Tomasz M. Korczyński Tomasz M. Korczyński
74
BLOG

Nie palić papierosów, palić polityków

Tomasz M. Korczyński Tomasz M. Korczyński Polityka Obserwuj notkę 1

 

To jak nałóg.

Nałóg palenia tytoniu.
 
Jeśli ktoś siedzi w jednym i drugim, może zrozumie moje rozterki.
 
Powrót do palenia to kwestia chwili, jednak własnej decyzji, tak naprawdę wyboru, swoistej wolności.
 
Początkowo nie chcesz tego, wydaje się, że powrót do palenia jest mało realny, odległy, ale gdy wszyscy wokół Ciebie palą, skoro więc i tak wdychasz dym, i jesteś biernym palaczem, oswajasz się z myślą, że chcąc nie chcąc palisz, tylko że w tej mniej komfortowej i mniej przyjemnej formie/formule.
 
Z wolna przyswajasz na nowo gesty, przypominasz sobie własne przyzwyczajenia palacza, zaczynasz tęsknić za papierosem, za tym jednym jedynym, następnie za całą oprawą i rytuałami z nią związanymi.
 
Po pierwszym papierosie, zapalonym po długiej przerwie wydaje się, że sprawa jest jednym wielkim nieporozumieniem, zastanawiasz się, w czym tkwił ów fenomen, i po co teraz to robisz?
 
Pierwszy papieros jest bowiem zawsze ciężki, mało smaczny, duszący, mdły.
 
Smród dymu jest nie do zniesienia, wrogi, wręcz zabójczy, ale już po drugim papierosie, człowiek wciąga się w, wydawać by się mogło zapomniany, nawyk. Kolejne papierosy, wypalane szybko i namiętnie przynoszą upragniony smak, poczucie relaksu, samozadowolenie.
 
Podobnie po przerwie od polityki, zdaje ci się, że już wyszedłeś z nałogu, że jesteś wolny i nie potrzebujesz tego syfu.
 
Pierwszy tydzień jest wszak ciężki, dopadają Cię drgawki, przytupujesz nogą, chcesz być na bieżąco, śledzić wydarzenia, widzieć i wiedzieć, bo bez Ciebie nie będzie spektaklu… ułuda, ale jednak szaleńczo chcesz się wyrazić, choć nie mając żadnych doniesień z Polski (w krajach UE, co smutne, wydarzenia z Polski nikogo nie interesują…) nie wiesz w sumie na jaki temat.
 
Po dwóch tygodniach już o sprawie właściwie nie pamiętasz, po trzech nie tęsknisz (no bo też za kim tu tęsknić, za nowym prezydentem? a może za złym i nieudolnym rządem?), po czterech śmiejesz się, że coś tak idiotycznego mogło Cię w ogóle zajmować, zaprzysiężenie prezydenta wypada Ci z głowy, echa rzezi ideologicznej do Ciebie nie docierają, cisza, tylko szum Morza Liguryjskiego.
 
Odlot na detoxie.
 
Ale po dłuższej izolacji od spraw i wydarzeń, po powrocie, jesteś jednak biernym uczestnikiem-słuchaczem, naokoło dyskutują, oceniają, debatują, właściwie chcesz wiedzieć, kto do kogo pisał, kto jakie wpadki zaliczył, więc chcąc nie chcąc przypominasz sobie nawyki.
 
Pierwszy kontakt jest dość ciężki, wstrętny w smaku, zadziwiająco negatywny, przytłaczający nienawiścią, wrogością, nie chcesz tego, dziwisz się, że można było z tym żyć? Jak?
 
Drugi kontakt smakuje już lepiej, trzecim zaczynasz się odurzać. Wciągasz się ponownie w nałóg, a nawyki zostają te same, one się przecież prawie nie zmieniają.
 
Już czytasz newsy, sklejasz ze sobą ciąg wydarzeń, układasz rozsypane puzzle, dopasowujesz skrawki postrzępionego materiału, próbujesz na własną rękę zorganizować porządek w tym bałaganie… przygoda.
 
A przecież można było wybrać inną ścieżkę, w inną przygodę, uciec np. w świat muzyki, w świat filmu, zająć się dużo bardziej wartościowymi sprawami.
 
Wsłuchać się w głębokie melodie zwiewnego NO-MAN, poczytać opowiadania Antonia Tabucchi’ego, obejrzeć film Polańskiego.
 
Zamknąć oczy, i nie widzieć, zatkać uszy, i nie słyszeć bestialstwa tylu ludzi polityki i mediów.
 
Nikczemności ludzi niskich pobudek uważających się za bogów. Czasem trucizna jest tak jadowita, że aż Tobą wstrząsa, (aby tylko wspomnieć chore słowa pana Wałęsy, o których dowiedziałem się właściwie przed chwilą, Zob. Jarosław Kaczyński chce zniszczyć „Solidarność”!).
 
No tak, ale zło bynajmniej tym samym nie zniknie, może nawet będzie silniejsze, bo w jakimś sensie akceptowane za sprawą mojego ignorowania; niezwalczone, bo nie-za-negowane, nie-zaatakowane, nie-napiętnowane, przeze mnie.
 
Czasem wystarczy wyrazić tylko swoją opinię w wolności i w zgodzie ze swoim sumieniem, aby zwalczyć krzykliwe zło.
 
I chociaż niewiele przecież mogę, to wytężam swoją uwagę i słucham, oglądam, ciesząc się, a to tak wiele, że nie jestem, pomimo bycia człowiekiem, tak bardzo brudny, lepki i zaplątany w nienawiść, właśnie, że nie jestem więźniem nienawiści, jak niezliczona rzesza polityków i mediów w naszym kraju.
 
Lepiej jest więc chyba zatem popalać politykę, niż papierosy.
 
No więc ja sobie palę polityków, a nie papierosy.

Centroprawicowiec

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka