Stutgartczycy przeciwni projektowi przebudowy dworca kolejowego.
Konflikt nabiera na sile, zaczął się, plus minus w lipcu (choć niektórzy próbują umiejscowić jego genezę we wczesnych latach 80-tych) wyjściem na ulice tysiąca osób, z tygodnia na tydzień było już 17 tysięcy. Pod koniec sierpnia na ulice wyszło około 30 tysięcy ludzi!
Totalne szaleństwo, jak słucham wiadomości niemieckich, to cały czas poświęca się temu zjawisku uwagę, mieszkańcy miasta żądają dymisji wszystkich odpowiedzialnych za projekt, zaczynając od premiera Badenii-Wirtembergii, Stefana Mappusa, na samym burmistrza,Wolfgangu Schusterze kończąc, i… blokują burzenie budynku.
Wyjście tylu tysięcy na ulicę, trwajacych w swoim uporze nie jeden, czy dwa dni, ale to całe nieoczekiwane pospolite ruszenie, które widziałem tylko raz na żywo w wykonaniu Niemców, w marcu 2003 r., ale wówczas sprawa dotyczyła bądź co bądź spraw zewnętrznych, czyli drugiej wojny w Zatoce Perskiej, jest zadziwiające.
W tym konflikcie chodzi rzecz jasna przede wszystkim o kasę. O dużą kasę. Projekt zakłada wydatek rzędu PONAD 4 miliardów euro, a tymczasem, zdaniem jego przeciwników, powinien obejmować, co najwyżej 400-500 milionów.
Po drugie, idzie o sentymenty, dworzec „upiększa” miasto od lat 20. XX wieku, a umieszczone logo Mercedesa oznajmia, kto tu rządzi.
Po trzecie, mówi się o niebezpieczeństwie dla pobliskich domów, które są rzekomo zagrożone wyburzaniem starca.
Po czwarte, w wyniku konfliktu może dojść do zmiany warty politycznej w bastionie CDU, a SPD i Zieloni zacierają ręce, choć na ich miejscu nie liczyłbym na to aż tak bardzo.
Ale tak między nami, ja tam Szwabów dobrze znam, mieszkałem u nich zbyt długo, żeby dać się tak łatwo zwieść ich ideologii. Schwaben są bowiem obiektem żartów w całych Niemczech, przede wszystkim Niemców z północy mówiących w hochdeutschu. Szwabowie są, w poszechnym stereotypowym wyrazie, materializacją skąpstwa, skrajnej oszczędności, a, co przy tym najważniejsze, i co pogłębia dodatkowo ich śmieszność, są mieszkańcami jednego z najbogatszych landów.
Niemniej te protesty są jednak dla mnie zaskoczeniem i wzbudzają sprzeciw.
Po pierwsze dlatego, że osobiście marzyłbym, i to nie o jednym, ale przynajmniej o trzech fantastycznych, być może nawet drogich, dworcach kolejowych w Warszawie (Warszawa Centralna, Warszawa Wschodnia i Warszawa Zachodnia, minimum!!!), marzę o przebudowie tych, które szpecą od długich lat mego życia, stolicę.
Po drugie, abstrahując od tego, że sam Stuttgart to obok Roterdamu, najbrzydsze miasto, nie tylko niemieckie, ale jakie w ogóle dane mi było widzieć, to jeszcze sam dworzec w Stuttgarcie zaprojektowany przez Paula Bonatza, projekt zrealizowano w latach 1913–1927, należy do wybitnych niepowodzeń architektonicznych i raczej wymaga okrycia zasłoną milczenia. Nie mówiąc o konieczności jego unicestwienia…
Po trzecie, jakież to by było piękne, gdyby w moim mieście istniały tylko takie problemy, bo przecież nawet szkaradek Hauptbahnhoff w Stuttgarcie jest architektonicznym arcydziełem, w porównaniu z Warszawą Wschodnią czy Centralnym, a protesty przeciwników projektu „Stuttgart 21” jakżeż mają inny wymiar niż protesty obrońców Krzyża i prymitywne demonstracje Jego przeciwników.
I tak sobie myślę, że w Warszawie,to Warszawiacy powinni wyjść tłumnie na ulicę w zupełnie innym celu, aby przeciwnie, żądać zburzenia dworców, wszystkich, nawet nie przebudowy, ale zburzenia, a także odwołania władz Warszawy, które dopuszczają, aby ten stan trwał i trwał i trwał, a potem kompromitował stolicę podczas Mistrzostw Europy 2012.
Bo wiadomo już, że kompromitacja będzie.
Żródła: DPA, Stuttgarter Zeitung, SWR 1, SWR2, SWR3, SWR4.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)