Z tego co widac, co się dzieje, to mało prawdopodobne by PiS pociągnął więcej niż jeszcze kilka, no może z dziesięć, miesięcy. Partia się właśnie wypala, a im bardziej gaśnie tym głośniej skwierczy – normalka.
Przesłanka pierwsza: ludzie partii.
Można śmiało powiedzieć, że w tak zwanym „terenie“ coś takiego jak PiS, to praktycznie nie ma, znaczy: owszem istnieją jakieś struktury regionalne, składające się głównie z zarządów, często zresztą istniejących tylko na papierze (byty wirtualne), bo PiSu widać na prowincji coraz mniej i rzadziej.
Nie oznacza to, że w owym „terenie“ nie ma sympatykow PiS. Są, ale jest to jakaś mniej więcej stała liczba, która bez sprawnych struktur terenowych powiększać się nie będzie (same „wizyty gospodarskie“ i wystąpienia medialne Jarosława Kaczyńskiego nie pomogą, Lecha też nie), a nawet może owa liczba się zmniejszać, gdyż część elektoratu typu „roszczeniowego“ przerzuci się na odradzającą się pomału post-SLDowską lewicę.
Znaczy: owieczki są, jeno pasterzy brak – i to dosłownie: ostanie bajania Jarosława Kaczyńskiego o parafiach, są taką dość niezręczną i wręcz rozpaczliwą prośbą skierowaną do proboszczów o pomoc w pozyskiwaniu elektoratu.
Przesłanka druga: wierchuszka PiSu.
Pozbywanie sie ludzi wartosciowych na rzecz posłusznych ćwiercinteligentów, może tylko i wyłącznie szkodzić. Nie mam zamiaru tutaj się znęcać i cytowac wszystkie kretynizmy wypowiadane przez najwyższych przedstawicieli PiS – tym bardziej, że to nie ma sensu, gdyż dla szeregowych PiSiakow najbliższe otoczenie Jarosława Kaczyńskiego to ludzie najmądrzejsi z mądrych, a reszta to wykształciuchy.
Jarosław Kaczyński wierzy, że do kierowania partią wystarczy mu jego własna mądrość i przebiegłość, oraz gwardia wiernych pretorian. Tylko, że pan Jarosław wyraźnie nie wie, że ludziom o słabych, uległych charakterach bardzo szybko uderza woda sodowa do głowy i ostatni dygnitarski rajd samochodowy jest jak najbardziej normalnym przejawem zachłyśnięcia się sławą.
I takich mniej lub bardziej głupich zachowań i wypowiedzi mamy już sporo, a będzie jeszcze więcej – i co najważniejsze: pan Jaroslaw nie wie, że w obliczu bezkarności i braku odpowiedzialności za słowa i czyny, odwaga tanieje: znaczy sytuacja się odwróci i Jarosław Kaczynski będzie musiał „przymykac oko” na coraz to odważniejsze wybryki pretorian, bo jak zacznie się im przeciwstawiać, to jaśnie-pretorianie na pana prezesa zwyczajnie się wypną.
A to „przymykanie oczu” bedzie miało tylko jeden skutek: coraz większy spadek w sondażach.
Przesłanka trzecia: Pan Prezydent.
Jakiego mamy prezydenta – każdy widzi. I cała ta jego „życiowa“ niezaradność i lapsusy typu „irasiad“ nie miałyby żadnego znaczenia, ot byłoby się z czego pośmiać, gdyby nie jednoczesna mania wielkosci i wręcz tragiczny „dwór“.
Nie wiem kto wpadł na pomysł by z Lecha Kaczyńskiego zrobić regionalnego przywódcę, ale skutki owej decyzji zaczynają być katastrofalne – i to już nie tylko dla PiS, z którym prezydent jest naturalnie kojarzony, ale i dla wizerunku Polski.
No bo tak: wymuszony i nieuprawniony wyjazd na szczyt do Brukselii – klapa, bal-gala z okazji Święta Niepodległości – klapa do kwadratu, nocna wycieczka po Gruzji – klapa do sześcianu. Ciekawe co nas jeszcze czeka.
Także można śmiało powiedzieć, że Pan Prezydent to, może nie ostatni, ale za to największy gwóźdź do pisowskiej trumny.
Przesłanka czwarta: Barack Obama.
Wybór Baracka Obamy na prezydenta USA definitywnie kończy „zimną wojnę” w kształcie jakim ją do tej pory znaliśmy. Zwalczający się nawzajem przeciwnicy zmienili się w konkurujących ze sobą rywali.
Tak jak onegdaj zadecydowały Traktat Wersalski, czy Konferencja Jałtańska tak i dzisiaj, już nie na mocy międzynarodowych traktatów, ale w wyniku politycznych procesów, zostały ustalone „sterefy wpływów” największych światowych mocarstw.
Owszem zostalo jeszcze trochę „ziemi niczyjej”, prawie cała Afryka i jakieś skrawki w Azji, ale to drobiazgi, które się jakoś w czasie same rozwiążą. Generalnie wiadomo już gdzie kto siedzi, albo będzie siedział za chwilę.
Polska w tym ukladzie została „przypisana” do Unii Europejskiej (co w naszej całej tysiącletniej historii jest pierwszym pozytywnym i porządanym sojuszem) i banialukami są opowieści o jakiejś czysto-polskiej polityce wschodniej, czytaj: czysto-polskiej polityce wobec Rosji.
A juz zupełnym idiotyzmem są PiSowskie mrzonki o jakimś regionalnym przywódstwie Polski i budowaniu antyrosyjskich koalicji. Dlaczego? Ano dlatego, że dla obecnego świata relacje polsko-rosyjskie nie mają żadnego znaczenia, znaczy: Polacy mogą Rosji nie lubić (i z wzajemnością) i nie ma to najmniejszego wpływu na stosunki gospodarcze pomiedzy Rosją, a resztą świata.
O ile jeszcze PiS mógł do tej pory zabiegać o jakieś tam nikłe, ale zawsze było nie było, poparcie ze strony administracji USA dla swojej wojenki przeciw Rosji, tak Obama takiego, nawet tyci-tyci, poparcia nie da, a obawiam się, że wręcz przeciwnie – delikatnie będzie zwracał uwagę, że oczekuje od Polski trochę umiaru w tym temacie.
Wniosek: władza.
PiS jest partią władzy, znaczy: PiS została powołana by Jarosław i Lech Kaczyński dostąpili najwyższych stanowisk w państwie, znaczy: PiS to szczególnego rodzaju partia usługowa – ma służyć braciom do zaspakajania ich osobistych ambicji.
A wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, ze Jarosław Kaczyński już premierem nigdy nie będzie, a Lech Kaczyński może nie dotrwać nawet do końca obecnej kadencji, a co dopiero marzyć o reelekcji.
Więc po co komu całe to PiS?
Predator vel L.L.Leming
P.S.
Jest możliwy jeszcze następujący wariant: PiS bez Kaczyńskich – władzy też nie zdobędzie, ale tych paru posłów i europosłów zawsze może mieć. Z czegoś trzeba żyć.


Komentarze
Pokaż komentarze (27)