zakaz przejścia do firmy konkurencyjnej tj. produkującej ten sam produkt (np zapałki) albo świadczącej ten sam rodzaj usług (np. szkolenia) to oczywiście będzie sobie z odprawy Mariii Wasiak dworował i bardzo dobrze bo daje jedynie wyraz swojemu, mówiąc najoględniej, umysłowemu osłabieniu. Przeszła do rządu i koniec tematu. Rozumiem, że Rada Nadzorcza musiała to wiedzieć 4/5 lat temu podpisując z Marią Wasiak rzeczoną umowę.
Weźmy pierwszy z brzegu przykład jakim są słynne Azoty. Skonsolidowane nie mają na rynku polskim żadnego liczącego się konkurenta, który byłby w stanie w jakikolwiek sensowny sposób spożytkować informacje od członków zarządu. Między innymi dlatego, że aby stworzyć konkurencyjną firmę trzeba by ponieść gigantyczne nakłady co z oczywiśtych względów nikomu się nie opłaca. Innymi słowy sens wpisywania antykonkurencyjnych zapisów do umów managerskich członków zarządu Azotów nie ma żadnego sensu a tym bardziej nie ma sensu wypłacanie im jakiś astronomicznych odpraw z tego tytułu. Do czasu gdy nie wyobrazimy sobie, że pojawia się bardzo agresywny gracz np. ze wschodu i proponuję owym członkom zwolnienie się i wystąpienie u niego w roli konsultantów np. Nie muszą nawet przechodzić na etat, wystarczy, że nazwą się niezależnymi konsultantami (praktyka bardzo częsta wśród bezrobotnych członków zarządów) i mu doradzą za odpowiednie stawki, a stawki przy takiej stawce jak polskie azoty mogą być astronomiczne. I co ?
A gdyby tak w roli agresywnego gracza ze wschodu obsadzić DB (dla mniej obytych: Deutsche Bahn) to wtedy banda podszczutych tabloidowym wzmożeniem oszołomów wrzeszczałaby, że Rady Nadzorcze złożone z członków PO nie zadbały o odpowiednie zapisy antykonkurencyjne i ze polskie klejnoty rodowe za darmo się wysprzedaje. Ale po co nam jakiś wydumany DB wystarczy przecież agresywny producent komponentów x, który dowiedziałby się, że w strategii PKP jest zapisana na lata xxx-xxxx wymiana tychże komponentów, jak również komponentów y i z, co biorąc pod uwagę skalę naszych kolei oznacza, że można spokojnie wybudować w naszym pięknym kraju dwie lub trzy fabryki. I tak dalej i tym podobne. A z innej bajki wystarczy przecież agresywny bankier, który dowie się co nieco o potrzebach kredytowych zapisanych w strategii, albo wprost w action planie na rok czy lata xxx-xxx, ale co tam o planach kredytowych wystarczyłoby, żeby dowiedział się, że PKP jest niezadowolne ze stawek za payroll plus lekka sugestia jakie stawki byłyby odpowiednie, co przy wolumenie -pracowników w spółkach PKP robi tak gigantyczne sumy, że wypłata 500 000 PLN członkowi zarządu, który posiada te informacje wydaje się wprost śmieszna.
Innymi słowy plećby i śmichy chichy można sobie robić konsumując tabloidową papkę na dnie intelektualnego upadku ale ja zachęcam do bardziej zniuansowanego myślenia.


Komentarze
Pokaż komentarze (44)