Wydawac sie moze, iz Micheil Saakaszwili swoja awantura spadl salonowiczom z nieba. Szczegolnie, ze po obejrzeniu pekinskiego widowiska inauguracyjnego opadly wszystkim szczeki na podloge, wiec musieliby sie biedaczyska ostro nameczyc, by "udowodnic" swiatu, ze program Chinczykow to byla jedna wielka lipa.
A tak, maja problem z glowy.
""Nie pozwolimy, aby swiat milczał i bawił sie na Olimpiadzie."" - oglosila Maryla (http://zapiski-ghurala.salon24.pl/87654,index.html#comment_1281732)
A co swiat na to? Ano zobaczymy.
Przejdzmy do widowiska inauguracyjnego w Pekinie.
Chinczycy, co bylo do przewidzenia, dali czadu i absolutnie nie zazdroszcze ekipie, ktora bedzie musiala przygotowac widowisko inauguracyjne w Londynie - by przebic Chinczykow, czeka ich mordercza praca i jeszcze wiekszy budżet.
Sukces tworcow pekinskiego show, to przede wszystkim genialne polaczenie ludzkiej fantazji i wiedzy z mozliwosciami dzisiejszej elektroniki, a przede wszystkim z umiejetnosciami programistow komputerowych, mocy obliczeniowych drzemiacych w mikroprocesorach i mozliwosci wspolczesnych wojskowych technik łączności.
I do tego praca, praca i jeszcze raz praca.
Osobiscie bylem ciekawy, czy Chinczycy wspomna cos o swoim programie kosmicznym. Nie musze chyba pisac, ze zaskoczyli mnie kompletnie. Chociaz z drugiej strony jest calkowicie logicznym i uzasadnionym, ze na swoich kosmicznych osiagnieciach oparli final widowiska.
Zasadą przy tworzeniu takich widowisk, jest wprowadzenie elementu, ktorego nie bylo wczesniej, gdyz widowiska maja swoje scisle okreslone prawa i jedyne co je moze roznic to pomysl, jakosc wykonania, gadzety i efekty FX.
Bylo do przewidzenia, ze Chinczycy oprą sie na setkach wykonawcow poszczegonych numerow, efektach specjanych i fajerwerkach. Ciekawym i dosc nowatorskim elementem byl rozwieszony w koronie stadionu 360-stopniowy ekran, ktory jednak moim zdaniem wykorzystany byl tak maksymalnie w 50%. Znaczy: osobiscie nie wiem, jak mozna by bylo wykorzystac go bardziej, odczuwalem jedynie pewien niedosyt.
Efekty z oswietleniem, aczkolwiek znakomite, tez nie wychodzily po za dzisiejszy standart. Komputerowo sterowane, zapozyczone od wojskowych, srodki łączności z wykonawcami tez nie sa dzisiaj juz czyms nowatorskim.
Takze kiedy skonczyla sie pierwsza czesc i rozpoczela sie defilada sportowcow wiedzialem, ze tworcy przywala jakims efektownym i niekonwencjonalnym zapaleniem znicza.
Przez ulamek sekundy oczyma wyobrazni zobaczylem jakiegos latajacego, ziejacego ogniem smoka, ale szybko porzucilem te mysl - nie: to niemozliwe by tak genialne pod wzgledem formy i idei widowisko spieprzyli tanim bajerem rodem z Indiana Jonesa.
Kiedy pochodnie przejal facet z linkami na plecach, pomyslalem: no tak kosmonauta ...ale zaraz, zaraz - jaki kosmonauta? Bez skafandra? Po kiego wala beda go windowac, chca go wsadzic do tego znicza, czy co?
No i po chwili przekonalem sie do czego byl im potrzebny 360-stopniowy ekran. Gosciu, co to wymyslil, jest geniuszem. Szczena mi opadla i zwatpilem w moje wlasne mozliwosci tworcze.
Takze, panie i panowie w Londynie, macie dwie mozliwosci: albo macie jakis pomysl by to przebic, albo sobie odpuśćcie i zapalcie ten znicz baaardzo grzecznie.
Predator
36
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (17)