0 obserwujących
42 notki
62k odsłony
1454 odsłony

"Nie doczytany" - "Antyfaszysta"

Wykop Skomentuj12

We wtorek 22 marca odbędzie się otwarta debata na temat postaw towarzyszących Marszowi Niepodległości – największej od lat obywatelskiej manifestacji w Święto Niepodległości.Organizatorzy w przestrzeń publiczną rzucili hasło „patriotyzm” czy „propagowanie faszyzmu” co miało miejsce 11 listopada 2010 roku w Warszawie? Zapowiada się ciekawa dyskusja, zwłaszcza, że zaproszonym gościem specjalnym jest Paweł Kukiz, muzyk i felietonista, który jak prawdziwy rockman kontestuje „salony”. Znalazła się jednak grupa, która wyrzuciła z przestrzeni publicznej „patriotyzm” i pozostawiła „propagowanie faszyzmu”, z którym walkę uczyniła sens swojego życia. Jak nakazuje logika są więc „antyfaszystami”. Jednak w jaki sposób rozpoznają „propagowanie faszyzmu” pozostaje tajemnicą. Realizują swoją świętą misję wszelkimi sposobami łącznie z odbieraniem prawa głosu i dyskryminacją. Jednak sami określają się mianem „wolnościowców”, obrońcami praw człowieka. W jaki sposób łączą te dwie skrajne postawy? To również pozostaje tajemnicą. Wszystkie ich tajemnice tkwią jednak w nie zrozumieniu otaczającego świata i w zwykłym, kolokwialnym „nie doczytaniu”.

Klasycznym przykładem jest tu dzisiejsza „celebrytka” opolskiego dodatku „Gazety Wyborczej” niejaka Sabina Złotorowicz „studentka z Opola”. Na jednym z portali społecznościowych założyła profil „NIE POZWÓLMY, ŻEBY OPOLSKI ONR GŁOSIŁ FASZYSTOWSKIE POGLĄDY W MDK-U!”. Na zdjęciu profilowym Sabiny Złotorowicz (http://www.facebook.com/?sk=events#!/profile.php?id=100000443011645) widzimy drobną kobietę ubraną po „męsku” i z „męską” pozą, to jest z jedną dłonią w kieszeni i z drugą przytrzymującą papierosa w ustach, którym się właśnie zaciąga. Zdjęcie wydaje się wołać „noszę spodnie i kapelusz z rondem więc mogę być taka jak mężczyzna”. Bunt zakompleksionej kobiety, która uważa, że jedynie mężczyźni mogą odnieść sukces.

Sabina na stronie uzasadnia swój protest apelując do wysyłania maili do Prezydenta i Dyrektora MDK „z wyrazami zaniepokojenia odnośnie organizowanego przez ONR spotkania”.

Już kilka minut później pojawia się pierwszy wpis o treści „Moje listy już wysłane :) A zajęło to 3 minutki :) –  pisze obfita, uśmiechnięta kobieta, zgodnie ze stereotypem, w towarzystwie dwóch równie obfitych pucharów deserowych i z talerzykiem z trzema czekoladkami. Zdjęcie również ma swoją wymowę. „Moje ciało, moja sprawa” ( http://www.facebook.com/?sk=events#!/lumierenoir) .

Pulchną amatorką słodyczy okazuje się Ewelina Złotorowicz, siostra Sabiny.

Siostry Złotorowicz pochodzą z Kędzierzyna-Koźla. Sabina zdała maturę w tamtejszym I LO.

Jednak zanim to się stało, na drodze stanęła jej Marzanna Pogorzelska, nauczycielka I LO, która stała się „mentorem” i „drogowskazem” Sabiny. Pogorzelska, prawdziwy społecznik na rzecz tzw. „tolerancji”, żeby tylko wymienić akcje, których była inicjatorką jak „Stop wykorzystywaniu dzieci w konfliktach zbrojnych”, rocznica wydarzeń na palcu Tiananmen, „Stop nielegalnym transferom broni”, wolność słowa na Białorusi, debatę pt. „Polska — raj czy piekło kobiet”, debatę „Czy polska jest krajem tolerancyjnym?”, „Program 0 tolerancji w polskich szkołach, a także projekt „Przywróćmy pamięć”, w którym, jak mówi Pogorzelska, (http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,5655) poszukiwaliśmy śladów społeczności żydowskiej w naszym mieścieprojekt pozwolił młodzieży poznać żydowską kulturę, z pewnością wpłynął też na zmniejszenie postaw antysemickich. I dodaje – Zawsze staramy się upowszechniać nasze działaniaczęsto słychać o nas w radiu i prasie lokalnej, wydaliśmy też książkę i broszurę podsumowujące projekt „Przywróćmy Pamięć”. Wszystkie inicjatywy Pogorzelska firmuje logiem organizacji Amnesty International, której jest lokalnym koordynatorem. Sabina wkrótce staje się gorliwą uczennicą Pogorzelskiej, która nominuje młodą nowicjuszkę na szefową szkolnego koła organizacji. Pogorzelska lubi też prowokować. Chętnie przebiera swoich uczniów w anioły i podaje im kartki z napisem „jestem gejem. Nie pójdę do nieba?”. Młodej Złotorowiczowej imponuje bezkompromisowa postawa „mentorki” Pogorzelskiej, która wysyła otwarty list ówczesnemu ministrowi Edukacji Narodowej Romanowi Giertychowi, z demonstracyjnym donosem na samą siebie, że wśród swoich uczniów propaguje odmienność seksualną. Na pytanie redakcji racjonalisty.pl – „Jakich uczniów chciałaby Pani wychować?” – Pogorzelska odpowiada – Chciałabym, aby moi uczniowie nie stracili wiary, którą mają teraz — wiary, że świat można zmienić i że na tę zmianę mogą mieć realny wpływ — chciałabym więc, aby byli aktywni i świadomi swych praw, ale także, aby szanowali inność, wykazywali się wrażliwością, ale także odwagą, gdy sytuacja tego wymaga.”. Sabina Złotorowicz, z wiarą zaszczepioną jej przez Pogorzelską, szerzy „świętą misję” w mundurku Amnesty International w murach Uniwersytetu Opolskiego, którego zostaje studentką. Studentka Złotorowicz, realizując myśl Pogorzelskiej, próbuje zainicjować w Opolu projekt o enigmatycznej nazwie „Żywa biblioteka”. Inicjatywa rozpoczęta, a jakże, przez Pogorzelską zakłada zapraszanie do publicznych instytucji ludzi generalnie odbiegających od przyjętych norm i wartości jak homoseksualiści, alkoholicy czy przedstawiciele mniejszości, jak Romowie, czy poseł Henryk Kroll. Ludzie ci, będąc swoistymi „książkami” mają stanowić „księgozbiór żywej biblioteki” i opowiadać, niczym książki, swoje historie zaproszonym słuchaczom. Nie po raz pierwszy studentka Złotorowicz kontestuje a wręcz odrzuca wiedzę książkową, woląc opierać się na doświadczeniach Pogorzelskiej i jej „księgozbioru”. „Święta misja” zostaje zniweczona przez ówczesne władze Opola, z wiceprezydentem Arkadiuszem Karbowiakiem, który w oczach studentki Złotorowicz jest uosobieniem „faszysty”.Po raz pierwszy studentka Złotorowicz starła się z „faszyzmem” stając się jego ofiarą. Wówczas również po raz pierwszy skarży się i żali „Gazecie Wyborczej”, której z bólem i poczuciem rozczarowania, wyznaje, że jest jej strasznie smutno. „W ogóle nie zechcieli się zainteresować, czym jest „żywa biblioteka” i jej „żywe książki”. Po prostu uznali, że jak jest Lambda i Amnesty, to będą zboczeńcy i tyle. Nie chcieli zauważyć, że nasze spotkanie nie ma na celu propagowania homoseksualizmu, ale to gest w stronę tolerancji i integracji, a także wydarzenie kulturalne” –z autentycznym rozrzewnieniem studentka Złotorowicz uzewnętrznia się literatowi Wyborczej. Jednak nie jest to pierwszy zawód i rozczarowanie. Najgorsze ma dopiero nadejść.

Wykop Skomentuj12
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale